03.09.2024, 00:40 ✶
Wici puściły i po któtkim chaosie... Chyba nastał spokój. Selwyn wstał z podłogi i dokladnie otrzepał swoje ubrania z piasku i jakichkolwiek innych zabrudzeń. No cóż... Jonathan zawsze był pewny tego, że został stworzony do wielkich czynów, nawet jeśli te wielkie czyny związane były z OMSHMiem. To cięcie jeszcze może nie wyszło mu, aż tak wspaniale, jak zakładał, chociaż i tak było całkiem udane, ale ten kaganiec! Kaganiec to była czysta poezja i był z niego szalenie zadowolony, chociaż teraz jak tak na niego patrzył, to w sumie wyobrażał go sobie w głowie nieco inaczej. Powinien być bardziej zgrabny i ozdobiony jakimś wzorem, ale już nie będzie przecież, aż tak marudził. Grunt, że kryzys został zażegnany, a maszkara poskromiona. Dzięki niemu oczywiście. No dobrze, reszta też wykazała się dzisiaj dużą odwagą i dobrym działaniem.
– Nic mi nie jest. A wam? – rzucił, patrząc to na Enzo, to na miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu była Tahira, a potem dotarło do niego, co właśnie krzyczał do Willy'ego Remington. – Wąż jest po naszej stronie! Nie można jej skrzywdzić. Proszę po prostu upewnić się, że ta roślina już się nie uwolni – rzucił stanowczo, jeszcze raz upewnił się że jego ubranie nie wyglądało aż tak tragicznie po tej walce i szybkim krokiem ruszył wraz za drugim czarodziejem na poszukiwanie ich ulubionego węża, mając jedynie nadzieję, że nikt nie będzie musiał trafić dzisiaj do Munga.
– Nic mi nie jest. A wam? – rzucił, patrząc to na Enzo, to na miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu była Tahira, a potem dotarło do niego, co właśnie krzyczał do Willy'ego Remington. – Wąż jest po naszej stronie! Nie można jej skrzywdzić. Proszę po prostu upewnić się, że ta roślina już się nie uwolni – rzucił stanowczo, jeszcze raz upewnił się że jego ubranie nie wyglądało aż tak tragicznie po tej walce i szybkim krokiem ruszył wraz za drugim czarodziejem na poszukiwanie ich ulubionego węża, mając jedynie nadzieję, że nikt nie będzie musiał trafić dzisiaj do Munga.