Maeve dobrze postąpiła, że dalej była sobą w swojej Chińskiej formie, a nie zamieniła się w kogoś innego, bardziej Angielskiego. W takim obrocie spraw, najpewniej, zostałby podniesiony alarm i Mewka musiałaby się zmierzyć z bestią z bagien, która się potrafiła się skradać do wioski, zgrzytając przy okazji zębami. Taki to właśnie był stwór-potwór z Francisa.
Stanley się wkurwił niczym pewien znany Austriacki malarz pocztówek, który dowiedział się o tym, że Steiner i jego armia nie przybędą z odsieczą do walczącego Berlina w kwietniu 1945 roku. W przypadku Borgina rozchodziło się bardziej o fakt, że to wszystko było jasne - trwała wojna, musiała być narada i wszyscy mieli się stawić do jego Wilczego Szańca. Wszystko w imię zasady Das war ein befehl!
Dlaczego mu to zrobiła? Dlaczego zaczęła podważać jego decyzje i racjonalne myślenie jego własnej rady? Dlaczego? Po prostu Dlaczego?! Aż się prosiło zapytać czy widzi gdzieś tutaj flagę i dlaczego nie i w sumie to dlaczego kurwaaaa.
Borgin szybko zdał sobie sprawę, że jest to tylko tania zagrywka, która ma go wyprowadzić z równowagi. Zrozumiał, że testuje jego cierpliwość, a on - jako ostoja, lepsza wersja Konfucjusza, pierwszy tego imienia - musiał pokazać się z jak najlepszej strony. Trochę jak przedszkolak na wystawieniu dla rodziców, ale Stanley grał akurat drzewo. Cóż, nie każdy mógł podołać takiemu ważnemu zadaniu. Nie ma o co się jednak martwić, bo on za młodu też nie podołał i po prostu zszedł ze sceny, mówiąc, że już mi się nie chce. To jednak była historia na kiedy indziej.
Maeve za to ponownie go zdradziła. Miała tylko spróbować tego alkoholu, a nie wypić go do dna. Skoro tak chciało jej się pić, mogła powiedzieć, a przecież dobry Pan i mości nam panujący Stan Ley, w życiu by jej nie odmówił. Któryś tam mędrzec Chiński powiedział, aby głodnych nakarmić, spragnionych napić, a Brennie to zacząć wysyłać anonimy wycięte z gazet. Chociaż to ostatnie to już mógł sobie dodać sam Stanley. Może to nawet nie był azjatycki uczony, a jakiś inny? Mniejsza o to - vibe miał całkiem fajny i spoko nawijał, więc nieźle się to czytało.
- Jest - odparł bez chwili zastanowienia czy zawahania - Mogę Ci to rozrysować jak chcesz - zaproponował. Był bardzo wybitnym człowiekiem, więc mógł jej wytłumaczyć te całe całki, a i pomarańczą by ją poczęstował, bo czemu by nie?
- Czy ta przegiętą pałka jest z nami w pokoju teraz? - zastosował jej własna broń. Maeve chyba zapomniała, że Stanley szybko się przyzwyczajał i uczył nowych rzeczy. Należało tylko wykluczyć z tego grona przyrodę, zielarswo, wróżbiarstwo i zapewne 28 innych dziedzin, których też nie rozumiał. Biorąc jednak wszystkie inne, które pozostały - jak na przykład magia bojowa (tylko i wyłącznie) - był to całkiem pozytywny i zaskakujący wynik. Sam by powiedział, że jest to niejako sukces dydaktyczny.
O nie, teraz to sobie Mewka nazbierała i Borgin był gotowy się unieść, rozkazać zniszczyć Chiny w ramach zemsty, ale... to był wspaniały pomysł. Robercik zasługiwał na porządnego syna. Takiego, co by chodził co niedzielę do kościółka i mówił dzień dobry. Jeszcze mógłby na przykład sądzić marchew czy coś takiego. No bombowy pomysł.
- To było bardzo szybkie. W dodatku to jest zajebisty pomysł - zgodził się, nie łapiąc, że jest to jakaś forma żartu czy samoobrony w wykonaniu Mulciberówny - No to w takim razie, mamuśka, nie pierdol tylko polewaj. Sto lat ze staruszkiem - rozłożył ręce z zachwytu - Myślałaś już nad wystrojem sali? Może jakieś Chińskie motywy? O wiem. To ja Wam mogę udzielić tego ślubu. Wiesz, bo to cesarz ma największą moc sprawczą w swoim cesarstwie - zakomunikował, uchylając rąbka tajemnicy dla Maeve. Niby miał nikomu nie mówić, ale co mu tam. Raz się żyje.
W zasadzie to już chciał wołać Francisa, aby zaczął się uczyć robić sushi i Wietnamską partyzantkę - Stanley bardzo chciał, aby miała iście swojskie wesele w Chińskim klimacie, ale wypowiedziała zbrodnicze słowa. Abdykować? On? Jadeitowy Cesarz z Mandatem Niebiosem? Nie było takiej możliwości!
- Po moim trupie! W życiu nie zabdykuję! - wykrzyczał w kierunku napastniczki, która właśnie próbowała uzurpować władze w jego cesarstwie - To jest zamach stanu! - rzucił takim lekkim żarcikiem, bo zamach na Stanleya, więc zamach Stanu, hehe. Zapewne mógłby się zaśmiać, ale był zajęty swoją przemówą i ucieczką za fotel, który miał go ochronić przed złem koniecznym - Żywcem mnie nie weźmiecie. Mój lud będzie Was poszukiwał, aż się zemści. Nie ujdzie Wam to płazem! - odgrażał się zza fotela. Mewkę dzieliło aż zawrotne kilka metrów od Cesarza - Gdybyś tylko nie podniosła ręki ma władzę, to rozkazałbym sprowadzić medyka, który by Cię z tego świerzbu wyleczył, a tak? Władza Ci tą rękę utnie, bo z terrorystami się nie rozmawia. Do terrorystów się strzela! - zakończył swój monolog, wyciągając palca w jej kierunku jako ostatnie ostrzeżenie. Dalej już tylko mogła w ruch pójść różdżka albo ucieczka z Zakazanego Pałacu.
To był przejaw zdrady. Maeve okazała się współpracować z Hunami. Wielki Mur został przekroczony. Wojna wkroczyła na nowy poziom.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972