05.09.2024, 18:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 12:26 przez Albert Rookwood.)
"Jesteśmy bardziej, niż żywi" - to był zaskakująco dobry opis tego, przez co właśnie przechodzili. Pokiwałby głową z respektem, gdyby każdy, najmniejszy ruch nie wywoływał u niego paskudnych mdłości. Istotnie, w posiadaniu ciała krył się pewien horror i w tym właśnie momencie był boleśnie mocno jego świadomy - ot, cuchnąca przywara latami rozkładającego się mięsa więziła w sobie jego duszę, już od dobrych trzydziestu pięciu lat ledwo rozpoznawał się w lustrze. Jego skóra zdawała marszczyć się i obwisać we wszystkich złych miejscach, jego linia włosów cofała się powoli, ale nieubłaganie, jak Morze Północne w odpływie, a grube, czarne włosy niby małe larwy tkwiły w mieszkach włosowych na jego twarzy już minuty po zgoleniu ich na zero, na minus jeden; paskudniał z wiekiem. Ale przed tym nie było ratunku.
Nie było ratunku, prawda?
Westchnął głęboko, patrząc na spanikowanego Kellyego, którego pizdowata reakcja całkiem go zaskoczyła. Phineas nigdy by się tak nie zachował. Wychował go na twardego faceta, nie jak te współczesne zniewieściałe chłopaczki.
- Nikt nie będzie mi mówić, że świniom mięso twardnieje na mój widok - odparł na tyle zmarnowanym tonem, że nie sposób było zgadnąć, czy żartuje. - Uspokój się do chuja i sprawdź, czy czegoś nie zgubiłeś. Wysadzenie mugola albo dwóch to nie jest żadna zbrodnia. Cholera, jak cie to tak stresuje, to mogę sprzątnąć też jego dzieci, ojców, wujków... Świnie chociaż można zjeść, ale ich? Nawet mięsa, kurwa, nie marnujemy.
Wygrzebał się z błota i wstał z trudem, desperacko chwytając się wystającej ze ściany rurki, która ugięła się niepokojąco pod jego ciężarem.
- Nikt nie widział, co tak naprawdę się stało, a jakieś plotki to nie problem dla amnezjatorów do rozwiązywania. Z resztą, im mniej tego ścierwa na świecie, tym lepiej dla nas - kontynuował, rozglądając się po miejscu, w którym się obudził, aby samemu przypadkiem nie zostawić czegoś po sobie na miejscu przekomicznej zbrodni. - Uhh... Chcesz się teleportować ze mną? Mógłbyś się u mnie doprowadzić do porządku, zanim pokażesz się rodzinie.
O tak, świetny plan! W zaciszu swojego londyńskiego mieszkania dyskretnie podpyta go o to, czy powinien mu zapłacić za wczorajszą noc.
Nie było ratunku, prawda?
Westchnął głęboko, patrząc na spanikowanego Kellyego, którego pizdowata reakcja całkiem go zaskoczyła. Phineas nigdy by się tak nie zachował. Wychował go na twardego faceta, nie jak te współczesne zniewieściałe chłopaczki.
- Nikt nie będzie mi mówić, że świniom mięso twardnieje na mój widok - odparł na tyle zmarnowanym tonem, że nie sposób było zgadnąć, czy żartuje. - Uspokój się do chuja i sprawdź, czy czegoś nie zgubiłeś. Wysadzenie mugola albo dwóch to nie jest żadna zbrodnia. Cholera, jak cie to tak stresuje, to mogę sprzątnąć też jego dzieci, ojców, wujków... Świnie chociaż można zjeść, ale ich? Nawet mięsa, kurwa, nie marnujemy.
Wygrzebał się z błota i wstał z trudem, desperacko chwytając się wystającej ze ściany rurki, która ugięła się niepokojąco pod jego ciężarem.
- Nikt nie widział, co tak naprawdę się stało, a jakieś plotki to nie problem dla amnezjatorów do rozwiązywania. Z resztą, im mniej tego ścierwa na świecie, tym lepiej dla nas - kontynuował, rozglądając się po miejscu, w którym się obudził, aby samemu przypadkiem nie zostawić czegoś po sobie na miejscu przekomicznej zbrodni. - Uhh... Chcesz się teleportować ze mną? Mógłbyś się u mnie doprowadzić do porządku, zanim pokażesz się rodzinie.
O tak, świetny plan! W zaciszu swojego londyńskiego mieszkania dyskretnie podpyta go o to, czy powinien mu zapłacić za wczorajszą noc.