30.08.2024, 11:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2024, 15:38 przez Anthony Shafiq.)
To nie jest tak, że Anthony nie miał hartu ducha, silnej woli i bał się ciężkiej pracy. Determinacji nigdy nie brakowało mu, gdy był absolutnie przekonany do pomysłu, aura jaką roztaczał wokół siebie Sauriel pozwalała mu jednak na bieżąco weryfikować ów iskrę, która nie spadła na podatny grunt. Opuszki palców płonęły, uszy piekły od obcesowego języka, którym wampir kalał otoczenie butą i językiem za którym Anthony bardzo nie przeszkadzał. Z oczywistych względów rozumiał, że to poza, bowiem bardzo cenił zdanie i rozum Victorii, a jeśli ta obdarzała Sauriela taką estymą, z pewnością musiało być wiele za tą fasadą buntownika, który ostatecznie buntownikiem nie był, wciąż rotując wokół własnej familii. Czy jednak Shafiq miał czas i ochotę przebijać się przez tę pozę? Z drugiej strony, czy był gotów ją znosić dla ulotnej myśli, marzenia, wizji w której mógłby kiedyś zagrać, odnaleźć się w muzyce, której nie lubił zbytnio, ale znał już przypadki gdy wiersze odnajdowały drogę do topornego umysłu, jeśli tylko towarzyszyło im kilka brzdęknięć lutni czy gitary właśnie.
Z tłumioną ulgą przyjął Saurielową ochotę do grania. Wskazał mu kibel, znajdujący się obok pokoi gościnnych, który okazał się luksusową łaźnią, obecnie wygaszoną ale w każdej chwili gotową do podjęcia gości. Cała zdobna w arkady dobudówka była skrzydłem przeznaczonym dla gości tak, aby nie "musieli" wchodzić do starej rezydencji, w której Anthony przed dwudziestu laty organizował bale, czy może gdy jego żona je organizowała u początku ich relacji. Nie trwało to długo, gdy rozbrzmiały dźwięki profanowanego Beethovena, ale gospodarz nigdy nie był wielkim fanem niemieckiego zadęcia, za to z przyjemnością nie słuchał wulgaryzmów i wyzywania go od staruszków.
A potem pojawił się Morpheus.
Dobrze, że miał wymówkę, był to czas gdy wciąż w towarzystwie ich relacja uchodziła w najlepszym wypadku za chłodną. Ani Longbottom nie pojawiał się na przyjęciach u Shafiqa, ani Shafiq od dwóch dekad nie pojawił się w Warowni. Nie byli widywani razem, a jeśli już, to okoliczności były stricte zawodowe. Jak teraz.
Skinął głową na znak, że przyjmuje polecenie. Dotyk papieru i dokumentacji był przyjemną ulgą dla zaognionych palców, więc Anthony zatopił się w lekturze, przerzucając ciężar rozmowy na pozostałych dwóch panów. Z oczywistych względów martwił się o swojego przyjaciela, ale nie zamierzał zbyt wylewnie tego okazywać. Morpheus wychowany był w pogardzie do litowania się nad nim (co najwyżej on mógł się litować nad kimś), nie zamierzał dokładać mu więc własnego zaniepokojonego spojrzenia, ni wcinać się w pogawędkę między parą swoich gości, ewentualnie tylko gestem proponując dostęp do pozostawionego na stoliku barku. Dodatkowe naczynie pojawiło się gdzieś w połowie wypowiedzi Niewymownego. Skrzat Wergiliusz czuwał.
Z tłumioną ulgą przyjął Saurielową ochotę do grania. Wskazał mu kibel, znajdujący się obok pokoi gościnnych, który okazał się luksusową łaźnią, obecnie wygaszoną ale w każdej chwili gotową do podjęcia gości. Cała zdobna w arkady dobudówka była skrzydłem przeznaczonym dla gości tak, aby nie "musieli" wchodzić do starej rezydencji, w której Anthony przed dwudziestu laty organizował bale, czy może gdy jego żona je organizowała u początku ich relacji. Nie trwało to długo, gdy rozbrzmiały dźwięki profanowanego Beethovena, ale gospodarz nigdy nie był wielkim fanem niemieckiego zadęcia, za to z przyjemnością nie słuchał wulgaryzmów i wyzywania go od staruszków.
A potem pojawił się Morpheus.
Dobrze, że miał wymówkę, był to czas gdy wciąż w towarzystwie ich relacja uchodziła w najlepszym wypadku za chłodną. Ani Longbottom nie pojawiał się na przyjęciach u Shafiqa, ani Shafiq od dwóch dekad nie pojawił się w Warowni. Nie byli widywani razem, a jeśli już, to okoliczności były stricte zawodowe. Jak teraz.
Skinął głową na znak, że przyjmuje polecenie. Dotyk papieru i dokumentacji był przyjemną ulgą dla zaognionych palców, więc Anthony zatopił się w lekturze, przerzucając ciężar rozmowy na pozostałych dwóch panów. Z oczywistych względów martwił się o swojego przyjaciela, ale nie zamierzał zbyt wylewnie tego okazywać. Morpheus wychowany był w pogardzie do litowania się nad nim (co najwyżej on mógł się litować nad kimś), nie zamierzał dokładać mu więc własnego zaniepokojonego spojrzenia, ni wcinać się w pogawędkę między parą swoich gości, ewentualnie tylko gestem proponując dostęp do pozostawionego na stoliku barku. Dodatkowe naczynie pojawiło się gdzieś w połowie wypowiedzi Niewymownego. Skrzat Wergiliusz czuwał.