12.08.2024, 21:02 ✶
Byli ludzie – przede wszystkim brat – którzy lubili mówić Brennie, że jest nadmiernie narwana, nieostrożna, że lekceważy sobie niebezpieczeństwa i niepotrzebnie ryzykuje. Sama Brenna uważała, że robi absolutnie co się da, aby to ryzyko zminimalizować, ale po prostu gdy jest to niemożliwe, to i tak je podejmuje. I w tej chwili utwierdziła się w przekonaniu, że jest osobą wręcz niesamowicie rozważną.
– McKinnon!!! Stój!
Tylko tyle zdążyła krzyknąć, rzucając się w ślad za nim, usiłując pochwycić go za ramię, ponieważ wśród tych oczywistości, o których nie zdążyła powiedzieć, znajdowały się na przykład takie, że w grobowcu mogły być pułapki – czarodzieje lubili czasem takie zakładać w miejscach pochówku – albo że nie chodziło tylko o prostą kradzież szczątków i w środku ktoś odprawił na przykład jakieś czarnomagiczne rytuały. Niestety, poruszyła się o pół sekundy za późno. Może zdołałaby go zatrzymać, gdyby nie był tak wielki i tak silny fizycznie, w obecnych okolicznościach jednak nie miała na to szansy.
Hades w pośpiechu przegapił, że z podłogą grobowca zdecydowanie coś jest nie tak. Nie zdołał rozejrzeć się, zobaczyć, w jakim stanie są poszczególne komory, co z nich zabrano, ponieważ ziemia pod jego stopami dosłownie się rozpadła, a on zaczął zsuwać się w dół.
Palce Brenny zacisnęły się na jego ubraniu i uzyskała tylko tyle, że poleciała zaraz za nim.
Uderzyli oboje o ziemię, parę metrów niżej. Na całe szczęście – nie upadli bezpośrednio, a raczej zsunęli się po usypie, w efekcie nabijając sobie sporo siniaków, brudząc ubrania, ale nie łamiąc żadnych kości. Otaczała ich absolutna ciemność, a w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach – zapewne nie będący niczym nowym dla Hadesa, który dość często poruszał się po Nokturnie, gdzie też cuchnęło zgnilizną, czarną magią i innymi rzeczami, których nawet nie chciało się identyfikować. Brenna zakasłała i wyciągnęła zza pazuchy różdżkę, a lumos rozświetliło okolicę słabym blaskiem. Byli w podziemiach, w ciasnym korytarzu, nie wyglądającym, jakby powstał naturalne – żadna niespodzianka. Niespodzianką był fakt, że nad nimi nie znajdowała się żadna dziura, przez którą mogliby tutaj wpaść.
A kolejną to, że gdy Brenna zadarła głowę, ziemia nad nimi rozwarła się na moment i wyrzuciła młodą Kimberley, która upadła pomiędzy nimi, wydając z siebie cichy krzyk.
Świetnie, pomyślała Brenna, głęboko wciągając powietrze.
Przynajmniej tym razem owszem, wpadła do dziury, ale mogła powiedzieć, że to ani trochę jej wina.
– McKinnon!!! Stój!
Tylko tyle zdążyła krzyknąć, rzucając się w ślad za nim, usiłując pochwycić go za ramię, ponieważ wśród tych oczywistości, o których nie zdążyła powiedzieć, znajdowały się na przykład takie, że w grobowcu mogły być pułapki – czarodzieje lubili czasem takie zakładać w miejscach pochówku – albo że nie chodziło tylko o prostą kradzież szczątków i w środku ktoś odprawił na przykład jakieś czarnomagiczne rytuały. Niestety, poruszyła się o pół sekundy za późno. Może zdołałaby go zatrzymać, gdyby nie był tak wielki i tak silny fizycznie, w obecnych okolicznościach jednak nie miała na to szansy.
Hades w pośpiechu przegapił, że z podłogą grobowca zdecydowanie coś jest nie tak. Nie zdołał rozejrzeć się, zobaczyć, w jakim stanie są poszczególne komory, co z nich zabrano, ponieważ ziemia pod jego stopami dosłownie się rozpadła, a on zaczął zsuwać się w dół.
Palce Brenny zacisnęły się na jego ubraniu i uzyskała tylko tyle, że poleciała zaraz za nim.
Uderzyli oboje o ziemię, parę metrów niżej. Na całe szczęście – nie upadli bezpośrednio, a raczej zsunęli się po usypie, w efekcie nabijając sobie sporo siniaków, brudząc ubrania, ale nie łamiąc żadnych kości. Otaczała ich absolutna ciemność, a w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach – zapewne nie będący niczym nowym dla Hadesa, który dość często poruszał się po Nokturnie, gdzie też cuchnęło zgnilizną, czarną magią i innymi rzeczami, których nawet nie chciało się identyfikować. Brenna zakasłała i wyciągnęła zza pazuchy różdżkę, a lumos rozświetliło okolicę słabym blaskiem. Byli w podziemiach, w ciasnym korytarzu, nie wyglądającym, jakby powstał naturalne – żadna niespodzianka. Niespodzianką był fakt, że nad nimi nie znajdowała się żadna dziura, przez którą mogliby tutaj wpaść.
A kolejną to, że gdy Brenna zadarła głowę, ziemia nad nimi rozwarła się na moment i wyrzuciła młodą Kimberley, która upadła pomiędzy nimi, wydając z siebie cichy krzyk.
Świetnie, pomyślała Brenna, głęboko wciągając powietrze.
Przynajmniej tym razem owszem, wpadła do dziury, ale mogła powiedzieć, że to ani trochę jej wina.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.