26.08.2024, 20:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2024, 20:15 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
Ambroise niemal parsknął.
- Przyznaj, jeśli zachowywaliby się tak jak zazwyczaj opowiadają, tym bardziej chciałoby się ich przekląć - wywrócił oczami, to był odpowiedni moment, żeby tak zrobić. Oczywiście, aż za dobrze znał te wszystkie opowieści pięknej treści. - W ramach tego, żeby nie zawyżali standardów nieosiągalnych dla wszystkich innych ciężko pracujących ludzi - dodał z przekąsem. - Ja na przykład po pracy muszę przez to starannie dbać, żeby były na tym samym poziomie. Robić same złe rzeczy, denerwować ludzi, krzywdzić muchy, deptać kwiatki, niszczyć naturę. Ledwo mam chwilę, żeby wpychać starszych panów pod mugolskie pojazdy i odbierać pogróżki od niezadowolonych krewnych, bo ogród płonie czwarty raz w tygodniu - zacmokał. Nieczęsto pozwalał sobie na tak otwarte żarty w sytuacji, w której powinien przejmować się dobrem i bezpieczeństwem oddziału, ale raz na jakiś czas należało rozluźnić atmosferę. Florence była dostatecznie spięta, żeby darował sobie podtrzymywanie klimatu sztywnego niezadowolenia. Wystarczyło, że czekała ich przeprawa z naprawianiem skutków klątwy, a on chciał wpierw dowiedzieć się jak najwięcej.
Po części próbował wywnioskować, w jakiej energii będą się poruszać (złej to wiadomo, ale różne złe emocje różnie napędzały rośliny). Z drugiej strony był zaciekawiony z czysto plotkarskiego punktu widzenia. Codziennie mierzyli się z ciekawymi przypadkami na różnych oddziałach, ale zawsze był nieoficjalny przypadek tygodnia. Na ten moment pnącza rywalizowały z żabami. Dwa duże pokazy jednego dnia i ani jeden z jego oddziału. Gdyby nie był zmęczony różnymi innymi przypadkami zatruć, które leczył, mógłby się poczuć urażony. Nie mieli niczego barwnego już od miesiąca.
- Żona albo kochanka - zawyrokował bez mrugnięcia okiem. Jasne, mógł się mylić. Nie widział pacjenta ani nie rozmawiał z nim, ale chyba mogli zgodzić się, że opis sugerował zbrodnię pełną silnych uczuć. Mało kto potrafił odczuwać tak mocne i skrajne emocje, co skrzywdzona kobieta. Chciała go ukarać. Skrzywdzić, ale nie zabić. Tym bardziej, że klątwa była prosta do złamania. - Tak. Wiem. Założenie na wyrost - ale najprostrze wyjaśnienia były najczęstsze. Teoria o wściekłej czarownicy pasowała jak ulał. Może aż za dobrze? Ta myśl zbiła go z tropu, bo jako fan teorii spiskowych musiał dopuszczać do siebie, że zbyt oczywiste wyjaśnienia były przykrywkami dla bardziej zagmatwanych. Może nie powinien zagłębiać się w temat. Z tego wszystkiego najważniejsze na teraz były rośliny.
- No, zobaczymy, co z tą Brygadą - odmruknął do nikogo konkretnie. Nie był wielkim zwolennikiem angażowania stróży prawa w jakiekolwiek sprawy, ale czasami nie można było ich uniknąć. W tym wypadku coś pod skórą mówiło mu, że to mogła być konieczność. Co jeśli klątwa nie była wyłącznie nauczką a jakąś formą (samo)obrony? Pnącza w naturze miewały rolę odgradzającą coś od czegoś. Koniecznie musiał na nie spojrzeć. Do tego stopnia, że niemal machnął ręka na stan ławki. Raczej była nieszkodliwa.
