Sprawa była o tyle zastanawiająca, że ktokolwiek podszył się pod Nell wiedział sporo dziwnych rzeczy o ich zwyczajach i jednocześnie sporo nie wiedział, co spowodowało, że dość łatwo Guinevere zwietrzyła podstęp i coś przestało jej się kalkulować. Przede wszystkim nie znosiła być ignorowana, a mało było osób, które przechodziły obok niej tak obojętnie, jak tamtego wieczora zrobiła to Nell, gdy Gin była w kociej formie dla rozluźnienia napiętej atmosfery.
McGonagall podzieliła się swoimi przemyśleniami z Cathalem, ale też wygrzebała ze swoich rzeczy numer Proroka, który wyszedł w czerwcu, i w którym redakcja Proroka Codziennego dostała jakąś dziwną poufną informację o filarach, jakie otaczały wioskę… Ginny nie miała bladego pojęcia kto ową informację puścił w obieg, ale to musiał być ktoś z ekipy i nie powinno mieć to miejsca. W każdym razie pokazała ten stary, bo sprzed miesiąca, numer gazety Cathalowi, żeby sam zobaczył…
I byłaby gotowa się założyć, że to przez tę nieopatrznie puszczoną w świat informację, ktoś nieodpowiedni zainteresował się tematem na tyle, że zaczął węszyć bardziej, niż się to mieściło w jakimkolwiek wyczuciu smaku. No bo podszywać się pod ważnego członka ekipy i włamywać się tu? To było nie tyleż zuchwałe, co bezczelne. Duże ryzyko i duża nagroda w razie powodzenia akcji… na szczęście ta została udaremniona. Ginny do teraz nie wiedziała, jak skończył ten człowiek, a podejrzewała, że jednak nastąpiło rozszczepienie. Złapali go? Może powinni to zgłosić do BUMu… albo dyskretnie popytać w Mungu czy nie stało się ostatnio nic dziwacznego. Od tamtego wydarzenia Nefret jakoś uważniej czytała gazety, nie tylko Proroka, żeby przypadkiem nie przegapić jakiejś istotnej wzmianki…
Ale tymczasem robiła za osiedlowy monitoring, przybrana w kocią postać jak gdyby nigdy nic przechadzała się po cmentarzu, przystając to tu, to tam, niczym prawdziwy kot wciskając nos w różne dziwne miejsca, to goniąc za jakąś ćmą i (niby) zaraz tracąc zainteresowanie… Ale nie było tu nikogo. Ani nikogo nie widziała, ani nie wyczuła, a kilka razy przystanęła, żeby po kociemu złapać różne zapachy wokół. Głównie czuć było wilgotną ziemię i kwiaty, jakąś taką ciężkość… Coś jeszcze, ale nie miała pojęcia co, i zrzucała to wszystko na liczną ilość przeróżnych grobowców rozsianych po cmentarzu. W końcu jednak niespiesznym, niemal spacerowym krokiem, wróciła do Cathala i otarła się o jego nogi, prawie jakby znaczyła w ten sposób swój teren, a tego człowieka jako swojego.
– Miau – odparła na jego pytanie, najwyraźniej ani myśląc w tej chwili zmieniać swoją formę (całkowicie przekornie), a potem tak śmiesznie pokręciła głową, ale bardziej obracając wręcz całe ciałko, właśnie próbując powiedzieć, że nie.