13.01.2023, 17:15 ✶
- Nie żartuję. - Odmruknął, rozglądając się po korytarzu, a potem na moment patrząc w dół, na słodkiego skrzata. Tak, skrzaty uważał za “urocze”. Każdy jeden wydawał się mieć serce na dłoni, gdy tylko odpowiednio się je traktował, z szacunkiem, a nie tylko jak podnóżki, które można bić i nimi pomiatać. W ich domu na ten przykład skrzaty nauczyły się być niewidzialne.
Ocenił swoim bystrym okiem salon i to, gdzie usiąść, żeby było dobrze. Kanapa była odpowiednia. Zanim jednak usiadł zdążył zrobić kilka kroków po salonie i pooglądać tutejsze szczegóły - obrazy, dekoracje, kwiaty. KWIATY, ciągle te KWIATY! Gitarę położył obok siebie, miłość swego życia - brakowało tylko whisky. ALE wszystko nadrobimy! Pomiział rękoma obicie, dotarł do wniosku, że całkiem tu wygodnie i zdążył pomyśleć, że nie oznacza to, że wygodniej już być nie może, kiedy niewiasta się pojawiła.
- Yo. - Ruszył lekko ręką dla pozdrowienia. - Nie napalaj się, Słonko. Nie dla ciebie. - Jeszcze sobie pomyśli, że zamiast kwiatów przyniósł jej gitare… chociaż to byłoby bardziej w jego stylu niż chodzenie z habziami. - Tak sobie tu siedziałem i pomyślałem, że jest strasznie niewygodnie. - Powiercił się trochę i skrzywił dla odpowiedniego efektu. - Kochanie, przynieś biednemu narzeczonemu podusie pod bolące plecki. - WIedząc teraz, kim był jej narzeczony i co się stało wszystko było jeszcze dziwniejsze niż wcześniej. Ale Sauriel, który już definitywnie wrócił do b ycia po prostu sobą - czyli dupkiem - zamierzał się bawić w najlepsze, skoro już zakład wygrał.
Ocenił swoim bystrym okiem salon i to, gdzie usiąść, żeby było dobrze. Kanapa była odpowiednia. Zanim jednak usiadł zdążył zrobić kilka kroków po salonie i pooglądać tutejsze szczegóły - obrazy, dekoracje, kwiaty. KWIATY, ciągle te KWIATY! Gitarę położył obok siebie, miłość swego życia - brakowało tylko whisky. ALE wszystko nadrobimy! Pomiział rękoma obicie, dotarł do wniosku, że całkiem tu wygodnie i zdążył pomyśleć, że nie oznacza to, że wygodniej już być nie może, kiedy niewiasta się pojawiła.
- Yo. - Ruszył lekko ręką dla pozdrowienia. - Nie napalaj się, Słonko. Nie dla ciebie. - Jeszcze sobie pomyśli, że zamiast kwiatów przyniósł jej gitare… chociaż to byłoby bardziej w jego stylu niż chodzenie z habziami. - Tak sobie tu siedziałem i pomyślałem, że jest strasznie niewygodnie. - Powiercił się trochę i skrzywił dla odpowiedniego efektu. - Kochanie, przynieś biednemu narzeczonemu podusie pod bolące plecki. - WIedząc teraz, kim był jej narzeczony i co się stało wszystko było jeszcze dziwniejsze niż wcześniej. Ale Sauriel, który już definitywnie wrócił do b ycia po prostu sobą - czyli dupkiem - zamierzał się bawić w najlepsze, skoro już zakład wygrał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.