29.08.2024, 17:46 ✶
Problem Florence Bulstrode polegał na tym, że znała się na klątwach, całkiem dobrze na magii kształtowania – nad którą tracili panowanie ludzie pod wpływem klątwy żywiołów, i nieźle na magii związanej z manipulowaniem energią – co niekiedy pomagało zrozumieć działanie niektórych przekleństw.
Nie była jednak mistrzem eliksirów. W szkole zawsze pilnie słuchała na tych lekcjach, umiała recytować przepisy mikstury leczących, znała ich składniki i zastosowanie, ale nigdy nie lubiła przygotowywać ich osobiście. Od dawna zresztą nie miała wiele czasu na przesiadywanie w laboratoriach z próbkami. Tymczasem chciała się upewnić, że klątwa żywiołów związana jest nie tyleż z biologią i z krwią, a raczej faktycznie z pewnymi zaburzeniami magicznymi. To oznaczało, że potrzebowała asysty kogoś lepiej zaznajomionego z tymi aspektami uzdrowicielstwa. Mogła oczywiście poprosić Basiliusa – rozważała zresztą wciągnięcie go później w swoje badania – ale po głębszym namyśle uznała, że lepszym wyborem w tej chwili będzie Cameron Lupin.
Lupinowie słynęli jako mistrzowie eliksirów. Opracowali lekarstwo łagodzące objawy lykantropii. A poza tym Cameron Lupin niedawno zaręczył się z dziewczyną podobno obłożoną klątwą żywiołów, a przynajmniej Florence szukająca zapisków na temat jej przypadków natknęła się na nazwisko Heather, o której chętnie rozpisywały się przecież magazyny.
– Nie chodzi o magazyny, panie Lupin – powiedziała krótko, unosząc na niego wzrok znad naszykowanych próbek, gdy wszedł do środka. Jedna z nich pochodziła od dziewczyny, u której niedawno objawiła się klątwa żywiołu ognia, druga od mężczyzny od kilkunastu lat borykającego się z przekleństwem związanym z żywiołem lodu, dwie pozostałe były z kolei próbkami kontrolnymi, od osób, na których nie ciążyły żadne klątwy.
– Ale sprawdzę, jak opisano tę dostawę, gdy stąd wyjdziemy – oświadczyła, bo zdenerwowanie Camerona wskazywało na to, że Coś Jest Nie Tak. – Tymczasem jednak wolałabym skupić się na tym – stwierdziła, stukając lekko w stojak, na którym znajdowały się próbki. – Zajmuję się pracami badawczymi nad klątwą żywiołów. Ostatnie materiały na temat analizy krwi osób, u których się przejawiła, jakie udało mi się znaleźć, pochodzą sprzed kilkunastu lat, a od tego czasu pojawiły się nowe możliwości. Chcę je powtórzyć. Potrzebuję asysty – wyjaśniła rzeczowo, czekając aż chłopak trochę się uspokoi i przestanie jąkać, bo w takim stanie nie mógł do niczego się przydać.
Nie była jednak mistrzem eliksirów. W szkole zawsze pilnie słuchała na tych lekcjach, umiała recytować przepisy mikstury leczących, znała ich składniki i zastosowanie, ale nigdy nie lubiła przygotowywać ich osobiście. Od dawna zresztą nie miała wiele czasu na przesiadywanie w laboratoriach z próbkami. Tymczasem chciała się upewnić, że klątwa żywiołów związana jest nie tyleż z biologią i z krwią, a raczej faktycznie z pewnymi zaburzeniami magicznymi. To oznaczało, że potrzebowała asysty kogoś lepiej zaznajomionego z tymi aspektami uzdrowicielstwa. Mogła oczywiście poprosić Basiliusa – rozważała zresztą wciągnięcie go później w swoje badania – ale po głębszym namyśle uznała, że lepszym wyborem w tej chwili będzie Cameron Lupin.
Lupinowie słynęli jako mistrzowie eliksirów. Opracowali lekarstwo łagodzące objawy lykantropii. A poza tym Cameron Lupin niedawno zaręczył się z dziewczyną podobno obłożoną klątwą żywiołów, a przynajmniej Florence szukająca zapisków na temat jej przypadków natknęła się na nazwisko Heather, o której chętnie rozpisywały się przecież magazyny.
– Nie chodzi o magazyny, panie Lupin – powiedziała krótko, unosząc na niego wzrok znad naszykowanych próbek, gdy wszedł do środka. Jedna z nich pochodziła od dziewczyny, u której niedawno objawiła się klątwa żywiołu ognia, druga od mężczyzny od kilkunastu lat borykającego się z przekleństwem związanym z żywiołem lodu, dwie pozostałe były z kolei próbkami kontrolnymi, od osób, na których nie ciążyły żadne klątwy.
– Ale sprawdzę, jak opisano tę dostawę, gdy stąd wyjdziemy – oświadczyła, bo zdenerwowanie Camerona wskazywało na to, że Coś Jest Nie Tak. – Tymczasem jednak wolałabym skupić się na tym – stwierdziła, stukając lekko w stojak, na którym znajdowały się próbki. – Zajmuję się pracami badawczymi nad klątwą żywiołów. Ostatnie materiały na temat analizy krwi osób, u których się przejawiła, jakie udało mi się znaleźć, pochodzą sprzed kilkunastu lat, a od tego czasu pojawiły się nowe możliwości. Chcę je powtórzyć. Potrzebuję asysty – wyjaśniła rzeczowo, czekając aż chłopak trochę się uspokoi i przestanie jąkać, bo w takim stanie nie mógł do niczego się przydać.