29.08.2024, 17:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2024, 22:48 przez Erik Longbottom.)
Tego dnia absolutnie nic nie było w stanie zrujnować Erikowi jego cudownego nastroju. Nie po wczesnym poranku, który udało mu się spędzić z Norą w jednym z lokali na Alei Horyzontalnej. Mieli sporo do omówienia. Zwłaszcza po tym, jak udało im się zerwać te nieszczęsny rytuał miłosny, jaki powiązał ich dwoje z Elliottem Malfoyem. Kto by pomyślał, że tyle może się zmienić w ciągu kilku tygodni, pomyślał przelotnie, zmierzając na tyły posiadłości Anthony'ego.
Przez większość spotkania rozmawiali o ich przyjaźni, o Samie, aż koniec końców Longbottom odważył się opowiedzieć kobiecie o Anthonym. Wprawdzie tylko w kilku słowach, ale przecież od czegoś trzeba było zacząć, prawda? Nie chciał zrzucać na barki Nory całej historii o tym, jak się poznali i co się z nimi działo, jednak... Czuł się w obowiązku zaakcentować jakoś obecność starszego czarodzieja w jego życiu. Nawet jeśli na ten moment sami nie mogli być pewni, gdzie popchną ich nadchodzące miesiące i coraz to bardziej widoczne na horyzoncie widmo konfliktu.
Erik poprawił poły szarego uniformu brygadzisty i wyprostował się, zupełnie jakby miał zaraz odbyć spotkanie ze swoim przełożonym. Uchylił powoli drzwi i rzuciwszy gospodarzowi pytające spojrzenie, jak gdyby sprawdzał, czy jest mile widziany na tyłach rezydencji, wszedł do środka, zamykając za sobą wejście. Przejechał językiem po spierzchniętych ustach, taksując uważnym wzrokiem mężczyznę.
— Już myślałem, że uda mi się wrócić przed tobą — rzucił z nutką zawodu w głosie, przechodząc bliżej ekstrawaganckiej leżanki, na której odpoczywał Shafiq. — Ale nieee, po co. Najlepiej zrujnować mój misterny plan. — Wydał z siebie przeciągłe westchnienie, aby spocząć bezpośrednio na marmurowej posadzce tuż przy stoliku. — Miał być catering z Londynu, wino z twojej piwnicy, skrzat odesłany na sprawunki... I jak zwykle nic nie poszło. Przez ciebie.
Odchylił głowę, opierając się pewniej o podstawę szezlongu, co by lepiej przyjrzeć się Anthony'emu.
— Gdyby cię lepiej nie znał, powiedziałbym, że próbujesz się ze mną drażnić — mruknął z przekorą w głosie, przymykając na moment oczy. Uśmiechnął się pod nosem. — A wydawało mi się, że powiedzenie ''nie wywołuj wilka z lasu'' jest wystarczająco proste w zrozumieniu. Wiesz, to prawie to samo co hasło ''Nigdy nie łaskocz śpiącego smoka''. Kto jak kto, ale ty powinieneś je pamiętać. Czyż nie wychowywałeś się przez bite siedem lat w Hogwarcie?
Przez większość spotkania rozmawiali o ich przyjaźni, o Samie, aż koniec końców Longbottom odważył się opowiedzieć kobiecie o Anthonym. Wprawdzie tylko w kilku słowach, ale przecież od czegoś trzeba było zacząć, prawda? Nie chciał zrzucać na barki Nory całej historii o tym, jak się poznali i co się z nimi działo, jednak... Czuł się w obowiązku zaakcentować jakoś obecność starszego czarodzieja w jego życiu. Nawet jeśli na ten moment sami nie mogli być pewni, gdzie popchną ich nadchodzące miesiące i coraz to bardziej widoczne na horyzoncie widmo konfliktu.
Erik poprawił poły szarego uniformu brygadzisty i wyprostował się, zupełnie jakby miał zaraz odbyć spotkanie ze swoim przełożonym. Uchylił powoli drzwi i rzuciwszy gospodarzowi pytające spojrzenie, jak gdyby sprawdzał, czy jest mile widziany na tyłach rezydencji, wszedł do środka, zamykając za sobą wejście. Przejechał językiem po spierzchniętych ustach, taksując uważnym wzrokiem mężczyznę.
— Już myślałem, że uda mi się wrócić przed tobą — rzucił z nutką zawodu w głosie, przechodząc bliżej ekstrawaganckiej leżanki, na której odpoczywał Shafiq. — Ale nieee, po co. Najlepiej zrujnować mój misterny plan. — Wydał z siebie przeciągłe westchnienie, aby spocząć bezpośrednio na marmurowej posadzce tuż przy stoliku. — Miał być catering z Londynu, wino z twojej piwnicy, skrzat odesłany na sprawunki... I jak zwykle nic nie poszło. Przez ciebie.
Odchylił głowę, opierając się pewniej o podstawę szezlongu, co by lepiej przyjrzeć się Anthony'emu.
— Gdyby cię lepiej nie znał, powiedziałbym, że próbujesz się ze mną drażnić — mruknął z przekorą w głosie, przymykając na moment oczy. Uśmiechnął się pod nosem. — A wydawało mi się, że powiedzenie ''nie wywołuj wilka z lasu'' jest wystarczająco proste w zrozumieniu. Wiesz, to prawie to samo co hasło ''Nigdy nie łaskocz śpiącego smoka''. Kto jak kto, ale ty powinieneś je pamiętać. Czyż nie wychowywałeś się przez bite siedem lat w Hogwarcie?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