14.01.2023, 14:11 ✶
- Zrooobiłbyś – nie znała go bardzo, ale na tyle ile poznała, to sądziła, że jednak by zrobił. I może wcale nie naprawdę, tylko właśnie na żarty, tak jak teraz. Bo tak – doskonale wiedziała, że to są żarty. Sauriel przybierał wtedy taki specyficzny ton… I jeśli się nie było przygotowanym, to bardzo szybko ciśnienie mogło skoczyć ze złości.- Moje wyzwania? ha! – ona była tutaj tylko po to, żeby spełniać zachcianki jaśnie panicza – bo przegrała zakład. I zamierzała grać fair.
Skrzatka nic nie odpowiedziała na to, że Sauriel ją przeprosił. Po prostu robiła na niego te swoje duże przestraszone oczy i ewidentnie nie wiedziała co ma zrobić i jak się zachować. Kiedy Victoria tak na nią patrzyła, to widziała, ze Strzałka jest onieśmielona, przestraszona i… poruszona. Tak to chyba było najlepiej opisać. Jak takie… może nie zaszczute, ale po prostu przestraszone zwierzątko. Mało brakowało, a schowałaby się za jakims meblem, tyle, ze akurat nie miała żadnego w pobliżu, bo stała na srodku, przy Victorii.
- Strzałka jest… Bardzo wrażliwą skrzatką. A poza tym… – wyjaśniła, a dalszą część po pauzie powiedziała już znacznie ciszej. - Moja matka ma niebywały talent do wzbudzania w ludziach poczucia winy – chrząknęła. - Więc wyobraź sobie jak to działa na skrzata – Isabelle robiła to z Victorią, robiła ze Strzałką, a teraz, jak zauważyła Lestrange, robiła też z najmłodszą córką. Wzbudzała poczucie winy. Tori trochę się na to uodporniła przez lata, ale i tak…
Widziała tę różnicę. Widziała tę łagodność, na którą najwyraźniej sama sobie nie zapracowała ani nie zasłużyła. A później zobaczyła jakiegoś rodzaju… zmęczenie, którego mężczyzna jeszcze przed chwilą nie przejawiał. Przyglądała mu się przez moment, po czym wstała, zostawiwszy domek z kart do połowy zbudowany, strzepnęła niewidzialny kurz, wyprostowała sukienkę i usiadła na kanapie obok niego, tyle, że bokiem, podwijając płasko jedną z nóg. W ten sposób miała na niego dobry widok.
- Co się dzieje?
Skrzatka nic nie odpowiedziała na to, że Sauriel ją przeprosił. Po prostu robiła na niego te swoje duże przestraszone oczy i ewidentnie nie wiedziała co ma zrobić i jak się zachować. Kiedy Victoria tak na nią patrzyła, to widziała, ze Strzałka jest onieśmielona, przestraszona i… poruszona. Tak to chyba było najlepiej opisać. Jak takie… może nie zaszczute, ale po prostu przestraszone zwierzątko. Mało brakowało, a schowałaby się za jakims meblem, tyle, ze akurat nie miała żadnego w pobliżu, bo stała na srodku, przy Victorii.
- Strzałka jest… Bardzo wrażliwą skrzatką. A poza tym… – wyjaśniła, a dalszą część po pauzie powiedziała już znacznie ciszej. - Moja matka ma niebywały talent do wzbudzania w ludziach poczucia winy – chrząknęła. - Więc wyobraź sobie jak to działa na skrzata – Isabelle robiła to z Victorią, robiła ze Strzałką, a teraz, jak zauważyła Lestrange, robiła też z najmłodszą córką. Wzbudzała poczucie winy. Tori trochę się na to uodporniła przez lata, ale i tak…
Widziała tę różnicę. Widziała tę łagodność, na którą najwyraźniej sama sobie nie zapracowała ani nie zasłużyła. A później zobaczyła jakiegoś rodzaju… zmęczenie, którego mężczyzna jeszcze przed chwilą nie przejawiał. Przyglądała mu się przez moment, po czym wstała, zostawiwszy domek z kart do połowy zbudowany, strzepnęła niewidzialny kurz, wyprostowała sukienkę i usiadła na kanapie obok niego, tyle, że bokiem, podwijając płasko jedną z nóg. W ten sposób miała na niego dobry widok.
- Co się dzieje?