- Urazy magizoologiczne. Jakiś pacjent próbował przemycić nielegalnie kupione kijanki pod swoim - szukając odpowiedniego słowa, aby nie być nieprofesjonalnie wulgarnym (tę część zachowywał na rozmowy poza pracą), ledwo powstrzymywał uśmieszek. Taki, jakiego można byłoby się spodziewać u rozśmieszonego nastolatka, ale kto by się dziwił. To było całkiem przezabawne. - Po prostu poczynił krok w kierunku zmiany religii a żaby okazały się zwykłymi rzekotkami na turbo eliksirach - kontynuował niezmiernie zadowolony z zaprezentowania całkowicie nieprzydatnej wiedzy teologicznej z magizoologiczną. - Stażyści dali im dodatkowego kopa przez pomyłkę w tworzeniu antidotum. I przypadkiem roznieśli je chyba po prawie wszystkich piętrach. Rozdeptane zamieniają się w skrzek, skrzek w kijanki, kijanki w żaby i tak dalej.
Niezbyt często mógł być tą pierwszą osobą, która przekazywała interesujące informacje. Miał wrażenie, że Florence zazwyczaj wiedziała szybciej. Tym razem prawdopodobnie miał farta (walkę z klątwą i pnączami trudno nazwać fartem, ale to zignorował) albo poziom absurdu był tak duży, że dzielono się tym z każdym z personelu kto chciał słuchać. Znalazł się w dobrym miejscu o dobrym czasie, żeby usłyszeć o nowym pacjencie ze skrzekiem pod napletkiem.
- Te tutaj wyrosły przed czy po tych w gabinecie? - spytał, gdy doszli do ławki. Nie potrzebował wiele, żeby zmienić temat. Robił tak zawsze, gdy w grę weszło coś bardziej interesującego. Tak się złożyło, że bliższe spojrzenie na rośliny (te same, które z daleka ocenił jako nieinteresujące, myląc się) zmieniło podejście uzdrowiciela.
- Ciekawe - mruknął do siebie. Różdżką przesunął od jednego brzegu siedzenia do drugiego i w drugą stronę - Zachowują się nieoczywisto.
- Przyznaj, jeśli zachowywaliby się tak jak zazwyczaj opowiadają, tym bardziej chciałoby się ich przekląć - wywrócił oczami, to był odpowiedni moment, żeby tak zrobić. Oczywiście, aż za dobrze znał te wszystkie opowieści pięknej treści. - W ramach tego, żeby nie zawyżali standardów nieosiągalnych dla wszystkich innych ciężko pracujących ludzi - dodał z przekąsem. - Ja na przykład po pracy muszę przez to starannie dbać, żeby były na tym samym poziomie. Robić same złe rzeczy, denerwować ludzi, krzywdzić muchy, deptać kwiatki, niszczyć naturę. Ledwo mam chwilę, żeby wpychać starszych panów pod mugolskie pojazdy i odbierać pogróżki od niezadowolonych krewnych, bo ogród płonie czwarty raz w tygodniu - zacmokał. Nieczęsto pozwalał sobie na tak otwarte żarty w sytuacji, w której powinien przejmować się dobrem i bezpieczeństwem oddziału, ale raz na jakiś czas należało rozluźnić atmosferę. Florence była dostatecznie spięta, żeby darował sobie podtrzymywanie klimatu sztywnego niezadowolenia. Wystarczyło, że czekała ich przeprawa z naprawianiem skutków klątwy, a on chciał wpierw dowiedzieć się jak najwięcej.
Po części próbował wywnioskować, w jakiej energii będą się poruszać (złej to wiadomo, ale różne złe emocje różnie napędzały rośliny). Z drugiej strony był zaciekawiony z czysto plotkarskiego punktu widzenia. Codziennie mierzyli się z ciekawymi przypadkami na różnych oddziałach, ale zawsze był nieoficjalny przypadek tygodnia. Na ten moment pnącza rywalizowały z żabami. Dwa duże pokazy jednego dnia i ani jeden z jego oddziału. Gdyby nie był zmęczony różnymi innymi przypadkami zatruć, które leczył, mógłby się poczuć urażony. Nie mieli niczego barwnego już od miesiąca.
