14.08.2024, 23:06 ✶
– Nic ci nie jest? – spytała Brenna, pochylając się nad Kimberley, by pomóc zebrać się jej z ziemi. Oszołomiona dziewczyna pokręciła głową, i mocno zacisnęła palce na dłoni Longbottom, a gdy Hades zaczął gadać… w pierwszej chwili spojrzała na niego z niezrozumieniem, w drugiej: jak na robaka. Nie odważyła się jednak niczego powiedzieć, może dlatego, że miała ledwo dwadzieścia lat, dobre trzydzieści centymetrów wzrostu mniej niż Hades i jakieś pięćdziesiąt kilo wagi mniej.
Brenna odetchnęła i wyplątała dłoń z uścisku Kimberley.
Wpadnięcie pod ziemię samo w sobie było czymś nieprzyjemnym, trzydzieści sekund wystarczyło jednak, aby jej uświadomić, że gdyby wpadła tutaj w pojedynkę, to byłaby prawdopodobnie w najmniej o połowę mniejszych kłopotach niż znalazła się teraz. Nie była tylko pewna, co będzie problemem większym – nieopierzona, przerażona dziewczyna, która nie tak dawno ukończyła wstępne szkolenie, i z jakichś powodów wskoczyła do tej dziury za nimi, może tak dla towarzystwa, czy może raczej Hades, który z niejednego pieca chleb jadł, ale dożył do tej pory to chyba tylko cudem.
Ewentualnie…
Ewentualnie był ghulem i zaraz spróbuje je zeżreć. McKinnonom podobno się to zdarzało. I tak, trochę ulegała stereotypom, ale że w stereotypach na temat jej rodziny było trochę prawdy, a o słynnym cukierniku mówiło się w towarzystwie bardzo dużo, to miała wrażenie, że jednak z powietrza one się nie brały…
– Stój, do cholery – zażądała, po raz kolejny wyciągając rękę, by złapać Hadesa. Tym razem miała tę przewagę, że akurat nie spadał gdzieś w jakiś otwór w ziemi. – Skoro była tutaj jedna pułapka, mogą być inne. I skoro ktoś rozwalił drzwi do grobowca, możemy nie być tu sami. Daj mi to z łaski swojej najpierw sprawdzić, albo przysięgam, powiem w kafeterii, że mają wydawać ci wyłącznie lunch wegetariański – oświadczyła, marszcząc czoło, w nadziei, że jeśli nie zadziała ani głos rozsądku, ani to, że zasadniczo to była wyższa stopniem, to Hades zechce się zatrzymać choćby z czystej nienawiści wobec zieleniny. Sprawdziła krótko jego papiery, gdy został przyjęty i wynikało z nich, że miał już za sobą pracę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, co zaskoczyło ją mocno, bo kojarzyła go głównie z Departamentu Tajemnic… i miała wrażenie, że McKinnon miał duży problem z wszelkimi autorytetami, a akurat w Biurze Brygady to bywało kłopotliwe.
Nie wiedziała, kto odpowiadał za jego szkolenie, ale chyba mocno spieprzył sprawę przy lekcji „jak należy zachowywać się na miejscu potencjalnej zbrodni”.
Brenna odetchnęła i wyplątała dłoń z uścisku Kimberley.
Wpadnięcie pod ziemię samo w sobie było czymś nieprzyjemnym, trzydzieści sekund wystarczyło jednak, aby jej uświadomić, że gdyby wpadła tutaj w pojedynkę, to byłaby prawdopodobnie w najmniej o połowę mniejszych kłopotach niż znalazła się teraz. Nie była tylko pewna, co będzie problemem większym – nieopierzona, przerażona dziewczyna, która nie tak dawno ukończyła wstępne szkolenie, i z jakichś powodów wskoczyła do tej dziury za nimi, może tak dla towarzystwa, czy może raczej Hades, który z niejednego pieca chleb jadł, ale dożył do tej pory to chyba tylko cudem.
Ewentualnie…
Ewentualnie był ghulem i zaraz spróbuje je zeżreć. McKinnonom podobno się to zdarzało. I tak, trochę ulegała stereotypom, ale że w stereotypach na temat jej rodziny było trochę prawdy, a o słynnym cukierniku mówiło się w towarzystwie bardzo dużo, to miała wrażenie, że jednak z powietrza one się nie brały…
– Stój, do cholery – zażądała, po raz kolejny wyciągając rękę, by złapać Hadesa. Tym razem miała tę przewagę, że akurat nie spadał gdzieś w jakiś otwór w ziemi. – Skoro była tutaj jedna pułapka, mogą być inne. I skoro ktoś rozwalił drzwi do grobowca, możemy nie być tu sami. Daj mi to z łaski swojej najpierw sprawdzić, albo przysięgam, powiem w kafeterii, że mają wydawać ci wyłącznie lunch wegetariański – oświadczyła, marszcząc czoło, w nadziei, że jeśli nie zadziała ani głos rozsądku, ani to, że zasadniczo to była wyższa stopniem, to Hades zechce się zatrzymać choćby z czystej nienawiści wobec zieleniny. Sprawdziła krótko jego papiery, gdy został przyjęty i wynikało z nich, że miał już za sobą pracę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, co zaskoczyło ją mocno, bo kojarzyła go głównie z Departamentu Tajemnic… i miała wrażenie, że McKinnon miał duży problem z wszelkimi autorytetami, a akurat w Biurze Brygady to bywało kłopotliwe.
Nie wiedziała, kto odpowiadał za jego szkolenie, ale chyba mocno spieprzył sprawę przy lekcji „jak należy zachowywać się na miejscu potencjalnej zbrodni”.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.