25.08.2024, 01:13 ✶
Brenna była wściekle pewna, że nie tak powinno to wyglądać. Nie wiedziała, jak właściwie powinno, ale na pewno nie w ten sposób.
Ściskała palce na różdżce, obserwując Sebastiana i to cholerne pudełko, i jak zwykle to on narzekał na nią, tak teraz ona miała wielką ochotę narzekać w głos na niego, i wyrzucać mu nieodpowiedzialnością, jaką było udanie się na miejsce, w którym zerwano zasłonę między światami, z takim zaopatrzeniem. Kolejne duchy znikały, ale temperatura się obniżała i najwyraźniej zamknięto je jakoś… źle, skoro powietrze zdawało się nie tylko chłodne, lecz też ciężkie, a wreszcie trawę ponownie pokrył szron. Czas mijał: Brenna nie odrywała spojrzenia od pudełeczka, jakby spodziewając się, że to w końcu pęknie.
Kiedy Macmillan spróbował wstać i się zatoczył, odruchowo już – już wyciągając dłonie, gotowa go podtrzymać – ale Atreus pomógł mu pierwszy.
– Sebastian… gdzie kupuje się takie… hm… pojemniki na duchy? – spytała więc tylko, a potem odetchnęła z ulgą, słysząc trzask, najpierw jeden, a potem drugi. Czarodziej, nieznany im wszystkim, i czarownica, pracująca w wydziale Sebastiana, ruszyli ku nim szybko. Ta pierwsza otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła, spoglądając na pudełko.
– Odsuńcie się – poleciła tylko czarownica, która się pojawiła. – A ty mi rozstawiaj świece! – zażądała od swojego kolegi, wpychając mu w dłonie kartonik ze świecami, a potem wyciągając z płóciennej torby inne dwa pudełka, odpowiednio zabezpieczone, najwyraźniej chcąc zabrać się za rozlokowanie duchów w celu ich bezpiecznego transportu.
Brenna cofnęła się o parę kroków, zgodnie z poleceniem, przez moment obserwując, jak ci zapalają świece, jak kobieta szepce jakieś zaklęcia, modlitwy albo mantry, ale potem, kiedy szron zaczął powoli topnieć w świetle słońca, przeniosła wreszcie spojrzenie na Atreusa. Rozluźniła ramiona, czując, jak opada adrenalina, a wraz z nią napięcie, bo wyglądało na to, że faktycznie duchy nie wyjdą, a wszystko w Stonehange powoli się uspokajało.
– W porządku? – spytała cicho z pewnym wahaniem, doskonale pamiętając ten moment, gdy domagał się, aby coś wyniosło się z jego głowy i zaatakował Evelyn. – Jest jeszcze ta dziura do sprawdzenia – dodała nieco głośniej, a potem skierowała pytające spojrzenie ku Sebastianowi, niepewna, czy skoro znajdował się w takim stanie chciał tutaj zostać, i przekonać się, co odszukają, czy może wolał opuścić Stonehange, by wrócić do sił.
Ściskała palce na różdżce, obserwując Sebastiana i to cholerne pudełko, i jak zwykle to on narzekał na nią, tak teraz ona miała wielką ochotę narzekać w głos na niego, i wyrzucać mu nieodpowiedzialnością, jaką było udanie się na miejsce, w którym zerwano zasłonę między światami, z takim zaopatrzeniem. Kolejne duchy znikały, ale temperatura się obniżała i najwyraźniej zamknięto je jakoś… źle, skoro powietrze zdawało się nie tylko chłodne, lecz też ciężkie, a wreszcie trawę ponownie pokrył szron. Czas mijał: Brenna nie odrywała spojrzenia od pudełeczka, jakby spodziewając się, że to w końcu pęknie.
Kiedy Macmillan spróbował wstać i się zatoczył, odruchowo już – już wyciągając dłonie, gotowa go podtrzymać – ale Atreus pomógł mu pierwszy.
– Sebastian… gdzie kupuje się takie… hm… pojemniki na duchy? – spytała więc tylko, a potem odetchnęła z ulgą, słysząc trzask, najpierw jeden, a potem drugi. Czarodziej, nieznany im wszystkim, i czarownica, pracująca w wydziale Sebastiana, ruszyli ku nim szybko. Ta pierwsza otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła, spoglądając na pudełko.
– Odsuńcie się – poleciła tylko czarownica, która się pojawiła. – A ty mi rozstawiaj świece! – zażądała od swojego kolegi, wpychając mu w dłonie kartonik ze świecami, a potem wyciągając z płóciennej torby inne dwa pudełka, odpowiednio zabezpieczone, najwyraźniej chcąc zabrać się za rozlokowanie duchów w celu ich bezpiecznego transportu.
Brenna cofnęła się o parę kroków, zgodnie z poleceniem, przez moment obserwując, jak ci zapalają świece, jak kobieta szepce jakieś zaklęcia, modlitwy albo mantry, ale potem, kiedy szron zaczął powoli topnieć w świetle słońca, przeniosła wreszcie spojrzenie na Atreusa. Rozluźniła ramiona, czując, jak opada adrenalina, a wraz z nią napięcie, bo wyglądało na to, że faktycznie duchy nie wyjdą, a wszystko w Stonehange powoli się uspokajało.
– W porządku? – spytała cicho z pewnym wahaniem, doskonale pamiętając ten moment, gdy domagał się, aby coś wyniosło się z jego głowy i zaatakował Evelyn. – Jest jeszcze ta dziura do sprawdzenia – dodała nieco głośniej, a potem skierowała pytające spojrzenie ku Sebastianowi, niepewna, czy skoro znajdował się w takim stanie chciał tutaj zostać, i przekonać się, co odszukają, czy może wolał opuścić Stonehange, by wrócić do sił.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.