07.09.2024, 21:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 00:34 przez Atreus Bulstrode.)
- Kapelusz zawsze może kłamać - w końcu, jakby nie patrzeć, był tylko przedmiotem. Zaklętym bo zaklętym, ale ktoś musiał tchnąć w niego tę magię, a przez to i odpowiednio ukształtować. Atreus jakoś nie do końca ufał magicznym przedmiotom, które potrafiły gadać, odmawiając im wszelkiej autonomii. No miał wrażenie, że tworzyli je przede wszystkim straszne narcyzy.
- Hm, jeśli to nie jest czarnomagiczny miecz, to w sumie nie podchodzi pod mój obszar działań więc wiesz.
Coś było w tym, że w sumie nie wiadomo było czy rozwiązali tę zagadkę poprawnie. Dla Atreusa było ważne że przeszli na drugą stronę cali, nic na nich nie wyskoczyło i drzwi się otworzyli. Pokonali poziom, weszli na następny i tam też nie było widać jakoś wyraźnego zagrożenia.
- Jestem ciekawe czy jak się jej zapytam o co chodzi i czemu nic nie powiedziała to czy da mi jakąś normalną odpowiedź czy się może w szarady będzie bawić - mruknął, a po jego minie było widać której opcji się po tym spodziewał. Dobrze że ani Florence, ani Orion nie wdali się aż tak w całą resztę rodziny bo by stracił rozum już dawno. - W sumie to nie. One wyglądają dla mnie trochę, jakby podawały ręce żeby za nie złapać... - powiedział nieco ostrożnie, przyglądając się ciemnym figurom, które nieruchomo podtrzymywały lustrzaną taflę. Powoli, z pewnym zastanowieniem zaczął obchodzić całą instalację, może się spodziewając że znajdzie coś z tyłu, ale nic tam nie było oprócz kolejnych rzeźbień, już nie tak wymownych w gestach i składających się głównie z kwiatowych form. Zerknął też dalej, w kierunku drzwi wejściowych, gdzie widniał kolejny napis, chociaż trochę taki jakby specjalnie nierzucający się w oczy. W poddaniu zwycięstwo.
Obszedł lustro do końca i spojrzał na Brennę, trochę wyczekująco, kiedy podała odpowiedź. Ale charakterystyczne pstryknięcie się nie rozległo. W sumie to nic się nie zmieniło. Lustro stało jak stało, a nimfy wciąć wyciągały do nich dłonie.
- Jak coś, to mnie odciągnij... - powiedział i nie dając jej czasu na reakcję, złapał za jedną z dłoni. Była zimna, czego można było się spodziewać, ale kiedy jego skóra zetknęła się z rzeźbą, na ramie rozbłysły drobne rzędy run. Zapaliły się jedna po drugiej, począwszy od tych na ręce nimfy, a potem jednocześnie biegnąc w dół i w górę. Światełka jednak zatrzymały swoją podróż w jednym momencie, rozświetliwszy tylko połowę ramy.
- Dobra, żyję... - powiedział ostrożnie, nie wiedząc co w sumie powinien dalej zrobić. - A gdyby tak... - zamknął oczy, krzywiąc się przy tym lekko, w oczekiwaniu na to co może się zdarzyć, a potem puścił. Spodziewał się, że palce nimfy zacisną się na jego dłoni, nie pozwalając mu puścić, ale jedyne czym to poskutkowało to wygaszeniem run.
- Myślisz, że złapanie za obie ręce to bardzo głupi pomysł?
- Hm, jeśli to nie jest czarnomagiczny miecz, to w sumie nie podchodzi pod mój obszar działań więc wiesz.
Coś było w tym, że w sumie nie wiadomo było czy rozwiązali tę zagadkę poprawnie. Dla Atreusa było ważne że przeszli na drugą stronę cali, nic na nich nie wyskoczyło i drzwi się otworzyli. Pokonali poziom, weszli na następny i tam też nie było widać jakoś wyraźnego zagrożenia.
- Jestem ciekawe czy jak się jej zapytam o co chodzi i czemu nic nie powiedziała to czy da mi jakąś normalną odpowiedź czy się może w szarady będzie bawić - mruknął, a po jego minie było widać której opcji się po tym spodziewał. Dobrze że ani Florence, ani Orion nie wdali się aż tak w całą resztę rodziny bo by stracił rozum już dawno. - W sumie to nie. One wyglądają dla mnie trochę, jakby podawały ręce żeby za nie złapać... - powiedział nieco ostrożnie, przyglądając się ciemnym figurom, które nieruchomo podtrzymywały lustrzaną taflę. Powoli, z pewnym zastanowieniem zaczął obchodzić całą instalację, może się spodziewając że znajdzie coś z tyłu, ale nic tam nie było oprócz kolejnych rzeźbień, już nie tak wymownych w gestach i składających się głównie z kwiatowych form. Zerknął też dalej, w kierunku drzwi wejściowych, gdzie widniał kolejny napis, chociaż trochę taki jakby specjalnie nierzucający się w oczy. W poddaniu zwycięstwo.
Obszedł lustro do końca i spojrzał na Brennę, trochę wyczekująco, kiedy podała odpowiedź. Ale charakterystyczne pstryknięcie się nie rozległo. W sumie to nic się nie zmieniło. Lustro stało jak stało, a nimfy wciąć wyciągały do nich dłonie.
- Jak coś, to mnie odciągnij... - powiedział i nie dając jej czasu na reakcję, złapał za jedną z dłoni. Była zimna, czego można było się spodziewać, ale kiedy jego skóra zetknęła się z rzeźbą, na ramie rozbłysły drobne rzędy run. Zapaliły się jedna po drugiej, począwszy od tych na ręce nimfy, a potem jednocześnie biegnąc w dół i w górę. Światełka jednak zatrzymały swoją podróż w jednym momencie, rozświetliwszy tylko połowę ramy.
- Dobra, żyję... - powiedział ostrożnie, nie wiedząc co w sumie powinien dalej zrobić. - A gdyby tak... - zamknął oczy, krzywiąc się przy tym lekko, w oczekiwaniu na to co może się zdarzyć, a potem puścił. Spodziewał się, że palce nimfy zacisną się na jego dłoni, nie pozwalając mu puścić, ale jedyne czym to poskutkowało to wygaszeniem run.
- Myślisz, że złapanie za obie ręce to bardzo głupi pomysł?