15.08.2024, 00:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2024, 00:53 przez Brenna Longbottom.)
Na moment niemal zapomniała o tym o wiszącym nad nią smutku, o niedawnej panice, o chłodzie, przypatrując się Atreusowi z pewnym oszołomieniem, a potem niemalże z podziwem. Obojętnie, czy uznać to za zaletę, czy za okropną wadę, ale Brennę było przygadać okropnie trudno, nie mówiąc już o tym, aby oddała komuś pola gdy szło o snucie absolutnie absurdalnych historii, a jemu chyba trochę się udało. I roześmiała się w końcu po prostu, a potem ścisnęła jego rękę, trochę rozbawiona całą tą wizją, i myślą o tym, ile w tym mogło być prawdy, a ile wyolbrzymienia, a trochę wdzięczna po prostu. Może Atreus miał opinię drania, ale naprawdę potrafił zachować się przyzwoicie, jeśli miał ochotę. I mogła być tylko wdzięczna, że tym razem chciał.
– Nieotwarte, tajemne przejścia? Dobrze, że u nas takich nie ma, bo chyba jak miałam te kilkanaście lat, to rozwaliłaby ściany, żeby się do nich dostać. I Basilius dał ci się tak uwięzić? – zdziwiła się, bo w Laurenta, w podobnym wieku do niego, była w stanie uwierzyć, ale Basilius… nie, zaraz, jak się tak zastanowiła, to w zasadzie mogła sobie wyobrazić, że wszedł z kuzynem do labiryntu tajnych przejść… – Dobra. Nie było pytania – zreflektowała się. Samego Atreusa, jako chłopca wrabiającego w ten sposób kuzynów, jakoś mogła sobie wyobrazić bez trudu. – Tak szczerze, to nie wiem. Nie próbował uciekać, więc chyba na razie nas znosi.
Thomas był za dobrym człowiekiem, aby cokolwiek powiedzieć, ale zakładała jednak, że gdyby miał szczerze dość, już dawno by się wyniósł. Wiedziała, że to nastąpi pewnego dnia – może wyprowadzi się do dziewczyny, może odłoży pieniądze na jakieś własne, dobrze zabezpieczone mieszkanie, gdy zapragnie ciszy i spokoju – ale na razie cieszyła się tym, że był obok i że nie musieli się martwić, czy nie znajdą go martwego w lokalu, nad którym zawiśnie Mroczny Znak.
– Widziałam ją parę razy, ale nigdy do mnie nie podeszła i nie powiedziałabym, że mi za tym tęskno… Zresztą od dziwnych przepowiedni mam wujka. – I nawet kilka jej ostatnio dał, a pośród nich znalazły się pies – najlepszy przyjaciel, szkielet, bardzo trafiony i gitara na dodatek. Nie wspominając o kole fortuny i paziu kielichów, na wspomnienie którego i towarzyszącego mu pytania, gdyby była chociaż trochę bardziej skłonna do zawstydzenia, pewnie zapiekłyby ją teraz uszy. - A w Lesie Wisielców widziałam już takie rzeczy, że chyba totalnie nic mnie tu nie zdziwi… i hm… Sebastian… Sebastian chyba ma mi ciągle za złe jedno podwójnie opętanie. Albo sto pudełek z duchami – powiedziała, uśmiechając się tak jakby absolutnie nic złego nie zrobiła i to w ogóle było zupełnie normalne. – Uch, brzmi jak Hades. Sprawdzaliśmy jeden grobowiec, po prostu do niego wbiegł, uruchomił pułapkę i wylądowaliśmy pod ziemią… – Ale nie wydawała się ani trochę przejęta, może dlatego, że nie znała całej otoczki: tego że miał na sobie mundur, że był podpity, z jaką zaciekłością przeprowadzał atak. W tej chwili zakładała, że to była sytuacja trochę podobna do tej Notta i Atreusa.
Gdy wszedł na stopnie, jakoś odruchowo objęła się ramionami. Nie zawiał wiatr, a mogłaby przysiąc, że zrobiło się jej zimno – i pomyślała, że chyba jednak będzie musiała iść szukać w Mungu klątwołamacza, jeśli tak dalej pójdzie. Albo do Lecznicy Dusz, jeśli żadnej klątwy nie ma, bo to by znaczyło, że chyba odbiło jej do końca.
I nie była pewna, czy powinna się cieszyć, czy zmartwić, że miał ten sam sen. Przez ułamek sekundy nawiedziła ją myśl, że może w sumie najlepiej byłoby zrobić w tył zwrot i stąd uciec, ale sama poruszyła temat tej plaży, a poza tym Gryfonom nie wypadało być tchórzami, weszła więc do domu, rozglądając się – co dawało chwilę na zebranie myśli, zanim udzieliła odpowiedzi.
