14.08.2024, 22:01 ✶
– Im szybciej zaczniemy działać, tym większa szansa, że nikomu już nie stanie się krzywda – powiedziała Brenna, a chociaż głos miała wręcz łagodny, to w istocie był trochę cios poniżej pasa. Oczywiście, wielu osób pewnie nic a nic by to nie obchodziło, ale Jasper Kelly próbował bić się na pięści z wampirem, w obronie obcej kobiety, gdy mógł pójść po prostu dalej. Najwyraźniej pod pewnymi względami przypominał swojego ojca chrzestnego.
Zsunęła z ramion marynarkę i złożyła ją tak, by nie były widoczne te części umundurowania, które mogłyby wywołać jakąś konsternację w mugolskim świecie, a potem odwróciła się i ruszyła do głównego wyjścia z Munga – tego, które wiodło wprost do mugolskiej galerii handlowej, przez sklep wiecznie zamknięty z powodu domniemanego remontu.
Mogłoby się wydawać, że mugolski lokal nie jest najlepszym miejscem do rozmowy o wampirach, czarach i atakach. Ale odpowiedni dobór stolika, drobne zaklęcie, powinny załatwić sprawę, a nawet gdyby ktoś cokolwiek usłyszał, Brenna wątpiła, by potraktował to poważnie – wzięto by ich za wariatów albo młodych ludzi dyskutujących o jakimś filmie fantastycznym. A ona nie chciała zabierać go siedziby Ministerstwa i to nie tylko dlatego, że zakładała, że sam wolałby nie odwiedzać tej nocy Biura Brygady.
Gdy weszli do środka, zamówiła u kelnerki kawę dla siebie i dla Kelly’ego to, czego sobie zażyczył, wybrała stolik w rogu, a potem siadając ustawiła się tak, by zasłonić sobą różdżkę i szepnąć zaklęcie, mające utrudnić podsłuchiwanie. Ciche, jednostajne brzęczenie, miało otoczyć stolik, tak by słowa utonęły w szumie, brzmiącym jakby ot, komuś świszczało nieco w uszach. Mało finezyjne, krótkotrwałe, ale liczyła, że tym razem wystarczy.
– Będę wdzięczna, jeśli na początek opiszesz mi swoimi słowami, co dokładnie stało się dziś wieczorem – poprosiła, wyciągając z kieszeni notatnik i mugolski ołówek. Znała już przebieg wydarzeń z ust Dory, ale ludzka pamięć bywała zawodna, ludzie zwracali też uwagę na zupełnie inne szczegóły, a każde dokładniejsze pytanie mogło zasugerować Jessiemu konkretne odpowiedzi.
Zsunęła z ramion marynarkę i złożyła ją tak, by nie były widoczne te części umundurowania, które mogłyby wywołać jakąś konsternację w mugolskim świecie, a potem odwróciła się i ruszyła do głównego wyjścia z Munga – tego, które wiodło wprost do mugolskiej galerii handlowej, przez sklep wiecznie zamknięty z powodu domniemanego remontu.
Mogłoby się wydawać, że mugolski lokal nie jest najlepszym miejscem do rozmowy o wampirach, czarach i atakach. Ale odpowiedni dobór stolika, drobne zaklęcie, powinny załatwić sprawę, a nawet gdyby ktoś cokolwiek usłyszał, Brenna wątpiła, by potraktował to poważnie – wzięto by ich za wariatów albo młodych ludzi dyskutujących o jakimś filmie fantastycznym. A ona nie chciała zabierać go siedziby Ministerstwa i to nie tylko dlatego, że zakładała, że sam wolałby nie odwiedzać tej nocy Biura Brygady.
Gdy weszli do środka, zamówiła u kelnerki kawę dla siebie i dla Kelly’ego to, czego sobie zażyczył, wybrała stolik w rogu, a potem siadając ustawiła się tak, by zasłonić sobą różdżkę i szepnąć zaklęcie, mające utrudnić podsłuchiwanie. Ciche, jednostajne brzęczenie, miało otoczyć stolik, tak by słowa utonęły w szumie, brzmiącym jakby ot, komuś świszczało nieco w uszach. Mało finezyjne, krótkotrwałe, ale liczyła, że tym razem wystarczy.
– Będę wdzięczna, jeśli na początek opiszesz mi swoimi słowami, co dokładnie stało się dziś wieczorem – poprosiła, wyciągając z kieszeni notatnik i mugolski ołówek. Znała już przebieg wydarzeń z ust Dory, ale ludzka pamięć bywała zawodna, ludzie zwracali też uwagę na zupełnie inne szczegóły, a każde dokładniejsze pytanie mogło zasugerować Jessiemu konkretne odpowiedzi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.