Wróżbiarstwo, chociaż wzbudzało ogromną ciekawość, nie było mocną stroną Jessiego. Ogromnym było dla niego zawodem, gdy podczas zajęć z wróżenia szybko okazało się, że nie ma takiego talentu, jaki posiadał wuj Morpheus, a w fusach po herbacie nie był w stanie dostrzec nic, poza bezkształtną masą. Och, jak on się złościł. Jaki miał żal do siebie. Jednak teraz gdy Morpheus tak zamarł, Jessie poczuł w mięśniach napięcie. Mogło mu się tylko wydawać, ale policzki wuja jakby pobladły, na krótką chwilę nieobecny. Jessie nic do niego nie mówił. Nie ruszał się, jedynie przyglądał mężczyźnie przed nim, czekając, aż ten do niego wróci.
-Pomóc z tym wujkowi? Mogę to posprzątać, chyba że wuj chce to sobie zostawić na jakąś szczególną okazję - zaproponował, gdy Morpheus w końcu się odezwał, bo sprzątnięcie tego nie powinno stanowić problemu, kiedy miało się różdżkę. A nawet gdyby magia w tym wypadku zawiodła, to zawsze mógł to posprzątać ręcznie. Nie brzydził się babrać w ziemi ani sprzątać po psie, gdy ten jeszcze nie był w stanie wytrzymać, dopóki nie wyjdą na dwór, więc czemu miałby brzydzić się porytualnych resztek?
Poszedł za Morpheusem, ze wzrokiem wbitym w jego plecy, do wieżyczki, do małego pomieszczenia, w którym nie było nic, ale jednak coś było. Coś nieprzyjemnego, wywołującego ciarki na plecach.
-"Paskudztwo" to dobre określenie" - powiedział, wzdychając głęboko.
Palce stuknęły kilka razy w rączkę różdżki, ale zanim magia przepłynęła przez jej długość, Jessie zwrócił się jeszcze do Morpheusa.
-Wuju, oprócz tego - zatoczył drugą dłonią okrąg w powietrzu, wskazując nicość, w której coś się czaiło - czy... Mogę ci jeszcze jakoś pomóc?
Lipic był ciężkim miesiącem dla Anthony'ego, o czym on sam wspomniał, dla Jessiego również był on zdecydowanie dziwny. Jego mama niespodziewanie znowu wspomniała o smoku, którego Jonathan miał mu kupić, co oczywiście było żartem, a potem ten list od niego, przez który Jasper martwił się jeszcze bardziej. Coś musiało się stać pomiędzy jego matką a ojcem chrzestnym, ale nie mógł nikogo zapytać, ponieważ rozmowa miała zostać między nimi, a Jonathan nie był skory do zwierzeń. Coś wisiało w powietrzu, ale ciężko było powiedzieć, czy dotyczyło to jedynie Jeźdźców, czy może była to zapowiedź czegoś, co wkrótce dosięgnie kolejnych czarodziejów, a może wszystkich ludzi...
Jego uwaga znów skupiła się na dziwnej obecności, muskającej jego policzki, próbującej przegnać nieproszonych. Ramię uniosło się wraz z różdżką, nadgarstek obrócił się powoli, gdy magia zalśniła na końcu cyprysowej różdżki.
Rozproszenie/Klątwołamanie na nieprzyjemne resztki
Akcja nieudana
Sukces!