30.08.2024, 16:40 ✶
Cóż, dorastanie w rodzinnej aptece na pewno działało na jego korzyść w kwestii pracy z eliksirami. Widział na własne oczy, jak zmieniały się trendy w technikach wyrabiania eliksirów i magicznych maści, ale też jakie produkty roślinne z biegiem lat zaczęły być wypychane z rynku na rzecz bardziej efektywnych zamienników. Nie każdy mógł się tym pochwalić. I to nie tylko przez to, że niektórzy rodzice byli na tyle odpowiedzialni, że nie dopuszczali małych dzieci do gorących kotłów i stanowisk rzemieślniczych. Niektórzy po prostu mieli inne zajęcia w pracy.
— Aha — mruknął spolegliwie Lupin, modląc się w duchu, aby reszta grupy stażystów nie zamordowała go po dyżurze za to, że wspomniał o możliwych nieprawidłowościach w schowku na eliksiru. — T-to bardzo dobry p-pomysł.
Co innego miał powiedzieć? Przecież gdyby zaczął odwodzić kobietę od tego pomysłu, to pewnie tylko podsyciłby jej podejrzliwość. Kto wie, może zaczęłaby się martwić stanem magazynu na tylu, że przerwałaby swoje obecne badania i od razu udała się na miejsce zdarzenia? Wzdrygnął się na tę myśl. Aż nazbyt dobrze pamiętał, co się działo, kiedy wyszło na jaw, że niektóre osoby na roku miały problemy z ortografią i nieprawidłowo podpisywały buteleczki na eliksiry i składniki odzwierzęce. Zdecydowanie nie chciał zaliczyć powtórki z rozrywki. Swoje już wycierpiał i zrobiły naprawdę wiele, aby do tego nie wracać.
— Z p-powtórzeniem analiz czy z p-pobraniem krwi od... p-pacjentów? — dopytał, zawieszając na moment głos, jak gdyby szukał odpowiedniego słowa. Na usta cisnęła mu się fraza ''obiekty badań'', jednak zaraz odsunął na bok tę myśl. Wydawało mu się to jakieś mało empatyczne. — Może być ciężko ze sprowadzeniem niektórych z nich do szpitala, skoro p-przez tyle lat badania stały w miejscu.
Nie licząc wieloletniej znajomości z Heather, nie miał zbytnio styczności z innymi osobami, które zostały przeklęte. Miał też wystarczająco dużo wyczucia, aby nie wypytywać swojej narzeczonej o jej problemy zdrowotne, próbując znaleźć lekarstwo. Może w czasach szkolnych był buntownikiem, który leczył uczniów z dala od wścibskich oczu szkolnej pielęgniarki, ale nie chciał też zaszkodzić jednej z najbliższych osób w jego życiu jakimiś karkołomnymi eksperymentami. Jako-tako wiedział jednak, jak wygląda wyzwolenie klątwy żywiołów.
— Szpital ma w archiwach jakieś sprawozdania z pracy magiterapeutów z przeklętymi? — rzucił kolejnym pytaniem.
Nie wpadł na to, że krew mogłaby ich naprowadzić Bulstrode na jakiś trop. Wiedział jednak, że klątwa wody wzmagała się za każdym razem, gdy Rudą ogarniała frustrację i zaczynała ciskać piorunami ze swoich oczu. Jeśli miał zgadywać, to więcej szczegółowych informacji na temat stanu pacjentów mogły przynieść wywiady specjalistów z Lecznicy Dusz lub eksperci od aur. O ile aury mogły jakkolwiek współredagować z działaniem klątwy żywiołów. Cameron podrapał się po głowie.
— Aha — mruknął spolegliwie Lupin, modląc się w duchu, aby reszta grupy stażystów nie zamordowała go po dyżurze za to, że wspomniał o możliwych nieprawidłowościach w schowku na eliksiru. — T-to bardzo dobry p-pomysł.
Co innego miał powiedzieć? Przecież gdyby zaczął odwodzić kobietę od tego pomysłu, to pewnie tylko podsyciłby jej podejrzliwość. Kto wie, może zaczęłaby się martwić stanem magazynu na tylu, że przerwałaby swoje obecne badania i od razu udała się na miejsce zdarzenia? Wzdrygnął się na tę myśl. Aż nazbyt dobrze pamiętał, co się działo, kiedy wyszło na jaw, że niektóre osoby na roku miały problemy z ortografią i nieprawidłowo podpisywały buteleczki na eliksiry i składniki odzwierzęce. Zdecydowanie nie chciał zaliczyć powtórki z rozrywki. Swoje już wycierpiał i zrobiły naprawdę wiele, aby do tego nie wracać.
— Z p-powtórzeniem analiz czy z p-pobraniem krwi od... p-pacjentów? — dopytał, zawieszając na moment głos, jak gdyby szukał odpowiedniego słowa. Na usta cisnęła mu się fraza ''obiekty badań'', jednak zaraz odsunął na bok tę myśl. Wydawało mu się to jakieś mało empatyczne. — Może być ciężko ze sprowadzeniem niektórych z nich do szpitala, skoro p-przez tyle lat badania stały w miejscu.
Nie licząc wieloletniej znajomości z Heather, nie miał zbytnio styczności z innymi osobami, które zostały przeklęte. Miał też wystarczająco dużo wyczucia, aby nie wypytywać swojej narzeczonej o jej problemy zdrowotne, próbując znaleźć lekarstwo. Może w czasach szkolnych był buntownikiem, który leczył uczniów z dala od wścibskich oczu szkolnej pielęgniarki, ale nie chciał też zaszkodzić jednej z najbliższych osób w jego życiu jakimiś karkołomnymi eksperymentami. Jako-tako wiedział jednak, jak wygląda wyzwolenie klątwy żywiołów.
— Szpital ma w archiwach jakieś sprawozdania z pracy magiterapeutów z przeklętymi? — rzucił kolejnym pytaniem.
Nie wpadł na to, że krew mogłaby ich naprowadzić Bulstrode na jakiś trop. Wiedział jednak, że klątwa wody wzmagała się za każdym razem, gdy Rudą ogarniała frustrację i zaczynała ciskać piorunami ze swoich oczu. Jeśli miał zgadywać, to więcej szczegółowych informacji na temat stanu pacjentów mogły przynieść wywiady specjalistów z Lecznicy Dusz lub eksperci od aur. O ile aury mogły jakkolwiek współredagować z działaniem klątwy żywiołów. Cameron podrapał się po głowie.