Uważnie obserwował Scarlett, która po chwili zaczęła wykręcać się ze słownej wpadki. Broniła braci? Najwyraźniej tak to mogło wyglądać. Na jej próby wyjaśnienia i zapewnienia, że jednak coś jej mówili, tylko lekko pokręcił głową "dzieci". Nie zamierzał tego komentować. Są już na tyle dorośli, że powinni umieć się między sobą informować o podjętych decyzjach związanych z wyjazdem. Ze słów córki wywnioskował jedno, starszy syn już wcześniej myślał o przeprowadzce. Czekał na okazję? Dlaczego? Skoro miał tutaj dobrą pracę i szansę na rozwinięcie swojej kariery. Nie rozumiał tej decyzji. Lecz zmuszać nie będzie do pozostania w tym kraju.
Pamiętał jak wspominała mu o Fridzie, ostatnim razem, gdy wrócił do Oslo pod koniec czerwca. Usprawiedliwiała się wykorzystując starszą czarownicę jako wymówkę. Westchnął.
- W porządku.Przyjął do wiadomości. Przeczuwając, że mogła kłamać. Zostawił ten temat. Ważne że on wiedział gdzie przebywają jego dzieciaki. A Scarlett jest już poinformowana, gdzie może szukać braci, gdyby potrzebowała od nich czegoś.
- Charlesa bym jeszcze zrozumiał, ale Leonard mnie bardziej zaskoczył.
Odparł, odkładając teczki na bok. Wyjaśniając jedną kwestię.
- Sophie jeszcze nie wróciła do kamienicy z Hogwartu. Podobno zatrzymała się u kogoś.
To zdążył także zarejestrować, gdy przez cały czerwiec był w Londynie. Nim wyruszył do Oslo, nie widział jej. Tak samo jak powracając do Londynu. Można by więc stwierdzić, że niespodzianka ją dopiero czekała.
- Na ten temat już rozmawialiśmy.
Niby wyrażała się żartobliwie, Richard wziął to na poważnie. Im mniej problemów sprawiały dzieci, tym lepiej dla całej rodziny. Nie mógł jej wiecznie pomagać i wyciągać z problemów, wykorzystując do tego swoje znajomości i stanowisko. Teraz Scarlett będzie musiała sama sobie radzić. Albo odsiedzieć karę za bójki. Wtedy by może lepiej dotarło do niej, czego nie powinna robić.
Na szczęście jedna rozmowa wystarczyła, aby dziewczyna wzięła sobie jego uwagi do serca i rozumu. Tutaj przecież także chodziło dobro nazwiska rodziny. Wystarczająco mieli teraz problemów, kiedy tematem przewodnim w prasie Angielskiej, w ostatnich dniach, był proces ich dalekiego wuja Juliusa.
Póki co, zachowywała się odpowiednio i nowych problemów mu nie przynosiła. Skupioną będąc na rozwijaniu swoich umiejętności, zdolności. Pracując u pewnej staruszki.
Skoro już poruszyła kwestie zawodowe, kontynuował temat, sugerując przejęcie interesu kobiety, której czas życia powoli dobiega końca. Mając porządek na biurku, splótł dłonie przed sobą i słuchał Scarlett, z początku opowiadającej o woli kobiety, przechodząc do tematu rodzinnego. Przyglądał się jej twarzy, odczytując emocje.
- Jeżeli macie stałych klientów i rozumieją sytuację Fridy, nikt cię nie będzie oskarżał o jej podupadający stan zdrowia. Jesteś przy niej cały czas. Pomagasz ile możesz. Prowadzisz za nią interes. Nauczyła Cię czegoś, co daje Ci możliwość dalszego rozwoju. Zaufała Ci. Sporządzenie odpowiedniego pisma, przekazującego Ci swój interes, uchroni Cię od problemów. Jak choćby spisany testament. Chce Ci to przepisać? Chce abyś przejęła interes? Zgódź się. Nie musisz od razu po jej śmierci otwierać i przyjmować klientów. Zamknij na jakiś czas. Dwa tygodnie? Miesiąc? Do tego czasu poszukaj kogoś do pomocy. Podszkól, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Spójrz na to w ten sposób, że będziesz miała dodatkowy z tego zarobek dla siebie. Nawet jeżeli wyjedziesz, spełnisz jej wolę,Wyjaśnił to ze swojego punktu widzenia. Z korzyścią do zarabiania pieniędzy, których ich rodzina potrzebowała. Ale też dająca możliwość samodzielnego zarobku dla Scarlett.
Zrozumiał też, że córka nie chciała tutaj zostawać sama na dłużej. Miał tego świadomość.
- Nie widzę przeszkód, abyś przeprowadziła się do Londynu, do nas. Na razie nie planuję tutaj powrotu. Charles najpewniej też nie. Ma szansę rozwinąć się pomagając Robertowi. Nie ukrywam, że spokojniejszy byłbym, gdybyś tutaj została. Decyzję jednak pozostawiam Tobie.
Wyraził swoje zdanie na ten temat. Oslo było bezpieczniejsze według niego od Londynu, patrząc na to, jak bardzo stało się niebezpieczne na przestrzeni dwóch lat. Mógł zabronić dzieciom przeprowadzać się do Anglii dla ich bezpieczeństwa, był świadom tego, że mogą się nie posłuchać. Są dorośli, mają prawo podejmować swoje własne decyzje.
Spojrzał na zegarek rejestrując, że zbliżała się już godzina kolacji. Wstał od biurka i obszedł go.
- Zaraz kolacja, przejdźmy do jadalni.Zasugerował. Rozmowę mogli dokończyć przy posiłku.