21.08.2024, 23:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 23:11 przez Brenna Longbottom.)
Brenna zerknęła na Victorię, czujnie, jakby chcąc się upewnić, że ta faktycznie jej tu zaraz nie zemdleje. Nekromantka zapewne więc użyła na niej tego samego czaru, którego Lestrange miała użyć na zwierzaku, który wciąż spoczywał martwy na podłodze.
Brennie robiło się niedobrze na samą myśl o tym, że Victoria miałaby go ożywić.
Istniały moce, których śmiertelni nie powinni dostawać w swoje ręce, a to była jedna z nich: ożywianie czegoś, co umarło. I Brenna bała się też konsekwencji – bała się anomalii, jakie mogły się rozprzestrzenić, bała się tego, że coś stanie się w Limbo, bała się, że ciało żywego z czasem źle zacznie reagować, i przede wszystkim bała się, że kiedyś Victoria stanie się taka jak afrykańska czarownica. Ale doskonale wiedziała, że nie ma sensu nawet próbować nakłaniać jej do oddania tej mocy w Samhain i przeczuwała, że Lestrange nie zechce tego zrobić. Zawsze była nie tylko uparta, ale też ambitna i nie wahała się sięgać po takie przewagi.
Brenna w milczeniu więc zajęła się zabieraniem rzeczy, i walką z własnymi, mrocznymi myślami.
Choć prawda była i taka, że gdyby Brenna wiedziała o wampirach to, co ona, pewnie akurat chęć przekazania tej energii zamiast do Limbo, to by zasilić kamień i przywrócić do życia Sauriela… zrozumiałaby. Bo nie byłaby wcale pewna, czy kochając kogoś dostatecznie, nie zrobiłaby tego samego.
– Jasne, transmutuję je – mruknęła, choć na wszelki wypadek ściągnęła też kolorowy obrus z przywróconego stoliczka, by nakryć nim akwarium, gdyby zaklęcie straciło moc w nieodpowiednim momencie. – Spytam potem Laurenta, co to za stwory, na razie zamknę górę, jakby były jadowite albo coś takiego… Tori? Proszę... wyświadcz mi przysługę i jeżeli postanowisz jednak ożywiać jaszczurki, pogadaj najpierw z Cynthią o bezpieczeństwie i higienie pracy z energią przypadkiem zabraną duchom. Chyba... chyba lepiej, żebyś nie robiła tego bez kogoś, kto trochę o takich sprawach wie.
Tak żeby nie wywołać przypadkiem wyrwy między światem żywych i umarłych albo się nie zabić. Brenna nie miała może pojęcia, jak daleko tutaj sięgały zainteresowania Flintówny, ale mogła się domyślać, że wiedziała o pewnych rodzajach magii dużo więcej niż ona i Victoria razem wzięte. Bren naprawdę nie chciała, żeby aurorka przypadkiem się zabiła, przekazując niechcący więcej energii niż by należało.
Transmutowała akwarium i jaszczurki tak, by trochę mniej rzucały się w oczy, a potem ujęła je, gotowa wyjść stąd, zabarykadować drzwi, pogadać z człowiekiem Shafiqa… a później pędzić do hotelu, aby zabrać rzeczy i jak najszybciej opuścić to miasto.
Brennie robiło się niedobrze na samą myśl o tym, że Victoria miałaby go ożywić.
Istniały moce, których śmiertelni nie powinni dostawać w swoje ręce, a to była jedna z nich: ożywianie czegoś, co umarło. I Brenna bała się też konsekwencji – bała się anomalii, jakie mogły się rozprzestrzenić, bała się tego, że coś stanie się w Limbo, bała się, że ciało żywego z czasem źle zacznie reagować, i przede wszystkim bała się, że kiedyś Victoria stanie się taka jak afrykańska czarownica. Ale doskonale wiedziała, że nie ma sensu nawet próbować nakłaniać jej do oddania tej mocy w Samhain i przeczuwała, że Lestrange nie zechce tego zrobić. Zawsze była nie tylko uparta, ale też ambitna i nie wahała się sięgać po takie przewagi.
Brenna w milczeniu więc zajęła się zabieraniem rzeczy, i walką z własnymi, mrocznymi myślami.
Choć prawda była i taka, że gdyby Brenna wiedziała o wampirach to, co ona, pewnie akurat chęć przekazania tej energii zamiast do Limbo, to by zasilić kamień i przywrócić do życia Sauriela… zrozumiałaby. Bo nie byłaby wcale pewna, czy kochając kogoś dostatecznie, nie zrobiłaby tego samego.
– Jasne, transmutuję je – mruknęła, choć na wszelki wypadek ściągnęła też kolorowy obrus z przywróconego stoliczka, by nakryć nim akwarium, gdyby zaklęcie straciło moc w nieodpowiednim momencie. – Spytam potem Laurenta, co to za stwory, na razie zamknę górę, jakby były jadowite albo coś takiego… Tori? Proszę... wyświadcz mi przysługę i jeżeli postanowisz jednak ożywiać jaszczurki, pogadaj najpierw z Cynthią o bezpieczeństwie i higienie pracy z energią przypadkiem zabraną duchom. Chyba... chyba lepiej, żebyś nie robiła tego bez kogoś, kto trochę o takich sprawach wie.
Tak żeby nie wywołać przypadkiem wyrwy między światem żywych i umarłych albo się nie zabić. Brenna nie miała może pojęcia, jak daleko tutaj sięgały zainteresowania Flintówny, ale mogła się domyślać, że wiedziała o pewnych rodzajach magii dużo więcej niż ona i Victoria razem wzięte. Bren naprawdę nie chciała, żeby aurorka przypadkiem się zabiła, przekazując niechcący więcej energii niż by należało.
Transmutowała akwarium i jaszczurki tak, by trochę mniej rzucały się w oczy, a potem ujęła je, gotowa wyjść stąd, zabarykadować drzwi, pogadać z człowiekiem Shafiqa… a później pędzić do hotelu, aby zabrać rzeczy i jak najszybciej opuścić to miasto.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.