14.08.2024, 21:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 21:25 przez Hades McKinnon.)
Chyba niepotrzebnie kierowałem swoje modły do niebios, bo to ziemia się pode mną rozstąpiła. Tak się poznawało nieznane - włażąc butami tam, gdzie się nie powinno włazić. Nie spodziewałem się, że jednak odnajdę pierwsze tajemnice grobowca tak po prostu, od razu, z buta wjeżdżając, praktycznie na patelni podane.
I że Brennie będzie aż tak zależało, aby mały wróbel nie skończył źle z mamą na wyprawie...
- Twoja troska o moje dupsko jest niewiarygodnie wzruszająca - stwierdziłem leniwie, leżąc sobie na stercie gruzu. Udawałem, że wszystko było zamierzone. Nawet to sklepionko nad nami jak od nowości... Zabawne, bo nad nami wszystko grało, żadnego osuwiska nie było, więc tak jakby nie narobiłem szkód, a jednak narobiłem, ale nie było dowodów, więc... miałem więcej szczęścia niż rozumu? Najwyraźniej. Albo byłem tak inteligentny, że aż za mądry do tej roboty. Tak również mogło być.
Ale dobrze. Brenna wstała, to ja też się podniosłem. Zdecydowanie bardziej groźnie wyglądałem, kiedy stałem, a nie kiedy się wylegiwałem na gruzach, więc postanowiłem dalej sobie nad nią pogórować, o ile miałem na to miejsce... Bo to taka fajna wysoka piwnica była czy raczej będę musiał się garbić...? Zapewne zakląłem, jeśli głową miałem szurać po suficie.
Zebrałem się, żeby obejrzeć to i owo. Było tu całkiem przytulnie, tak swojsko jak na grobowiec, a właściwie podziemia grobowca albo też na tajną komnatę pod grobowcem. Z czymś mi się ten klimat kojarzył, ale jeszcze nie ustaliłem z czym. Może z zasyfionym mieszkaniem mojej siostry...? Niewykluczone. Trochę jak w domu, trochę jak u mamy.
- Kim... - zacząłem, ale się zawahałem i nie dokończyłem, bo już słyszałem jak leciała do nas ta nasza najmłodsza bohaterka. - ...berley jednak nie wezwie pomocy - zauważyłem, kiedy wylądowała pod moimi nogami. Kopnąłbym ją z pogardą, ale Brenna patrzyła, a ona miała oczy dookoła głowy. Nikt inny by mnie nie znalazł w tych wąskich alejkach, a ona znalazła. Może była wilkołakiem? W pełnię wyła do księżyca? I miała jakiś nadprzyrodzony węch...? Niewykluczone. Czuła, że śmierdzą mi stopy?
- Durna jesteś, Kimberley. Od kiedy przyjmują cheerleaderki do BUMu? - zapytałem ją i machnąłem ręką, bo z pewnością nie wiedziała, co to cheerleaderka, a w świecie czarodziei nie było wystarczająco godnego porównania dla tej kategorii ludzi. Ewentualnie mogłem ją określić mianem tępej pizdy, ale nie spotkałoby się to raczej z aprobatą dziewczyn, więc przemilczałem to i owo, szczególnie że miałem z nimi spędzić jeszcze trochę czasu.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie powinnaś być taka porywcza, żeby pchać się w niezbadane dziury? - zapytałem, wiedząc, że to samo mogła mi właśnie wyrzucać Brenna. Ale nie wyrzucała, więc wykorzystałem sytuację dla szczypty specyficznego humoru. Mnie bawiło.
- To co...? Tym razem panie przodem czy mam robić za worek treningowy dla zjaw i pułapek? - podjąłem po chwili. Wyciągnąłem sobie w międzyczasie paczkę papierosów i, cóż, zamierzałem sobie chyba zapalić, skoro czekał nas spacer. - Żartowałem. Idę przodem, a wy się rozglądajcie po ścianach za czymś ciekawym. Ja dziś nic nie widzę. Nie wyspałem się - stwierdziłem, zaciągając się i ruszając w przód.
I że Brennie będzie aż tak zależało, aby mały wróbel nie skończył źle z mamą na wyprawie...
- Twoja troska o moje dupsko jest niewiarygodnie wzruszająca - stwierdziłem leniwie, leżąc sobie na stercie gruzu. Udawałem, że wszystko było zamierzone. Nawet to sklepionko nad nami jak od nowości... Zabawne, bo nad nami wszystko grało, żadnego osuwiska nie było, więc tak jakby nie narobiłem szkód, a jednak narobiłem, ale nie było dowodów, więc... miałem więcej szczęścia niż rozumu? Najwyraźniej. Albo byłem tak inteligentny, że aż za mądry do tej roboty. Tak również mogło być.
Ale dobrze. Brenna wstała, to ja też się podniosłem. Zdecydowanie bardziej groźnie wyglądałem, kiedy stałem, a nie kiedy się wylegiwałem na gruzach, więc postanowiłem dalej sobie nad nią pogórować, o ile miałem na to miejsce... Bo to taka fajna wysoka piwnica była czy raczej będę musiał się garbić...? Zapewne zakląłem, jeśli głową miałem szurać po suficie.
Zebrałem się, żeby obejrzeć to i owo. Było tu całkiem przytulnie, tak swojsko jak na grobowiec, a właściwie podziemia grobowca albo też na tajną komnatę pod grobowcem. Z czymś mi się ten klimat kojarzył, ale jeszcze nie ustaliłem z czym. Może z zasyfionym mieszkaniem mojej siostry...? Niewykluczone. Trochę jak w domu, trochę jak u mamy.
- Kim... - zacząłem, ale się zawahałem i nie dokończyłem, bo już słyszałem jak leciała do nas ta nasza najmłodsza bohaterka. - ...berley jednak nie wezwie pomocy - zauważyłem, kiedy wylądowała pod moimi nogami. Kopnąłbym ją z pogardą, ale Brenna patrzyła, a ona miała oczy dookoła głowy. Nikt inny by mnie nie znalazł w tych wąskich alejkach, a ona znalazła. Może była wilkołakiem? W pełnię wyła do księżyca? I miała jakiś nadprzyrodzony węch...? Niewykluczone. Czuła, że śmierdzą mi stopy?
- Durna jesteś, Kimberley. Od kiedy przyjmują cheerleaderki do BUMu? - zapytałem ją i machnąłem ręką, bo z pewnością nie wiedziała, co to cheerleaderka, a w świecie czarodziei nie było wystarczająco godnego porównania dla tej kategorii ludzi. Ewentualnie mogłem ją określić mianem tępej pizdy, ale nie spotkałoby się to raczej z aprobatą dziewczyn, więc przemilczałem to i owo, szczególnie że miałem z nimi spędzić jeszcze trochę czasu.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie powinnaś być taka porywcza, żeby pchać się w niezbadane dziury? - zapytałem, wiedząc, że to samo mogła mi właśnie wyrzucać Brenna. Ale nie wyrzucała, więc wykorzystałem sytuację dla szczypty specyficznego humoru. Mnie bawiło.
- To co...? Tym razem panie przodem czy mam robić za worek treningowy dla zjaw i pułapek? - podjąłem po chwili. Wyciągnąłem sobie w międzyczasie paczkę papierosów i, cóż, zamierzałem sobie chyba zapalić, skoro czekał nas spacer. - Żartowałem. Idę przodem, a wy się rozglądajcie po ścianach za czymś ciekawym. Ja dziś nic nie widzę. Nie wyspałem się - stwierdziłem, zaciągając się i ruszając w przód.