13.01.2023, 19:39 ✶
Zupełnie nie wiedziała czego się po nim dzisiaj spodziewać, skoro już się zgodziła na to, że przez jeden wieczor będzie robić to, czego chce Sauriel jeśli przegra zakład. A przegrała. Spodziewała się tego, nie powiem że nie, w końcu to czego się miał dowiedzieć nie było żadną wielką tajemnicą, wystarczyło wiedzieć kogo zapytać, potem już szło gładko – po nitce do kłębka. Więc teraz nie bardzo wiedziała na co ma się nastawić. Ale wystarczyło jedno zdanie Sauriela i już wiedziała, że nie będzie lekko.
No bo – Słonko? Daleko jej było do słonka. Z urody na pewno. Z charakteru… eech. Chyba mu nawet wspominała, że nie przepada za tymi określeniami… albo nie mówiła? Nie była już teraz pewna.
– No co ty nie powiesz – powiedziała do niego z ironią, bo nie spodziewała się, że wręczy jej swoją gitarę zamiast bukietu kwiatów. Widziała też, że już się rozgościł, sama więc siadła sobie na fotelu przy stoliku – zresztą tym samym, który często zajmowała. Wcześniej jednak zamknęła za sobą drzwi. – Ach tak? – niewygodnie. Victoria przyjęła postawę defensywną, uznała, że zobaczy do czego to ich zaprowadzi i jak bardzo Sauriel będzie chciał się zabawić jej kosztem. Ale czy żałowała takiego zakładu? Nie… nie żałowała.
Kochanie. Och to już w ogóle brzmiało dziwnie w obecnej sytuacji, więc w odpowiedzi Victoria uniosła wyżej brwi, mierząc Sauriela zagadkowym spojrzeniem. W końcu wyciągnęła po prostu swoją różdżkę i jeden zgrabny ruch dłoni później urocza, mięciutka, a co najważniejsze, różowiutka poduszeczka wylądowała na kolanach Sauriela. Była takiej wielkości by idealnie pasowała na biedne plecki. Victoria uśmiechnęła się przy tym milutko. Nie sprecyzował jaką chce poduszkę, więc… ona też zamierzała się trochę pobawić.
– Tak będzie lepiej, kochanie? – zapytała, akcentując ostatnie słowo. Nadal się słodko uśmiechając.
No bo – Słonko? Daleko jej było do słonka. Z urody na pewno. Z charakteru… eech. Chyba mu nawet wspominała, że nie przepada za tymi określeniami… albo nie mówiła? Nie była już teraz pewna.
– No co ty nie powiesz – powiedziała do niego z ironią, bo nie spodziewała się, że wręczy jej swoją gitarę zamiast bukietu kwiatów. Widziała też, że już się rozgościł, sama więc siadła sobie na fotelu przy stoliku – zresztą tym samym, który często zajmowała. Wcześniej jednak zamknęła za sobą drzwi. – Ach tak? – niewygodnie. Victoria przyjęła postawę defensywną, uznała, że zobaczy do czego to ich zaprowadzi i jak bardzo Sauriel będzie chciał się zabawić jej kosztem. Ale czy żałowała takiego zakładu? Nie… nie żałowała.
Kochanie. Och to już w ogóle brzmiało dziwnie w obecnej sytuacji, więc w odpowiedzi Victoria uniosła wyżej brwi, mierząc Sauriela zagadkowym spojrzeniem. W końcu wyciągnęła po prostu swoją różdżkę i jeden zgrabny ruch dłoni później urocza, mięciutka, a co najważniejsze, różowiutka poduszeczka wylądowała na kolanach Sauriela. Była takiej wielkości by idealnie pasowała na biedne plecki. Victoria uśmiechnęła się przy tym milutko. Nie sprecyzował jaką chce poduszkę, więc… ona też zamierzała się trochę pobawić.
– Tak będzie lepiej, kochanie? – zapytała, akcentując ostatnie słowo. Nadal się słodko uśmiechając.