23.08.2024, 08:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.08.2024, 13:36 przez Brenna Longbottom.)
rzuty: na obronę Evelyn, komu uruchomi się przewaga (rodowa Seby/widmo/auro), dodatkowe wydarzenie
- Doprawdy, panie Macmillan? Pracując więc dla innego Departamentu i nie wiedząc nic o duchach mogę przygotować dla Pana krąg egzorcysty i pan z niego skorzysta bez protestów? - rzuciła Evelyn zgryźliwie. I może wyszłoby z tego prawdziwe starcie tytanów, walka o to, kto w Ministerstwie jest największym marudą, gdyby po pierwsze, kobieta nie poświęcała większości uwag Atreusowi - nawet nie patrzyła na Sebastiana, gdy mu odpowiadała - po drugie, gdyby nie pojawił się rój owadów.
Brenna oglądająca owy tajemniczy barłóg, poderwała się, gdy Macmillan padł na ziemię i rzuciła się w jego kierunku. Słyszał bzyk owadów. Czuł jak poruszały się po jego dłoniach, policzkach, szyi, jak jeden próbował dostać się do ucha. Widział je. Gdyby uniósł głowę, zobaczyłby też jak siadają na Brennie, która padła przy nim na kolana, usiłując go pochwycić... I jak ta zdaje się zupełnie na to nie reagować: na osy lądujące na jej twarzy, ramionach. Na owady wplątujące się w ciemne włosy, wędrujące po rękach.
Nie widziała ich.
Wyczuwała chłód, gdy zbliżyła się do egzorcysty, ale nie zwróciła na niego większej uwagi, zbyt skupiona na mężczyźnie. Wywolywacz duchów wcześniej zaczął tu szaleć. Teraz to samo spotykało egzorcystę.
- Nic tu nie ma, Sebastianie, to tylko złudzenie, chodź, wyprowadzę cię stąd. Niczego tu nie ma, rozumiesz? - powiedziała stanowczo, nie krzycząc, ale podnosząc głos na tyle by ją usłyszał, wyciągając ku niemu ręce. A potem stłumiła okrzyk, gdy wydarł się Atreus, i zaatakował Evelyn.
Niewymowna obserwowała go na tyle uważnie, że zdążyła się ruszyć, odgiąć ciało w tył, unieść rękę, osłaniając twarz. Był sprawniejszy, silniejszy od niej, uderzył więc, ale nie tak dobrze, jakby chciał - cios, niezbyt mocny, bo nieco się cofnęła, spadł na nadstawione przedramię i sprawił tylko, że kobieta się przewróciła.
Nie widział już Laurenta, a znów Stonehange i ją. Ale gdy opuściła rękę, spoglądając na niego w niemym szoku, to nie jej twarz zobaczył. Ta była znacznie bardziej znajoma, choć też wykrzywiona w wyrazie niedowierzania, może zmieszanego z przestrachem, jakby to uderzenie było ostatnim, jakiego się spodziewała.
W jego głowie rozbrzmiał śmiech... a może nie w głowie, a tuż obok ucha? Zdawało mu się, że ktoś, coś, znajduje się tuż obok, ale nie widział tego, nie mógł dotknąć.
Widzisz? Kto będzie następny?
Jak daleko się posuniesz?
Dlaczego nie miałbyś uderzyć znowu?
No dalej. Uderz.
Brenna zaklęła i chciała puścić Macmillana, rzucić się w stronę bójki, która w tej chwili zdawała się pilniejsza, ale świat poczerniał jej przed oczyma. Kolana kobiety znów uderzyły w ziemię, ręce opadły na trawę, kiedy szukała podparcia. Magia w Stonehanga działała teraz dziwnie. Anomalie wzmacniały niektóre zaklęcia.
Dlaczego nie miałoby wzmocnić widmowidzenia?
Krew spływała po kamieniach. Ciało na ołtarzu.
Płonął ogień, jego blask tańczył na skórze kolejnej osoby, otępiałej, wleczonej ku kręgowi.
Kamień ponad ołtarzem lśnił błękitnym światłem.
Były strach i ból, i gniew i nienawiść, równie gorąca jak ten ogień, żarłoczna, wypalająca od środka.
***
Sebastianie, pozostawiam ci decyzję, kiedy zorientujesz się, że miejsce zostało nawiedzone - prawdopodobnie były tu uwięzione duchy, które podczas Lithy na skutek wyczynu arcykapłanki zaczęły się panoszyć. Są złe lub oszalałe. Jako egzorcysta posiadasz dostateczną wiedzę, by się w tym zorientować, od ciebie zależy, kiedy postać zacznie myśleć dostatecznie jasno, aby to zrobić.
