08.08.2024, 20:42 ✶
Będąc już tego dnia po rozmowie z ojcem, Leonard najchętniej wyszedłby z domu może nie tyle po to, żeby się urżnąć, ale przynajmniej coby wychylić parę głębszych w jakimś bardziej zacisznym barze. Stres zjadał go nieco od środka, temu nie potrafił zaprzeczyć. Cała ta rozmowa o Guldbrandsenach już teraz wychodziła mu bokiem. Jak gdyby nie mogli mu dać spokoju, skoro już opuścił kraj! Tymczasem mógł jedynie odświeżyć się nieco, wziąć zimny prysznic i liczyć na to, że jego drogi wuj będzie miał do niego mniej bolący jego dumę temat do poruszenia.
Przekraczając próg biblioteki, z miejsca wyczuł znajomy zapach. Wuj najwyraźniej nadal nie doszedł w pełni do siebie w kwestii nerwów, huh?
Poprawiając jeszcze kołnierzyk koszuli, spokojnie ruszył przed siebie, aż nie dotarł do miejsca, gdzie czekał na niego Robert.
- Witaj, wuju - przywitał się, zanim pozwolił sobie zająć wskazany mu fotel. Dlaczego czuł się, jak wezwany przez dyrektora szpitalu do wyjaśnienia jakiejś kłopotliwej sprawy? Nigdy nawet nie ostał do takowej wezwany...
Całe szczęście, temat wcale nie okazał się taki problematyczny. Leo zamrugał kilka razy bardzo szybko w subtelnym przejawie zaskoczenia, zanim jego usta rozciągnęły się w zadowolonym uśmiechu.
- Oczywiście - odparł, nie kryjąc satysfakcji. - Pewnych zachowań nie należy i nie można tolerować. Zwłaszcza gdy brudne usta do szargania czyjegoś nazwiska otwiera byle motłoch.
Chociaż nie był fanem robienia zamieszania z własnej ręki, nie żałował tamtego, jakże celnego rzutu świeczką.
- Skoro wspominasz o Lammas, wuju... Jak się teraz czujesz? - zdecydował się zapytać, taksując postać starszego mężczyzny wzrokiem.
Przekraczając próg biblioteki, z miejsca wyczuł znajomy zapach. Wuj najwyraźniej nadal nie doszedł w pełni do siebie w kwestii nerwów, huh?
Poprawiając jeszcze kołnierzyk koszuli, spokojnie ruszył przed siebie, aż nie dotarł do miejsca, gdzie czekał na niego Robert.
- Witaj, wuju - przywitał się, zanim pozwolił sobie zająć wskazany mu fotel. Dlaczego czuł się, jak wezwany przez dyrektora szpitalu do wyjaśnienia jakiejś kłopotliwej sprawy? Nigdy nawet nie ostał do takowej wezwany...
Całe szczęście, temat wcale nie okazał się taki problematyczny. Leo zamrugał kilka razy bardzo szybko w subtelnym przejawie zaskoczenia, zanim jego usta rozciągnęły się w zadowolonym uśmiechu.
- Oczywiście - odparł, nie kryjąc satysfakcji. - Pewnych zachowań nie należy i nie można tolerować. Zwłaszcza gdy brudne usta do szargania czyjegoś nazwiska otwiera byle motłoch.
Chociaż nie był fanem robienia zamieszania z własnej ręki, nie żałował tamtego, jakże celnego rzutu świeczką.
- Skoro wspominasz o Lammas, wuju... Jak się teraz czujesz? - zdecydował się zapytać, taksując postać starszego mężczyzny wzrokiem.