31.08.2024, 21:40 ✶
-Cóż... jest pracoholikiem - przyznała, wpatrując się przez moment w szklankę - Ale nie znam nikogo, komu byłabym bardziej wdzięczna... - zastukała opuszkiem palca o szklankę - bo widzisz, ludzie w swoim samolubstwie uwielbiają zapominać jak wiele dostają. Nieszanowanie i marudzenie jest prostsze, podobnie jak zgrywanie tego pokrzywdzonego... - przez jej usta przemknął kpiący uśmiech.
Za dziecka co prawda czuła złość. Czuła złość, brak, niezrozumienie. Poniekąd to sprawiło jak bardzo silny i niezależny stał się jej charakter. Może ojciec był surowy i wiecznie zajęty, ale miała dach nad głową, ciepły posiłek, czyste ubrania i spokojne dzieciństwo. Coś o czym wiele dzieci może jedynie pomarzyć, albo mogło, bo po śmierci to już ciężko było marzyć o spokojnym życiu.
Ponadto ojciec zawsze znalazł czas aby nauczyć ich nowych rzeczy, lub porozmawiać. Nie miała wątpliwości, że Richard ich kocha, po prostu na swój pokręcony sposób.
-Poza tym... - dodała z uśmiechem- moje kłopoty są pokroju "Chwyciłam tą kurwę za kudły i roztrzaskałam jej twarzą lustro" -zachichotała, odsuwając palcem szklankę - po takim czymś robi się niezły bałagan - pochwyciła jego spojrzenie
-ale zmądrzałam - zapewniła - Teraz bym ją uciszyła.. w ten czy inny sposób - dodała widocznie w humorze.
Oj po tej sytuacji zrobił się niezły burdel. Ojciec od razu został wezwany, ale udało mu się zamieść wszystko pod dywan. Ich późniejsza rozmowa na ów temat dała jej jasno doz zrozumienia : Świadkowie milczą, albo idą do piachu. Nie można przecież narażać nazwiska i też własnego imienia, czy brudzić sobie w papierach takimi wybrykami, to przeszkadza w życiu. No ale cóż, papiery miała czyste jak łza, ale nie była to jej zasługa.
-Albo zna go aż za dobrze... - zagaiła z głupim uśmiechem - ewentualnie żyje przeszłością - zerknęła na niego - tu się urodził i wychował, emigrował o wiele później... -Wzruszyła ramionami - więc... Pewnie przekonam się o tym w najbliższych tygodniach
Gdy zaczął monolog, jej ślepia ciekawsko podążyły w jego kierunku. Bystre spojrzenie jasnych tęczówek spoglądało na niego, jak gdyby chciało przeszyć go wzrokiem.
-Jeszcze tego? A co takiego masz na głowie? - Zachichotała, nito niewinnie, nito zaczepnie. Aczkolwiek postanowiła małymi krokami spróbować odkopać sobie nieco informacji drogą łapania za słówka.
-A dlaczego? - zapytała, podpierając twarz na dłoni, tym samym lustrując go spojrzeniem, którego ani myślała oderwać - Tyle pięknych krajów, a ty krążysz tutaj? Interesujące... - na jej usta wpłynął złośliwy uśmiech - może jednak spłodziłeś jakiegoś dzieciaka, ha? Obiecuje się nie śmiać
Za dziecka co prawda czuła złość. Czuła złość, brak, niezrozumienie. Poniekąd to sprawiło jak bardzo silny i niezależny stał się jej charakter. Może ojciec był surowy i wiecznie zajęty, ale miała dach nad głową, ciepły posiłek, czyste ubrania i spokojne dzieciństwo. Coś o czym wiele dzieci może jedynie pomarzyć, albo mogło, bo po śmierci to już ciężko było marzyć o spokojnym życiu.
Ponadto ojciec zawsze znalazł czas aby nauczyć ich nowych rzeczy, lub porozmawiać. Nie miała wątpliwości, że Richard ich kocha, po prostu na swój pokręcony sposób.
-Poza tym... - dodała z uśmiechem- moje kłopoty są pokroju "Chwyciłam tą kurwę za kudły i roztrzaskałam jej twarzą lustro" -zachichotała, odsuwając palcem szklankę - po takim czymś robi się niezły bałagan - pochwyciła jego spojrzenie
-ale zmądrzałam - zapewniła - Teraz bym ją uciszyła.. w ten czy inny sposób - dodała widocznie w humorze.
Oj po tej sytuacji zrobił się niezły burdel. Ojciec od razu został wezwany, ale udało mu się zamieść wszystko pod dywan. Ich późniejsza rozmowa na ów temat dała jej jasno doz zrozumienia : Świadkowie milczą, albo idą do piachu. Nie można przecież narażać nazwiska i też własnego imienia, czy brudzić sobie w papierach takimi wybrykami, to przeszkadza w życiu. No ale cóż, papiery miała czyste jak łza, ale nie była to jej zasługa.
-Albo zna go aż za dobrze... - zagaiła z głupim uśmiechem - ewentualnie żyje przeszłością - zerknęła na niego - tu się urodził i wychował, emigrował o wiele później... -Wzruszyła ramionami - więc... Pewnie przekonam się o tym w najbliższych tygodniach
Gdy zaczął monolog, jej ślepia ciekawsko podążyły w jego kierunku. Bystre spojrzenie jasnych tęczówek spoglądało na niego, jak gdyby chciało przeszyć go wzrokiem.
-Jeszcze tego? A co takiego masz na głowie? - Zachichotała, nito niewinnie, nito zaczepnie. Aczkolwiek postanowiła małymi krokami spróbować odkopać sobie nieco informacji drogą łapania za słówka.
-A dlaczego? - zapytała, podpierając twarz na dłoni, tym samym lustrując go spojrzeniem, którego ani myślała oderwać - Tyle pięknych krajów, a ty krążysz tutaj? Interesujące... - na jej usta wpłynął złośliwy uśmiech - może jednak spłodziłeś jakiegoś dzieciaka, ha? Obiecuje się nie śmiać