Atreusie, możesz sam zdecydować, kogo widzisz zamiast Evelyn.
Termin do rana 27.08. Nie ma kolejki.
- Doprawdy, panie Macmillan? Pracując więc dla innego Departamentu i nie wiedząc nic o duchach mogę przygotować dla Pana krąg egzorcysty i pan z niego skorzysta bez protestów? - rzuciła Evelyn zgryźliwie. I może wyszłoby z tego prawdziwe starcie tytanów, walka o to, kto w Ministerstwie jest największym marudą, gdyby po pierwsze, kobieta nie poświęcała większości uwag Atreusowi - nawet nie patrzyła na Sebastiana, gdy mu odpowiadała - po drugie, gdyby nie pojawił się rój owadów.
Brenna oglądająca owy tajemniczy barłóg, poderwała się, gdy Macmillan padł na ziemię i rzuciła się w jego kierunku. Słyszał bzyk owadów. Czuł jak poruszały się po jego dłoniach, policzkach, szyi, jak jeden próbował dostać się do ucha. Widział je. Gdyby uniósł głowę, zobaczyłby też jak siadają na Brennie, która padła przy nim na kolana, usiłując go pochwycić... I jak ta zdaje się zupełnie na to nie reagować: na osy lądujące na jej twarzy, ramionach. Na owady wplątujące się w ciemne włosy, wędrujące po rękach.
Nie widziała ich.
Wyczuwała chłód, gdy zbliżyła się do egzorcysty, ale nie zwróciła na niego większej uwagi, zbyt skupiona na mężczyźnie. Wywolywacz duchów wcześniej zaczął tu szaleć. Teraz to samo spotykało egzorcystę.
- Nic tu nie ma, Sebastianie, to tylko złudzenie, chodź, wyprowadzę cię stąd. Niczego tu nie ma, rozumiesz? - powiedziała stanowczo, nie krzycząc, ale podnosząc głos na tyle by ją usłyszał, wyciągając ku niemu ręce. A potem stłumiła okrzyk, gdy wydarł się Atreus, i zaatakował Evelyn.
Niewymowna obserwowała go na tyle uważnie, że zdążyła się ruszyć, odgiąć ciało w tył, unieść rękę, osłaniając twarz. Był sprawniejszy, silniejszy od niej, uderzył więc, ale nie tak dobrze, jakby chciał - cios, niezbyt mocny, bo nieco się cofnęła, spadł na nadstawione przedramię i sprawił tylko, że kobieta się przewróciła.
Nie widział już Laurenta, a znów Stonehange i ją. Ale gdy opuściła rękę, spoglądając na niego w niemym szoku, to nie jej twarz zobaczył. Ta była znacznie bardziej znajoma, choć też wykrzywiona w wyrazie niedowierzania, może zmieszanego z przestrachem, jakby to uderzenie było ostatnim, jakiego się spodziewała.
W jego głowie rozbrzmiał śmiech... a może nie w głowie, a tuż obok ucha? Zdawało mu się, że ktoś, coś, znajduje się tuż obok, ale nie widział tego, nie mógł dotknąć.
Widzisz? Kto będzie następny?
Jak daleko się posuniesz?
Dlaczego nie miałbyś uderzyć znowu?
No dalej. Uderz.
Brenna zaklęła i chciała puścić Macmillana, rzucić się w stronę bójki, która w tej chwili zdawała się pilniejsza, ale świat poczerniał jej przed oczyma. Kolana kobiety znów uderzyły w ziemię, ręce opadły na trawę, kiedy szukała podparcia. Magia w Stonehanga działała teraz dziwnie. Anomalie wzmacniały niektóre zaklęcia.
Dlaczego nie miałoby wzmocnić widmowidzenia?
Krew spływała po kamieniach. Ciało na ołtarzu.
Płonął ogień, jego blask tańczył na skórze kolejnej osoby, otępiałej, wleczonej ku kręgowi.
Kamień ponad ołtarzem lśnił błękitnym światłem.
Były strach i ból, i gniew i nienawiść, równie gorąca jak ten ogień, żarłoczna, wypalająca od środka.
***
Sebastianie, pozostawiam ci decyzję, kiedy zorientujesz się, że miejsce zostało nawiedzone - prawdopodobnie były tu uwięzione duchy, które podczas Lithy na skutek wyczynu arcykapłanki zaczęły się panoszyć. Są złe lub oszalałe. Jako egzorcysta posiadasz dostateczną wiedzę, by się w tym zorientować, od ciebie zależy, kiedy postać zacznie myśleć dostatecznie jasno, aby to zrobić.
Atreusie, możesz sam zdecydować, kogo widzisz zamiast Evelyn.
Termin do rana 27.08. Nie ma kolejki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.