30.08.2024, 23:11 ✶
Poruszył się niespokojnie, czując delikatny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, gdy dłoń Anthony'ego zaczęła błądzić w okolicy jego karku. Nie wiedział, czego się spodziewać - może pociągnięcia za włosy, może wygładzenia fryzury, która po całym dniu w terenie była zapewne w tragicznym staniu. Zamiast tego poczuł, jak palce mężczyzny delikatnie przesuwają się za jego uchem, wywołując przyjemne mrowienie. Zagryzł wymownie dolną wargę, próbując powstrzymać uśmiech, który pojawił się na jego twarzy pod wpływem fali łaskotek.
— Nie możesz winić człowieka za to, w jakim środowisku się wychował — rzucił przemądrzałym głosem, gdy Shafiq zarzucił mu sentymentalność. Przesunął się minimalnie, ułatwiając im bliższy kontakt. — Mogę cię zapewnić, że znacząca większość mieszkańców Warowni ma podobne tendencje. Wystarczy popytać. Od razu usłyszysz, jak bardzo... zaraźliwa jest to przypadłość.
Na policzkach Erika wykwitł delikatny rumieniec, gdy mężczyzna wypomniał mu ostatnie wodowanie obuwia w basenie. Zdecydowanie nie było czym się chwalić. Rzadko kiedy dawał się aż tak ponieść emocjom, jednak wtedy nie do końca nad sobą panował. A tutaj już pojawiało się pole do tego, aby zrzucić winę na kogoś innego. Na przykład Selwyna? Kobietę sprzedającą bilety na King's Cross? Barmanów, którzy obsługiwali go podczas niechlubnego tournée po barach i pubach? Skrzata, który zbyt późno wezwał swojego pana? Gospodarza, który wolał bawić się swoim pianinem, zamiast od razu ruszyć do gościa?
— Tylko jeśli w celu rekonstrukcji tego wiekopomnego wydarzenia teleportujemy się nad jezioro i popłyniesz po tego buta wpław — odpowiedział nieco brutalnie, unosząc nieco złośliwie kąciki ust. Rozchylił powoli powieki, ciesząc oczy ewentualnym zdezorientowaniem lub niezadowoleniem Shafiqa. — Co? Teraz już nie jesteś taki chętny?
Zdecydowanie będziemy musieli popracować nad twoim strachem, obiecał sobie Erik. Jeszcze nie wiedział, w jaki sposób zagoni go na pokład swojego jachtu w świetle dnia, ale prędzej czy później wpadnie mu jakiś pomysł do głowy. Zawsze mógł przecież go oszukać i wysłać naglącą notatkę do biura. Trochę dramatycznie, ale... Przecież Anthony uwielbiał dramaty. Może po jakimś czasie spodobałoby mu się, zostanie bohaterem jednego z nich.
— Catering był kłamstwem, a skrzat zapewne ma po łokcie roboty w kuchni — rzucił z ciężkim westchnieniem. — Obawiam się więc, że zostało nam tylko wino. No... Chyba że ty przyszykowałeś dla mnie jakąś niespodziankę. Nie, żebym oczekiwał takowej. Po prostu, jak zresztą sam zauważyłeś, niektórzy robią się sentymentalni na starość. — Uśmiechnął się pod nosem, jednak zaraz uniósł wymownie brwi. — W ogóle... Nie wspominałeś mi nic o ty, jak bohatersko broniłeś sadów Abbottów. Jak to jest, że dowiaduje się o twoich aktach heroizmu z tak dużym opóźnieniem?
— Nie możesz winić człowieka za to, w jakim środowisku się wychował — rzucił przemądrzałym głosem, gdy Shafiq zarzucił mu sentymentalność. Przesunął się minimalnie, ułatwiając im bliższy kontakt. — Mogę cię zapewnić, że znacząca większość mieszkańców Warowni ma podobne tendencje. Wystarczy popytać. Od razu usłyszysz, jak bardzo... zaraźliwa jest to przypadłość.
Na policzkach Erika wykwitł delikatny rumieniec, gdy mężczyzna wypomniał mu ostatnie wodowanie obuwia w basenie. Zdecydowanie nie było czym się chwalić. Rzadko kiedy dawał się aż tak ponieść emocjom, jednak wtedy nie do końca nad sobą panował. A tutaj już pojawiało się pole do tego, aby zrzucić winę na kogoś innego. Na przykład Selwyna? Kobietę sprzedającą bilety na King's Cross? Barmanów, którzy obsługiwali go podczas niechlubnego tournée po barach i pubach? Skrzata, który zbyt późno wezwał swojego pana? Gospodarza, który wolał bawić się swoim pianinem, zamiast od razu ruszyć do gościa?
— Tylko jeśli w celu rekonstrukcji tego wiekopomnego wydarzenia teleportujemy się nad jezioro i popłyniesz po tego buta wpław — odpowiedział nieco brutalnie, unosząc nieco złośliwie kąciki ust. Rozchylił powoli powieki, ciesząc oczy ewentualnym zdezorientowaniem lub niezadowoleniem Shafiqa. — Co? Teraz już nie jesteś taki chętny?
Zdecydowanie będziemy musieli popracować nad twoim strachem, obiecał sobie Erik. Jeszcze nie wiedział, w jaki sposób zagoni go na pokład swojego jachtu w świetle dnia, ale prędzej czy później wpadnie mu jakiś pomysł do głowy. Zawsze mógł przecież go oszukać i wysłać naglącą notatkę do biura. Trochę dramatycznie, ale... Przecież Anthony uwielbiał dramaty. Może po jakimś czasie spodobałoby mu się, zostanie bohaterem jednego z nich.
— Catering był kłamstwem, a skrzat zapewne ma po łokcie roboty w kuchni — rzucił z ciężkim westchnieniem. — Obawiam się więc, że zostało nam tylko wino. No... Chyba że ty przyszykowałeś dla mnie jakąś niespodziankę. Nie, żebym oczekiwał takowej. Po prostu, jak zresztą sam zauważyłeś, niektórzy robią się sentymentalni na starość. — Uśmiechnął się pod nosem, jednak zaraz uniósł wymownie brwi. — W ogóle... Nie wspominałeś mi nic o ty, jak bohatersko broniłeś sadów Abbottów. Jak to jest, że dowiaduje się o twoich aktach heroizmu z tak dużym opóźnieniem?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