- Żona albo kochanka - zawyrokował bez mrugnięcia okiem. Jasne, mógł się mylić. Nie widział pacjenta ani nie rozmawiał z nim, ale chyba mogli zgodzić się, że opis sugerował zbrodnię pełną silnych uczuć. Mało kto potrafił odczuwać tak mocne i skrajne emocje, co skrzywdzona kobieta. Chciała go ukarać. Skrzywdzić, ale nie zabić. Tym bardziej, że klątwa była prosta do złamania. - Tak. Wiem. Założenie na wyrost - ale najprostrze wyjaśnienia były najczęstsze. Teoria o wściekłej czarownicy pasowała jak ulał. Może aż za dobrze? Ta myśl zbiła go z tropu, bo jako fan teorii spiskowych musiał dopuszczać do siebie, że zbyt oczywiste wyjaśnienia były przykrywkami dla bardziej zagmatwanych. Może nie powinien zagłębiać się w temat. Z tego wszystkiego najważniejsze na teraz były rośliny.
- No, zobaczymy, co z tą Brygadą - odmruknął do nikogo konkretnie. Nie był wielkim zwolennikiem angażowania stróży prawa w jakiekolwiek sprawy, ale czasami nie można było ich uniknąć. W tym wypadku coś pod skórą mówiło mu, że to mogła być konieczność. Co jeśli klątwa nie była wyłącznie nauczką a jakąś formą (samo)obrony? Pnącza w naturze miewały rolę odgradzającą coś od czegoś. Koniecznie musiał na nie spojrzeć. Do tego stopnia, że niemal machnął ręka na stan ławki. Raczej była nieszkodliwa.
- Urazy magizoologiczne. Jakiś pacjent próbował przemycić nielegalnie kupione kijanki pod swoim - szukając odpowiedniego słowa, aby nie być nieprofesjonalnie wulgarnym (tę część zachowywał na rozmowy poza pracą), ledwo powstrzymywał uśmieszek. Taki, jakiego można byłoby się spodziewać u rozśmieszonego nastolatka, ale kto by się dziwił. To było całkiem przezabawne. - Po prostu poczynił krok w kierunku zmiany religii a żaby okazały się zwykłymi rzekotkami na turbo eliksirach - kontynuował niezmiernie zadowolony z zaprezentowania całkowicie nieprzydatnej wiedzy teologicznej z magizoologiczną. - Stażyści dali im dodatkowego kopa przez pomyłkę w tworzeniu antidotum. I przypadkiem roznieśli je chyba po prawie wszystkich piętrach. Rozdeptane zamieniają się w skrzek, skrzek w kijanki, kijanki w żaby i tak dalej.
Niezbyt często mógł być tą pierwszą osobą, która przekazywała interesujące informacje. Miał wrażenie, że Florence zazwyczaj wiedziała szybciej. Tym razem prawdopodobnie miał farta (walkę z klątwą i pnączami trudno nazwać fartem, ale to zignorował) albo poziom absurdu był tak duży, że dzielono się tym z każdym z personelu kto chciał słuchać. Znalazł się w dobrym miejscu o dobrym czasie, żeby usłyszeć o nowym pacjencie ze skrzekiem pod napletkiem.
- Te tutaj wyrosły przed czy po tych w gabinecie? - spytał, gdy doszli do ławki. Nie potrzebował wiele, żeby zmienić temat. Robił tak zawsze, gdy w grę weszło coś bardziej interesującego. Tak się złożyło, że bliższe spojrzenie na rośliny (te same, które z daleka ocenił jako nieinteresujące, myląc się) zmieniło podejście uzdrowiciela.
- Ciekawe - mruknął do siebie. Różdżką przesunął od jednego brzegu siedzenia do drugiego i w drugą stronę - Zachowują się nieoczywisto.