14.08.2024, 15:28 ✶
Brenna przesunęła się płynnym ruchem, zagradzając młodemu Kelly'emu drogę, nim zdążył ją minąć i uśmiechnęła się do niego, jakby trochę przepraszająco. Zmierzyła go spojrzeniem: poruszał się dość sprawnie, nie jak ktoś, kogo coś bardzo boli, więc uzdrowiciele musieli ogarnąć ranę, nie dostrzegła skrzywienia na twarzy, a choć zdawał się trochę blady, to nie była bladość chorobliwa. Nie wyglądał też na przerażonego, dłonie nie drżały, ale wiedziała najlepiej, że takie rzeczy nie zawsze widać na pierwszy rzut oka.
- Część, Jasper – powiedziała. – Jestem tutaj w sprawie ataku wampira. Chciałabym zadać ci kilka pytań i obawiam się, że to nie powinno czekać.
Nie chodziło tylko o jej pośpiech, wynikający z tego, że wolała zagarnąć to śledztwo, zanim zrobi to ktoś inny, a nazwisko Crawley zostanie powtórzone w Ministerstwie przez zbyt wiele ust. Po ulicach Londynu krążył wampir, który omal nie zabił kobiety – i nawet jeśli ta wyraziła zgodę na to, aby ją ugryzł, już jego nieopanowanie wymagało jakiegoś nadzoru. A przecież zrobił też coś znacznie gorszego: zaatakował dwójkę dzieciaków, które udzieliły pomocy jego ofierze.
Powiedział, że po nich wróci.
Nie mogła wykluczyć, że spróbuje faktycznie dopaść Jaspera. Albo że w swoim głodzie nie krąży teraz po ulicach niemagicznego Londynu, mordując mugoli. Jeśli straciłby tylko kontrolę, to nie musiałoby się powtórzyć. Ale jeżeli zaatakował, bo ktoś nie pozwolił zrobić mu tego, co chciał, było niemal pewne, że zrobi to znowu.
Czerń oczu Dolores i błyskające w mroku kły znów wynurzyły się z otchłani pamięci. Czy ten wampir był już taki jak ona…? Nie, odpowiedziała sobie zaraz. Gdyby takim był, Jessie i Dora nie wyszliby z tego żywi.
– Mam nadzieję, że czujesz się na siłach, żeby chwilę porozmawiać – dodała, i to celowo nie było pytanie. Na pytanie łatwiej było odpowiedzieć przecząco, a ona bardzo nie chciała, aby odmówić czy prosił o przełożenie tej konwersacji na rano. – Najlepiej gdzieś, gdzie nikt nam nie przeszkodzi, chyba tu w pobliżu jest jeden mugolski lokal otwarty o tej porze.
- Część, Jasper – powiedziała. – Jestem tutaj w sprawie ataku wampira. Chciałabym zadać ci kilka pytań i obawiam się, że to nie powinno czekać.
Nie chodziło tylko o jej pośpiech, wynikający z tego, że wolała zagarnąć to śledztwo, zanim zrobi to ktoś inny, a nazwisko Crawley zostanie powtórzone w Ministerstwie przez zbyt wiele ust. Po ulicach Londynu krążył wampir, który omal nie zabił kobiety – i nawet jeśli ta wyraziła zgodę na to, aby ją ugryzł, już jego nieopanowanie wymagało jakiegoś nadzoru. A przecież zrobił też coś znacznie gorszego: zaatakował dwójkę dzieciaków, które udzieliły pomocy jego ofierze.
Powiedział, że po nich wróci.
Nie mogła wykluczyć, że spróbuje faktycznie dopaść Jaspera. Albo że w swoim głodzie nie krąży teraz po ulicach niemagicznego Londynu, mordując mugoli. Jeśli straciłby tylko kontrolę, to nie musiałoby się powtórzyć. Ale jeżeli zaatakował, bo ktoś nie pozwolił zrobić mu tego, co chciał, było niemal pewne, że zrobi to znowu.
Czerń oczu Dolores i błyskające w mroku kły znów wynurzyły się z otchłani pamięci. Czy ten wampir był już taki jak ona…? Nie, odpowiedziała sobie zaraz. Gdyby takim był, Jessie i Dora nie wyszliby z tego żywi.
– Mam nadzieję, że czujesz się na siłach, żeby chwilę porozmawiać – dodała, i to celowo nie było pytanie. Na pytanie łatwiej było odpowiedzieć przecząco, a ona bardzo nie chciała, aby odmówić czy prosił o przełożenie tej konwersacji na rano. – Najlepiej gdzieś, gdzie nikt nam nie przeszkodzi, chyba tu w pobliżu jest jeden mugolski lokal otwarty o tej porze.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.