05.09.2024, 20:37 ✶
— Nie, nie miałem na myśli mugolskich wynalazków — zaprzeczył Cameron kategorycznie, kręcąc mocno głową. — Łączenie ich wynalazków z naszymi eliksirami to chyba nie jest najlepszy pomysł. Postawiłem raczej na naturalne składniki, które są bardziej hmm tradycyjne dla ich sztuki zielarskiej.
Wprawdzie z tyłu głowy zaświtała mu myśl, że niepotrzebnie przejmuje się różnicami, skoro w społeczeństwie czarodziejów funkcjonowali mugolacy czy czarodzieje półkrwi, którzy siłą rzeczy na pewnym etapie życia korzystali z mugolskiej opieki medycznej, jednak... Osobiście nie miał zbyt dużego doświadczenia z farmakologią niemagów. Nigdy nie był w ich laboratorium czy zapleczu apteki, gdzie przygotowywany leki. A jednak scenariusz, w którym miałby dosypywać do kotła jakieś dziwne proszki o skomplikowanych nazwach, niezbyt do niego trafiała. Kiedy sięgał po zioła czy składniki odzwierzęce, to przynajmniej wiedział konkretnie, z czego korzystał.
— Hmm. — Zmrużył oczy, przyglądając się notatkom Basiliusa.
Ujął dziennik w dłonie, pochylając się nad zapiskami , próbując rozszyfrować wszystkie literki. Chociaż pismo wydawało mu się schludne - na pewno bardziej od jego własnego - tak z paroma słowami miał problem, kiedy jedna litera przechodziła w drugą. Cameron oblizał dolną wargę czubkiem języka, powtarzając w myślach zapisane wskazówki, jakby w ten sposób tworzył w głowie tylko sobie zrozumiałą mapę myśli.
— To dobry projekt — stwierdził po dłuższej chwili z podziwem w głosie, jakby sama wieść o tym, że jakiś magimedyk opracował tego rodzaju recepturę, była ogromnym przełomem. — T-to znaczy... Tak mi się wydaję. Nie, żebym miał jakąś moc sprawczą nad nim, co nie? — Zaśmiał się nerwowo. — Ale z opisu i tego, co mówisz, wynika, że ta maść powinna całkiem nieźle działać. Ciekawe, jak przejdą pierwsze próby na ludziach.
Wzdrygnął się na to określenie. Z drugiej strony, przecież oboje wiedzieli, że to nie było nic nielegalnego. Nikt tutaj nie korzystał z Nekromancji w podziemiach Szpitala św. Munga. To były po prostu standardowe próby mające na celu wykazać, jak dany medykament będzie reagował w standardowych warunkach. A to już było jego zdaniem ciekawe. Działanie poszczególnych składników to jak się ze sobą mieszały... Cameron zawsze czuł co do tego wszystkiego głęboką fascynację. Bądź co bądź, nie każdy potrafił odratować skórę ofiary pożaru, używając ziółek z ogródka czy pobliskiego zagajnika. To dopiero była sztuka.
Wprawdzie z tyłu głowy zaświtała mu myśl, że niepotrzebnie przejmuje się różnicami, skoro w społeczeństwie czarodziejów funkcjonowali mugolacy czy czarodzieje półkrwi, którzy siłą rzeczy na pewnym etapie życia korzystali z mugolskiej opieki medycznej, jednak... Osobiście nie miał zbyt dużego doświadczenia z farmakologią niemagów. Nigdy nie był w ich laboratorium czy zapleczu apteki, gdzie przygotowywany leki. A jednak scenariusz, w którym miałby dosypywać do kotła jakieś dziwne proszki o skomplikowanych nazwach, niezbyt do niego trafiała. Kiedy sięgał po zioła czy składniki odzwierzęce, to przynajmniej wiedział konkretnie, z czego korzystał.
— Hmm. — Zmrużył oczy, przyglądając się notatkom Basiliusa.
Ujął dziennik w dłonie, pochylając się nad zapiskami , próbując rozszyfrować wszystkie literki. Chociaż pismo wydawało mu się schludne - na pewno bardziej od jego własnego - tak z paroma słowami miał problem, kiedy jedna litera przechodziła w drugą. Cameron oblizał dolną wargę czubkiem języka, powtarzając w myślach zapisane wskazówki, jakby w ten sposób tworzył w głowie tylko sobie zrozumiałą mapę myśli.
— To dobry projekt — stwierdził po dłuższej chwili z podziwem w głosie, jakby sama wieść o tym, że jakiś magimedyk opracował tego rodzaju recepturę, była ogromnym przełomem. — T-to znaczy... Tak mi się wydaję. Nie, żebym miał jakąś moc sprawczą nad nim, co nie? — Zaśmiał się nerwowo. — Ale z opisu i tego, co mówisz, wynika, że ta maść powinna całkiem nieźle działać. Ciekawe, jak przejdą pierwsze próby na ludziach.
Wzdrygnął się na to określenie. Z drugiej strony, przecież oboje wiedzieli, że to nie było nic nielegalnego. Nikt tutaj nie korzystał z Nekromancji w podziemiach Szpitala św. Munga. To były po prostu standardowe próby mające na celu wykazać, jak dany medykament będzie reagował w standardowych warunkach. A to już było jego zdaniem ciekawe. Działanie poszczególnych składników to jak się ze sobą mieszały... Cameron zawsze czuł co do tego wszystkiego głęboką fascynację. Bądź co bądź, nie każdy potrafił odratować skórę ofiary pożaru, używając ziółek z ogródka czy pobliskiego zagajnika. To dopiero była sztuka.