20.08.2024, 22:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 09:05 przez Brenna Longbottom.)
Rzut
Była to zapewne ogromna hipokryzja ze strony kogoś, kto nigdy nie stronił od jedzenia klopsików i kotletów, ale Brenna wzdychała się w duchu na samą myśl o rytualnym mordowaniu zwierząt i w ogóle o podrzynaniu gardeł owieczkom. Dobrze więc, że Sebastian nie wspomniał, że kiedyś to była regularna część obrzędów religijnych, bo na pewno Brenna zrobiłaby zbolałą minę. Może tak zbolałą, jak robiła Dziewica, gdy z żalem informowała uczestników obrzędu, że bóstwu życia nie powinno ofiarowywać się śmierci.
Stonehange jednak faktycznie niegdyś spływało krwią.
Nie oznaczało to, że współcześni w pełni zdawali sobie sprawę z tego, dlaczego tak się działo – i jakie były tego efekty.
Za to gdy Atreus wspomniał o amortencji, zapatrzyła się na moment na niebo, z taką absolutnie niewinną miną, jakby zupełnie, ale to zupełnie nie wiedziała, o co chodzi, ewentualnie nie była wcale tym zainteresowana. I dopiero chwilę później jej wzrok ściągnęła kobieta, która tak ucieszyła się na widok egzorcysty.
– Sebastianie… – jęknęła cicho Brenna na jego słowa, a kobieta, która ich przywitała, wyprostowała się jak struna. Nie była wysoka, nie robiło więc to wielkiego wrażenia, ale i tak obrzuciła Macmillana złym spojrzeniem. Zadowolenie z jego pojawienia odeszło jak ręką odjął.
– Czy właśnie nazwał mnie pan nienormalnym? – spytała, cedząc kolejne słowa. – I nie mówię, że duch cokolwiek powiedział. Mówię, jak zachowywał się mój kolega. A ty chłopcze, też nie masz na sobie munduru – rzuciła, najwyraźniej przez takie powitanie niezbyt przychylnie nastawiona do całej grupy, ale wyciągnęła z kieszeni dokumenty, by podetknąć je mężczyźnie pod nos. – Evelyn Houcourt. Niewymowna.
Brenna nijak nie skomentowała ani tej scenki, ani kolejnego wykładu Sebastiana, z którego zresztą zrozumiała piąte przez dziesiąte. Wychodziło jej jednak na to, że chyba jednak żadne duchy, które to podobno komunikowały się z wywoływaczem, nikogo chyba nie pozabijają, bo tu ciężko byłoby im ich uwięzić i zamrozić, a i pewnie były raczej niematerialne…
…chyba.
– To może zobaczymy, co tam kopał? – zaproponowała i nie czekając nawet na odpowiedź pomaszerowała w tamtą stronę.
Atreus przypatrując się aurze kobiety uważnie, mógł stwierdzić, że ta po pierwsze była ogólnie znacznie bardziej zdenerwowana niż chciałaby się przyznać, po drugie teraz dodatkowo trochę się poirytowała – była to jednak irytacja krótka, która zaraz wygasła. Po trzecie jednak było coś jeszcze, jakby ten jej strach to wygasał, to z powrotem się nasilał, bez żadnego powodu. Jakby… jakby coś na nią wpływało, chociaż wyraźnie dzielnie próbowała się opanować i niczego po sobie nie pokazać, zapewne ze względu na to, że musiała już od jakiegoś czasu pracować jako Niewymowna.
Sebastian czuł narastający chłód. Brenna i Atreus też mogli go wyczuć, choć nie tak intensywnie: łatwo było zrzucić go na to, że słońce nagle znikło za chmurą, a Bulstrodowi przecież zawsze było zimno. W jego uszach zaczął narastać dziwny dźwięk, jakby… bzyczenie… a potem dostrzegł w powietrzu pierwszego owada… drugiego… trzeciego… przylatywało ich coraz więcej i więcej…
– Kurde, wykopał tutaj niezły dół. Mam nadzieję, że nie próbował wykopać jakiegoś barloga albo coś… nie pytajcie, co to barlog – rzuciła tym czasem Brenna, jakby nie widziała żadnych owadów. Niewymowna je ignorowała, podążając za nią. Atreus też ich nie dostrzegł.
Detektyw wyjęła różdżkę i zaczęła mamrotać czary rozpraszające, tak na wypadek, gdyby na dnie dziury wykopanej przez wywoływacza duchów tkwiły jakieś magiczne przedmioty, tylko czekające, aby wybuchnąć.
Tura do 24.08.
