28.08.2024, 10:09 ✶
Sama informacja o filarach jeszcze aż tak nie niepokoiła Cathala. Leżały wokół wioski, były tam, zanim ją odnaleziono, a na miejsce najpierw dostali się mugole, potem Ministerstwo Magii, posprzątać bałagan i później dopiero Shafiqowie… zakładał początkowo, że ktoś zwrócił na nie po prostu uwagę. Ukrywał pilnie informację o tym siódmym, skrytym pod ruinami, w kompleksie zasypanych do niedawna korytarzy, tych na wrzosowiskach i wzgórzach nie mógł jednać skryć pod peleryną niewidką.
Teraz jednak, w obliczu pojawienia się tej fałszywej Nell, obawy Guinevere nie wydawały się mu przesadne i podsumował je krótkim „hm” oraz bardzo, bardzo długą – nawet jak na niego – chwilą namysłu, gdy przypominał sobie każdą wzmiankę o wykopaliskach, którą gdzieś wyczytał, a potem gdy myśli popłynęły w stronę wszystkich pracowników i współpracowników.
Gdzie popełnił błąd?
Choć zwykle jego umysł skupiał się na przeszłości, w tym konkretnym przypadku ważne było działanie i patrzenie w przyszłość. Dlatego kiedy McGonagall pojawiła się, i odparła mu po „kociemu”, że nie mają towarzystwa, Cathal wydobył z niewielkiego plecaka łom i bezlitośnie zaatakował kłódkę. Dwie fazy zabezpieczeń: zaklęcie, które należało najpierw rozproszyć, potem kłódka, której nie imała się magia, ale i jedno, i drugie nie stanowiło wielkiej przeszkody.
Shafiq zastanawiał się mimowolnie, czy w ogóle ustawiono je, ponieważ Winter chciał utrudnić miejscowym gówniarzom dostanie się do grobu albo miejscowym czarnoksiężnikom wykorzystanie części jego ciała w eksperymentach, czy naprawdę miał coś do ukrycia.
Wejście uchyliło się z głośnym skrzypieniem. Cathal wyciągnął różdżkę, rozjarzył ją lumos i zszedł ostrożnie po kilku stopniach, biegnących w dół, wąskich, pokrytym brudem. Kamienna podłoga była popękana, a po obu stronach ciasnego pomieszczenia o niskim suficie, we wnękach, kryły się sarkofagi: szczątki przedstawicieli rodu Winterów. Cathal przesunął wzrokiem po tabliczkach, i dość szybko wyszukał właściwe imię i datę śmierci. Przez ułamek sekundy zadawał sobie pytanie, czy nie byłoby lepszym pomysłem zabrać tu klątwołamacza, ale mimo wszystko… ustawianie klątw w grobach nie należało do standardowych posunięć. Już sam fakt, że dostrzegł pieczęć, był zaskakujący.
– Nie podchodź za blisko – rzucił do Ginny, obojętnie w jakiej akurat przebywała formie, i sięgnął ku pieczęci, stanowiącej zabezpieczenie zawartości sarkofagu, chcąc ją uszkodzić. Zajęło mu to moment, ale ta w końcu zaiskrzyła i straciła moc: pociągnął zaklęciem za kołatkę…
A potem jego jasne brwi powędrowały w górę.
W środku bowiem nie było nie tylko żadnych materiałów – nie było nawet szczątek.
Teraz jednak, w obliczu pojawienia się tej fałszywej Nell, obawy Guinevere nie wydawały się mu przesadne i podsumował je krótkim „hm” oraz bardzo, bardzo długą – nawet jak na niego – chwilą namysłu, gdy przypominał sobie każdą wzmiankę o wykopaliskach, którą gdzieś wyczytał, a potem gdy myśli popłynęły w stronę wszystkich pracowników i współpracowników.
Gdzie popełnił błąd?
Choć zwykle jego umysł skupiał się na przeszłości, w tym konkretnym przypadku ważne było działanie i patrzenie w przyszłość. Dlatego kiedy McGonagall pojawiła się, i odparła mu po „kociemu”, że nie mają towarzystwa, Cathal wydobył z niewielkiego plecaka łom i bezlitośnie zaatakował kłódkę. Dwie fazy zabezpieczeń: zaklęcie, które należało najpierw rozproszyć, potem kłódka, której nie imała się magia, ale i jedno, i drugie nie stanowiło wielkiej przeszkody.
Shafiq zastanawiał się mimowolnie, czy w ogóle ustawiono je, ponieważ Winter chciał utrudnić miejscowym gówniarzom dostanie się do grobu albo miejscowym czarnoksiężnikom wykorzystanie części jego ciała w eksperymentach, czy naprawdę miał coś do ukrycia.
Wejście uchyliło się z głośnym skrzypieniem. Cathal wyciągnął różdżkę, rozjarzył ją lumos i zszedł ostrożnie po kilku stopniach, biegnących w dół, wąskich, pokrytym brudem. Kamienna podłoga była popękana, a po obu stronach ciasnego pomieszczenia o niskim suficie, we wnękach, kryły się sarkofagi: szczątki przedstawicieli rodu Winterów. Cathal przesunął wzrokiem po tabliczkach, i dość szybko wyszukał właściwe imię i datę śmierci. Przez ułamek sekundy zadawał sobie pytanie, czy nie byłoby lepszym pomysłem zabrać tu klątwołamacza, ale mimo wszystko… ustawianie klątw w grobach nie należało do standardowych posunięć. Już sam fakt, że dostrzegł pieczęć, był zaskakujący.
– Nie podchodź za blisko – rzucił do Ginny, obojętnie w jakiej akurat przebywała formie, i sięgnął ku pieczęci, stanowiącej zabezpieczenie zawartości sarkofagu, chcąc ją uszkodzić. Zajęło mu to moment, ale ta w końcu zaiskrzyła i straciła moc: pociągnął zaklęciem za kołatkę…
A potem jego jasne brwi powędrowały w górę.
W środku bowiem nie było nie tylko żadnych materiałów – nie było nawet szczątek.