21.10.2022, 15:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2023, 16:33 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Brenna lubiła mugolski Londyn.
Czerwone autobusy, śmieszne, jakby garbate auta, barwne, nieruchome bilbordy na budynkach. Tamizę, Big Bena, mosty i tłumy ludzi, odziane zupełnie inaczej niż czarodzieje, pośród których mogła przemykać niezauważona. I tak robiła, ubrana w zwykłe spodnie, w mugolski płaszcz, pod którym kryła różdżkę. Brązowe kosmyki włosów wciskały się pod postawiony kołnierz okrycia, twarz nie nosiła śladu makijażu i tylko wzrost, wysoki jak na kobietę, mógł ją nieco wyróżniać. Ot jeszcze jedna, nijaka postać, w tłumie Brytyjczyków.
Tu nikt jej nie rozpozna. Szanse natknięcia się na jakiegoś czarodzieja były nikłe. I choć z przyzwyczajenia zachowywała ostrożność, nieco dłużej niż przeciętna osoba wpatrywała w mrok każdego zaułku, a dłoń trzymała w nabytym odruchu w pobliżu kieszeni z różdżką... to aportując się w Londynie niemagicznym, czuła się... bezpieczniej. Swobodniej. W końcu śmierciożercy musieliby być naprawdę świetnymi jasnowidzami i wróżbitami, aby odgadnąć, że będzie dokładnie tutaj, właśnie o tej porze.
Nie było jeszcze bardzo późno, ale niebo już powoli ciemniało. W powietrzu, przesyconym wonią smogu i zapachów napływających z pobliskich restauracji, wisiała zapowiedź wieczornego chłodu. Mleczna mgła zaczynała już snuć się po ulicach, przylegać do ciała. Brenna właściwie powinna dawno aportać się z Londynu do Doliny Godryka, i zabrać za inne obowiązki, przede wszystkim listę darczyńców na licytację charytatywną, dziś jednak jakoś nie potrafiła oprzeć się wezwaniu miasta. Czy też raczej wezwaniu przechadzki i mugolskiego jedzenia, bo postanowiła kupić sobie w Wimpy burgera. Ostatecznie jednak zwabiło ją coś zupełnie innego: wciśnięty w ciasną uliczkę antykwariat.
Miała zamiar niedługo wybrać się do swojej ulubionej księgarni, ale może tu znajdzie coś ciekawego?
Brenna weszła do tonącego w półmroku pomieszczenia. Na stołach i regałach powciskano tu setki książek, w nieporządku typowym do takich miejsc, gdzie nie było nowości w matowych okładkach lub twardych obwolutach, pachnących jeszcze drukarską farbą, lecz cała masa pojedynczych, starych egzemplarzy. Pozaginane rogi, plamy na pożółkłych kartkach, zapach kurzu unoszący się w powietrzu. Czasem dało się w takich miejscach znaleźć prawdziwe skarby. Znudzona sprzedawczyni nie uniosła wzroku znad gazety, gdy Brenna weszła pomiędzy półki. Jak zwykle szybko, zatrzymując się dopiero, gdy dostrzegła na półce wydanie jednej z książek Andrew Norton.
Może niektórzy by ją za to potępili, ale lubiła mugolskie książki o magii. Było na swój sposób fascynujące, że ci, choć magii nie znali, zdawali się nieustannie do niej tęsknić. I czasem tworzone przez nich światy zdawały się Brennie bardziej realne i... sensowniejsze... niż jej własny, magiczny świat.
Sięgnęła po książkę, by przerzucić parę stron.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.