Rzut na efekt dodatkowy:
Była to zapewne ogromna hipokryzja ze strony kogoś, kto nigdy nie stronił od jedzenia klopsików i kotletów, ale Brenna wzdychała się w duchu na samą myśl o rytualnym mordowaniu zwierząt i w ogóle o podrzynaniu gardeł owieczkom. Dobrze więc, że Sebastian nie wspomniał, że kiedyś to była regularna część obrzędów religijnych, bo na pewno Brenna zrobiłaby zbolałą minę. Może tak zbolałą, jak robiła Dziewica, gdy z żalem informowała uczestników obrzędu, że bóstwu życia nie powinno ofiarowywać się śmierci.
Stonehange jednak faktycznie niegdyś spływało krwią.
Nie oznaczało to, że współcześni w pełni zdawali sobie sprawę z tego, dlaczego tak się działo – i jakie były tego efekty.
Za to gdy Atreus wspomniał o amortencji, zapatrzyła się na moment na niebo, z taką absolutnie niewinną miną, jakby zupełnie, ale to zupełnie nie wiedziała, o co chodzi, ewentualnie nie była wcale tym zainteresowana. I dopiero chwilę później jej wzrok ściągnęła kobieta, która tak ucieszyła się na widok egzorcysty.
– Sebastianie… – jęknęła cicho Brenna na jego słowa, a kobieta, która ich przywitała, wyprostowała się jak struna. Nie była wysoka, nie robiło więc to wielkiego wrażenia, ale i tak obrzuciła Macmillana złym spojrzeniem. Zadowolenie z jego pojawienia odeszło jak ręką odjął.
– Czy właśnie nazwał mnie pan nienormalnym? – spytała, cedząc kolejne słowa. – I nie mówię, że duch cokolwiek powiedział. Mówię, jak zachowywał się mój kolega. A ty chłopcze, też nie masz na sobie munduru – rzuciła, najwyraźniej przez takie powitanie niezbyt przychylnie nastawiona do całej grupy, ale wyciągnęła z kieszeni dokumenty, by podetknąć je mężczyźnie pod nos. – Evelyn Houcourt. Niewymowna.
Brenna nijak nie skomentowała ani tej scenki, ani kolejnego wykładu Sebastiana, z którego zresztą zrozumiała piąte przez dziesiąte. Wychodziło jej jednak na to, że chyba jednak żadne duchy, które to podobno komunikowały się z wywoływaczem, nikogo chyba nie pozabijają, bo tu ciężko byłoby im ich uwięzić i zamrozić, a i pewnie były raczej niematerialne…
…chyba.
– To może zobaczymy, co tam kopał? – zaproponowała i nie czekając nawet na odpowiedź pomaszerowała w tamtą stronę.
Atreus przypatrując się aurze kobiety uważnie, mógł stwierdzić, że ta po pierwsze była ogólnie znacznie bardziej zdenerwowana niż chciałaby się przyznać, po drugie teraz dodatkowo trochę się poirytowała – była to jednak irytacja krótka, która zaraz wygasła. Po trzecie jednak było coś jeszcze, jakby ten jej strach to wygasał, to z powrotem się nasilał, bez żadnego powodu. Jakby… jakby coś na nią wpływało, chociaż wyraźnie dzielnie próbowała się opanować i niczego po sobie nie pokazać, zapewne ze względu na to, że musiała już od jakiegoś czasu pracować jako Niewymowna.
Sebastian czuł narastający chłód. Brenna i Atreus też mogli go wyczuć, choć nie tak intensywnie: łatwo było zrzucić go na to, że słońce nagle znikło za chmurą, a Bulstrodowi przecież zawsze było zimno. W jego uszach zaczął narastać dziwny dźwięk, jakby… bzyczenie… a potem dostrzegł w powietrzu pierwszego owada… drugiego… trzeciego… przylatywało ich coraz więcej i więcej…
– Kurde, wykopał tutaj niezły dół. Mam nadzieję, że nie próbował wykopać jakiegoś barloga albo coś… nie pytajcie, co to barlog – rzuciła tym czasem Brenna, jakby nie widziała żadnych owadów. Niewymowna je ignorowała, podążając za nią. Atreus też ich nie dostrzegł.
Detektyw wyjęła różdżkę i zaczęła mamrotać czary rozpraszające, tak na wypadek, gdyby na dnie dziury wykopanej przez wywoływacza duchów tkwiły jakieś magiczne przedmioty, tylko czekające, aby wybuchnąć.
Tura do 24.08.
Rzut Z 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut na efekt dodatkowy:
Rzut 1d2 - 1
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.