Oczywiście, że miała pojęcie, a i tak by to zrobiła. Uważała, że w kociej formie lepiej dostrzeże szczegóły grobowca w ciemnościach czy półmroku, szybciej zareaguje i lepiej odskoczy. Nadal była jednak czarodziejem, nie zwierzęciem, sądziła, że jeśli coś jej się stanie w tej formie, to po prostu wróci do ludzkiej postaci.
– Mrrru – odpowiedziała mu tylko twierdząco, całkowicie nieświadoma myśli, jakie kołatały się po głowie Cathala. Pomysł był co najmniej średnio wykonalny, bo może i uwolniłby się od gryfonów z Hogwartu, ale taka Ginny przecież nigdy nie chodziła do tej szkoły, byłoby to więc mało skuteczne. A Ginewra nie była aż tak porywcza. Z pewnością nie była też głośna, chociaż jeśli już zaczynała gadać, to dużo. Na pewno nie była tak energiczna, by odbijać się o ściany jak piłeczka kauczukowa, inaczej by nie wytrzymała w tej pracy. Ile tu czasu czasami trzeba było spędzić na kolanach, z pędzelkiem w ręce, by czegoś nie zniszczyć… albo to jak potrafiła zawiesić się w jednej pozycji jak kot, kiedy po prostu pilnowała innych archeologów (jak kiedyś Thomasa Figga, który rozbrajał pułapki w podłodze), albo kiedy ślęczała nad tekstami przepowiedni, zapisanej obrazkowo…
Pozwoliła sobie przysunąć się bliżej do tego sarkofagu, który Cathal dopiero co otworzył, by przyjrzeć mu się z bliska nieco uważniej. Oczy Guinevere na powrót stały się kocie, chciała wyłapać jak najwięcej tych szczegółów, które mogli pominąć, gdy patrzyli tak po prostu na pustkę. Słuchała, co Cal mówił o tych pieczęciach, na całe szczęście miała podzielność uwagi. Oderwała spojrzenie, gdy Shafiq znalazł identyczną pieczęć na innej trumnie, obróciła głowę i zmarszczyła brwi.
– Nie rozumiem tej niekonsekwencji – nie umiała w ogóle załapać, jaki tu był schemat. Trzeba było otworzyć wszystkie groby, żeby móc załapać, czym kierowano się, układając sarkofagi i nakładając na nie pieczęci. Cathal pracował więc po drugiej stronie pomieszczenia, a ona powróciła do badania tej pierwszej wnęki, aż usłyszała, że i tamta została przerwana.
I wnęka była pusta.
– To się robi coraz dziwniejsze – mruknęła i obróciła się, by podejść do Cathala. Wtedy dostrzegła niewielkie przejście, do którego jednak się wcale nie zaczęła pchać, po prostu stanęła obok Cala i zajrzała w ciemność swoimi kocimi oczami. – To co, panie przodem? – i gotowa była znowu zmienić się cała w kota, żeby wejść tam i spojrzeć jak wygląda sytuacja. Zaletą bycia kotem była też taka, że była dużo lżejsza k istniała mniejsza szansa, że uaktywni pułapkę, która wymaga wciśnięcia jakiejś płyty…