– Mhm, przyłapałeś mnie. Zaszantażowałam Oriona, żeby mnie wpuścił i pozwolił go przeczytać. Wyczytałam tam na przykład o paniczu Louvainie, co tłukł pana Notta świecznikiem, jak królewna Nora rozwalała salę bankietową… – powiedziała w końcu, odwracając się do Atreusa i uważnie przyglądając się jego twarzy. – Wreszcie ogarniam, skąd ta Maeve i kanapka. Basilius pytający o daty czy Ger mogli spokojnie iść ode mnie, ale tego to mój umysł by chyba tego nie wymyślił.
– Nieotwarte, tajemne przejścia? Dobrze, że u nas takich nie ma, bo chyba jak miałam te kilkanaście lat, to rozwaliłaby ściany, żeby się do nich dostać. I Basilius dał ci się tak uwięzić? – zdziwiła się, bo w Laurenta, w podobnym wieku do niego, była w stanie uwierzyć, ale Basilius… nie, zaraz, jak się tak zastanowiła, to w zasadzie mogła sobie wyobrazić, że wszedł z kuzynem do labiryntu tajnych przejść… – Dobra. Nie było pytania – zreflektowała się. Samego Atreusa, jako chłopca wrabiającego w ten sposób kuzynów, jakoś mogła sobie wyobrazić bez trudu. – Tak szczerze, to nie wiem. Nie próbował uciekać, więc chyba na razie nas znosi.
Thomas był za dobrym człowiekiem, aby cokolwiek powiedzieć, ale zakładała jednak, że gdyby miał szczerze dość, już dawno by się wyniósł. Wiedziała, że to nastąpi pewnego dnia – może wyprowadzi się do dziewczyny, może odłoży pieniądze na jakieś własne, dobrze zabezpieczone mieszkanie, gdy zapragnie ciszy i spokoju – ale na razie cieszyła się tym, że był obok i że nie musieli się martwić, czy nie znajdą go martwego w lokalu, nad którym zawiśnie Mroczny Znak.
– Widziałam ją parę razy, ale nigdy do mnie nie podeszła i nie powiedziałabym, że mi za tym tęskno… Zresztą od dziwnych przepowiedni mam wujka. – I nawet kilka jej ostatnio dał, a pośród nich znalazły się pies – najlepszy przyjaciel, szkielet, bardzo trafiony i gitara na dodatek. Nie wspominając o kole fortuny i paziu kielichów, na wspomnienie którego i towarzyszącego mu pytania, gdyby była chociaż trochę bardziej skłonna do zawstydzenia, pewnie zapiekłyby ją teraz uszy. - A w Lesie Wisielców widziałam już takie rzeczy, że chyba totalnie nic mnie tu nie zdziwi… i hm… Sebastian… Sebastian chyba ma mi ciągle za złe jedno podwójnie opętanie. Albo sto pudełek z duchami – powiedziała, uśmiechając się tak jakby absolutnie nic złego nie zrobiła i to w ogóle było zupełnie normalne. – Uch, brzmi jak Hades. Sprawdzaliśmy jeden grobowiec, po prostu do niego wbiegł, uruchomił pułapkę i wylądowaliśmy pod ziemią… – Ale nie wydawała się ani trochę przejęta, może dlatego, że nie znała całej otoczki: tego że miał na sobie mundur, że był podpity, z jaką zaciekłością przeprowadzał atak. W tej chwili zakładała, że to była sytuacja trochę podobna do tej Notta i Atreusa.
Gdy wszedł na stopnie, jakoś odruchowo objęła się ramionami. Nie zawiał wiatr, a mogłaby przysiąc, że zrobiło się jej zimno – i pomyślała, że chyba jednak będzie musiała iść szukać w Mungu klątwołamacza, jeśli tak dalej pójdzie. Albo do Lecznicy Dusz, jeśli żadnej klątwy nie ma, bo to by znaczyło, że chyba odbiło jej do końca.
I nie była pewna, czy powinna się cieszyć, czy zmartwić, że miał ten sam sen. Przez ułamek sekundy nawiedziła ją myśl, że może w sumie najlepiej byłoby zrobić w tył zwrot i stąd uciec, ale sama poruszyła temat tej plaży, a poza tym Gryfonom nie wypadało być tchórzami, weszła więc do domu, rozglądając się – co dawało chwilę na zebranie myśli, zanim udzieliła odpowiedzi.
– Mhm, przyłapałeś mnie. Zaszantażowałam Oriona, żeby mnie wpuścił i pozwolił go przeczytać. Wyczytałam tam na przykład o paniczu Louvainie, co tłukł pana Notta świecznikiem, jak królewna Nora rozwalała salę bankietową… – powiedziała w końcu, odwracając się do Atreusa i uważnie przyglądając się jego twarzy. – Wreszcie ogarniam, skąd ta Maeve i kanapka. Basilius pytający o daty czy Ger mogli spokojnie iść ode mnie, ale tego to mój umysł by chyba tego nie wymyślił.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.