23.08.2024, 15:50 ✶
Wiatr mierzwił im włosy, promienie słońca padały na twarze. Gdzieś w oddali, przy kamieniach, krążyła Brygadzistka Moss, zerkając na nich od czasu do czasu. Poza zaklęciami zwodzącymi mugole zapewne obserwowali pradawne kamienie, nieświadomi, że to co widzą jest zaledwie małym fragmentem prawdy. Morpheus i Isaac też teraz nie widzieli tych turystów – byli samotni, w starożytnym miejscu, pełnym magii.
Longbottom mógł usiąść na miękkiej, niezbyt długiej trawie, i zabrać się do przerysowywania wzorów. Jego pomysł porównania ich z układem skał i gwiazd był sprytny – zajęło to wiele czasu, mijały kolejne minuty, bo nawet pracownik Departamentu, do którego przyjmowano wyłącznie najtęższe umysły, nie mógł ot tak, w ciągu paru sekund, złamać pradawnych tajemnic Stonehange, ale w końcu – Isaac być może nawet się trochę zdążył znudzić – zaczął mu się z tego wyłaniać jakiś wzór. Mógł ograniczyć obszar, co ciekawe nie do centrum kamieni, a mniej więcej miejsca, gdzie się zaczynały: to na nim powinny znajdować się runy oznaczające słońce i księżyc, o których wspomniał mu Isaac. Ale czy to było nadzwyczajne? Nie wiedzieli w końcu, co znaleźli ani czy w ogóle coś znaleźli. W teorii przejście, według opisu, miało otwierać się tylko w Lithę, nie mógł więc być pewny, czy teraz w ogóle coś znajdą, ale… miał jakieś dziwne przeczucie, jakby faktycznie stał u progu jakiegoś odkrycia. Złudne? A może szeptało mu o tym jasnowidzenie?
W końcu to, co zrobiła Isobell, stworzyło anomalie i sprawiło, że zasłona między światami została przerwana. Mogło to naruszyć magię do tego stopnia, że mieli szansę znaleźć to wejście, do którego zdawały się prowadzić znaki. Morpheus wiedział, poinformowany przez bratanicę zresztą, że ledwo dwa dni temu szalały tutaj duchy ludzi, których niegdyś tu zabito, uwolnione w tamtą noc – i siejące zamęt.
Isaac nie mógł sobie przypomnieć niczego wyjątkowo przydatnego. Do głowy przychodziły mu inne zagadki Merlina, miejsca, gdzie zostawiał oznaki, że coś ukrył. Wiedział też, że nie zachowały się żadne przekazy o tym, aby coś znajdowało się w Stonehange, a przeszukiwano to miejsce setki razy i najwięksi czarodzieje niczego nie znaleźli – nie natknął się na nic w księgach historycznych. Ale… ołtarz przewrócono podczas Lithy, prawdopodobnie też wtedy straciła moc magia, chroniąca te runy. Zresztą, może coś, co tutaj było, zostało po prostu zapomniane – układ powstał w końcu tysiące lat temu.
Może stało się tutaj coś tak strasznego, że to co tu ukryto zostało zamknięte i póki Isobell nie pozwoliła sobie na próbę złożenia ofiary z ludzi, takim pozostawało. Albo Merlin bardzo dobrze ukrył swój sekret. Morpheus na razie nie poinformował go o własnych odkryciach, więc ciężko było połączyć te wnioski.
Tura do 20 dnia 27.08.
Longbottom mógł usiąść na miękkiej, niezbyt długiej trawie, i zabrać się do przerysowywania wzorów. Jego pomysł porównania ich z układem skał i gwiazd był sprytny – zajęło to wiele czasu, mijały kolejne minuty, bo nawet pracownik Departamentu, do którego przyjmowano wyłącznie najtęższe umysły, nie mógł ot tak, w ciągu paru sekund, złamać pradawnych tajemnic Stonehange, ale w końcu – Isaac być może nawet się trochę zdążył znudzić – zaczął mu się z tego wyłaniać jakiś wzór. Mógł ograniczyć obszar, co ciekawe nie do centrum kamieni, a mniej więcej miejsca, gdzie się zaczynały: to na nim powinny znajdować się runy oznaczające słońce i księżyc, o których wspomniał mu Isaac. Ale czy to było nadzwyczajne? Nie wiedzieli w końcu, co znaleźli ani czy w ogóle coś znaleźli. W teorii przejście, według opisu, miało otwierać się tylko w Lithę, nie mógł więc być pewny, czy teraz w ogóle coś znajdą, ale… miał jakieś dziwne przeczucie, jakby faktycznie stał u progu jakiegoś odkrycia. Złudne? A może szeptało mu o tym jasnowidzenie?
W końcu to, co zrobiła Isobell, stworzyło anomalie i sprawiło, że zasłona między światami została przerwana. Mogło to naruszyć magię do tego stopnia, że mieli szansę znaleźć to wejście, do którego zdawały się prowadzić znaki. Morpheus wiedział, poinformowany przez bratanicę zresztą, że ledwo dwa dni temu szalały tutaj duchy ludzi, których niegdyś tu zabito, uwolnione w tamtą noc – i siejące zamęt.
Isaac nie mógł sobie przypomnieć niczego wyjątkowo przydatnego. Do głowy przychodziły mu inne zagadki Merlina, miejsca, gdzie zostawiał oznaki, że coś ukrył. Wiedział też, że nie zachowały się żadne przekazy o tym, aby coś znajdowało się w Stonehange, a przeszukiwano to miejsce setki razy i najwięksi czarodzieje niczego nie znaleźli – nie natknął się na nic w księgach historycznych. Ale… ołtarz przewrócono podczas Lithy, prawdopodobnie też wtedy straciła moc magia, chroniąca te runy. Zresztą, może coś, co tutaj było, zostało po prostu zapomniane – układ powstał w końcu tysiące lat temu.
Może stało się tutaj coś tak strasznego, że to co tu ukryto zostało zamknięte i póki Isobell nie pozwoliła sobie na próbę złożenia ofiary z ludzi, takim pozostawało. Albo Merlin bardzo dobrze ukrył swój sekret. Morpheus na razie nie poinformował go o własnych odkryciach, więc ciężko było połączyć te wnioski.
Tura do 20 dnia 27.08.