Skoro zdecydowała, że chce poznać odpowiedź na zadane przez siebie pytanie to zamierzał spełnić tę prośbę. Zamierzał przy tym zachować odpowiednią dozę dyskrecji, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. Uniósł też lewe ramię, aby objąć dziewczynę w talii.
— Spotykamy się od początku sierpnia i prędzej czy później prawdopodobnie poznałbym ich, a skoro miało to miejsce podczas tego wieczorku to postanowiłem się odpowiednio zaprezentować. Może zapragną mnie lepiej poznać. — Wytłumaczył to jak to postrzegał i zaciągnął się dymem tytoniowym. Pozwolił papierosowi się tlić.
— Myślę, że nie da się wszystkich zadowolić. Jedni skrytykują mnie i moją twórczość, drudzy docenią i zaczną postrzegać ją jako wartościową. Nie mam czego się obawiać. — Odparł wprost na słowa swojej towarzyszki. Bycie czarodziejem czystej krwi dawało sporo przywilejów. Ukrywanie się pod nią było nad wyraz dogodne. W rzeczywistości, jako czarodziej półkrwi, pogardzał większością czystokrwistych rodzin - tymi, dla których liczył się wyłącznie rodowód i podtrzymanie linii czystości krwi. Ona nie miała znaczenia. Tego nie mógł powiedzieć o pieniądzach, które posiadali czystokrwiści.
— Jak zostanie wydana to ją przeczytasz. Tego dowiesz się, czytając książkę. Jakim byłbym autorem, gdybym zdradził jedną z kluczowych informacji? — Odpowiedź na wszystkie zadawane przez nią pytania nie mogła być inna. Gdyby ta książka miała naprawdę powstać to wiedział, że takiego zakończenia mogliby oczekiwać konserwatywni czarodzieje czystej krwi - on wybrałby to drugie zakończenie, będące wstępem do naprawdę tragicznego zakończenia. Uniósł kąciki ust w pobłażliwym uśmiechu.
— W idealnym świecie tak powinno być. To dobrze, bo z tym nie ma co się śpieszyć. — On doskonale wiedział, że nie żyli w idealnym świecie. Nic nie było czarno-białe. Nie potrafił zapewnić ją o tym, że kiedyś razem wybiorą się na wycieczkę do Francji. To była zbyt odległa przyszłość. Zaplanowanie tego rodzaju wycieczki musiało sprzyjać powziętym przez niego planom. Z kolei zaplanowanie swojej ucieczki to zawsze doskonała opcja, jakby wszystko nie potoczyło się po jego myśli.
— Możliwe. — Przytaknął, na razie decydując się zakończyć ten temat. Spostrzeżenie czegokolwiek nie sprawiło, że zamierzał dywagować nad tym przez resztę wieczoru.
— Wracamy... znam jedno miejsce, do którego możemy się udać. Tam nikt nie będzie nas wypraszać. — Odpowiedział również szeptem, upuszczając na posadzkę balkonu niedopałek papierosa, którego następnie przydeptał. Matthiasowi bardzo nie podobał się fakt, że niektórzy z gości byli skłonni zasugerować mu opuszczenie balkonu w posiadłości swojej ciotki.
Po tym, jak przemowa Agnès dobiegła końca, rozpoczął się koncert fortepianowy Celine. Muzyka miała to do siebie, że potrafiła poruszyć zarówno duszę, jak i serce. Dlatego z przyjemnością wsłuchiwał się w wygrywaną przez swoją kuzynkę melodię, jednocześnie spoglądając z ukosa na Sophie.
— Chodź ze mną. — Wyszeptał tak aby nie zakłócić tego koncertu, wyciągając ku niej dłoń. Jedynym pomieszczeniem, do którego mógł ją zaprowadzić, był jeden z pokojów gier. Wybrał ten od ruletki. Wymagało to wyproszenia stamtąd krupiera.
— Pete, co tak siedzisz w tym pokoju? Póki nie gramy, zrób sobie chwilę przerwy. Napij się szampana, poczęstuj się przekąskami i poświęć czas Elise. Przechodząc, słyszałem że cię szuka. Powinniście posłuchać koncertu fortepianowego. — Zagadnął krupiera, w ten sposób sugerując mu opuszczenie tego pomieszczenia. Posłużenie się kłamstwem przychodziło mu z łatwością. Cel uświęcał środki. Spojrzał przelotnie na Sophie, która mogła zwrócić uwagę na to, że nic takiego nie miało miejsca, ale jeśli chciała spędzić z nim chwilę z dala od innych, to innego wyjścia nie było.
Korzystam z przewagi kłamstwo