22.08.2024, 23:09 ✶
Z pewnym zainteresowaniem, czy nawet fascynacją, przyglądał się starciu Sebastiana z ich koleżanką z Departamentu Tajemnic, kiedy oboje próbowali umniejszać swoim departamentom na swój sposób. Zawsze miło było popatrzeć, kiedy to inni się bili, nawet jeśli do tego uciekali się tylko do inteligenckich wybiegów słownych.
- Bakłażany nigdy nie wyrosną na krzewach dyni, jak to mówi Gregory Bulstrode - wystrzelił, z poważna miną podsumowując ich wymianę zdań, ale głównie spoglądając w stronę niewymownej porozumiewawczo. Prawda jednak była taka, że absolutnie nie miał pojęcia o czym mówił i co miał na myśli, ale gotowy był właśnie dowiedzieć się czy Evelyn zaraz przyzna mu rację czy może się na niego obrazi. Przynajmniej prawdą było to, że te głupią sentencję faktycznie usłyszał parę razy od Gregorego, głównie kiedy pieklił się że znowu musi skakać na oddział ratunkowy żeby go uratowali od jego zagadek-pułapek, które mu więziły palce.
- A, to. Myślałem, że może coś więcej - wzruszył jeszcze tylko ramionami, bo jej wyjaśnienia nie wprowadzały nic nowego i ciekawego do tematu tego, co działo się w kamiennym kręgu. Miał nadzieję, że może albo coś zdążyła odkryć, albo wysnuć jakieś wnioski. - Macmillan? Czy ty też zaraz zaczniesz tutaj kopać jakiś barłóg tak jak kolega pani niewymownej? - zapytał, z pomocą swojego wewnętrznego Stanleya zamieniając słowo którego wcześniej użyła Brenna na takie, które brzmiało o wiele bardziej znajomo. Uśmiechnął się nawet lekko, może nieco złośliwie, ale zaraz przestało mu być do śmiechu, bo usłyszał szept.
Atreus pobladł w mgnieniu oka, zastygając w bezruchu, kiedy dotarły do niego nie tyle słowa, co ton głosu który je wypowiadał. Głos tak dobrze mu znajomy i bliski jego sercu. Nie miał zamiaru być rozliczany ze swoich przewin przy innych, praktycznie obcych mu ludziach. Wziął głębszy oddech, jeden drugi, czując jak palce zaciskają się w pięść. Na moment jeszcze tylko napiął dłoń, prostując ją w jakiejś ostatniej próbie odpędzenia od siebie uciążliwego intruza i własnych emocji. Ale doskonale wiedział, że jego aura rozkwitała teraz gwałtownie gniewem.
- Wypierdalaj z mojej głowy - wycedził pod nosem, a jego twarz wykrzywiła się w gniewie, kiedy spojrzenie miał utkwione gdzieś przed sobą, bo przecież nie mógł zogniskować go na nikim z tu obecnych. Zamiast tego widział twarz Laurenta. Oblanego krwistą czerwienią, która teraz i zalewała jego gwałtowną falą. I wreszcie Bulstrode zamachnął się gwałtownie pięścią, celując w widmo Prewetta, ale w rzeczywistości w kryjącą się gdzieś za nim Evelyn.
lepa dla niewymownej xD
- Bakłażany nigdy nie wyrosną na krzewach dyni, jak to mówi Gregory Bulstrode - wystrzelił, z poważna miną podsumowując ich wymianę zdań, ale głównie spoglądając w stronę niewymownej porozumiewawczo. Prawda jednak była taka, że absolutnie nie miał pojęcia o czym mówił i co miał na myśli, ale gotowy był właśnie dowiedzieć się czy Evelyn zaraz przyzna mu rację czy może się na niego obrazi. Przynajmniej prawdą było to, że te głupią sentencję faktycznie usłyszał parę razy od Gregorego, głównie kiedy pieklił się że znowu musi skakać na oddział ratunkowy żeby go uratowali od jego zagadek-pułapek, które mu więziły palce.
- A, to. Myślałem, że może coś więcej - wzruszył jeszcze tylko ramionami, bo jej wyjaśnienia nie wprowadzały nic nowego i ciekawego do tematu tego, co działo się w kamiennym kręgu. Miał nadzieję, że może albo coś zdążyła odkryć, albo wysnuć jakieś wnioski. - Macmillan? Czy ty też zaraz zaczniesz tutaj kopać jakiś barłóg tak jak kolega pani niewymownej? - zapytał, z pomocą swojego wewnętrznego Stanleya zamieniając słowo którego wcześniej użyła Brenna na takie, które brzmiało o wiele bardziej znajomo. Uśmiechnął się nawet lekko, może nieco złośliwie, ale zaraz przestało mu być do śmiechu, bo usłyszał szept.
Atreus pobladł w mgnieniu oka, zastygając w bezruchu, kiedy dotarły do niego nie tyle słowa, co ton głosu który je wypowiadał. Głos tak dobrze mu znajomy i bliski jego sercu. Nie miał zamiaru być rozliczany ze swoich przewin przy innych, praktycznie obcych mu ludziach. Wziął głębszy oddech, jeden drugi, czując jak palce zaciskają się w pięść. Na moment jeszcze tylko napiął dłoń, prostując ją w jakiejś ostatniej próbie odpędzenia od siebie uciążliwego intruza i własnych emocji. Ale doskonale wiedział, że jego aura rozkwitała teraz gwałtownie gniewem.
- Wypierdalaj z mojej głowy - wycedził pod nosem, a jego twarz wykrzywiła się w gniewie, kiedy spojrzenie miał utkwione gdzieś przed sobą, bo przecież nie mógł zogniskować go na nikim z tu obecnych. Zamiast tego widział twarz Laurenta. Oblanego krwistą czerwienią, która teraz i zalewała jego gwałtowną falą. I wreszcie Bulstrode zamachnął się gwałtownie pięścią, celując w widmo Prewetta, ale w rzeczywistości w kryjącą się gdzieś za nim Evelyn.
lepa dla niewymownej xD
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!