08.08.2024, 03:25 ✶
Jonathan sam znając przecież doskonale preferencje przyjaciela (no poza faktem w jakim typie mężczyzn gustował, bo to bardzo długi czas pozostawało dla niego zagadką) nie miałby najmniejszego problemu do przyznania mu się o własnych gustach, gdyby nie ten drobny fakt, że to mogłoby wywołać kolejne pytania, na które już tak chętnie nie chciał odpowiadać. Zwłaszcza, że w jego dotychczasowym życiu byli jedynie dwaj mężczyźni, na których widok czuł coś więcej, niż zwykłe Och, całkiem przystojny. Pierwszym z nich był sam Shafiq, któremu nie chciał się do tego przyznać, uznając że nie ma sensu wprowadzać niezręcznej atmosfery, kiedy tego typu uczucia wobec przyjaciela już dawno wygasły. Drugim z nich był natomiast ten, o którym musiał dzisiaj wreszcie porozmawiać. I to nawet nie było tak, że jakoś strasznie milczał na temat tego, że życie miłosne nie kończy się dla niego na kobietach. Po prostu każde tego rodzaju teksty, będące jakąś sugestią, wypowiadał tak, aby mieć pewność, że zostaną zrozumiane jako żart. A gdyby Anthony spytał się kiedyś wprost... Wtedy pewnie po prostu by potwierdził.
Kto?
No właśnie. Kto?
Anthony musiał go znać. Sam przecież słyszał z ust swojego problemu niezliczone ilości przesłodzonych komplementów, że sprawował funkcję ambasadora lepiej, niż Shafiq, a Jonathan, chociaż darzył przyjaciela olbrzymim szacunkiem, chętnie spijał te wszystkie pochwały. Te i inne. Cały ten tomans był niczym pole róż. Słodkie i piękne z wierzchu, a gdy się już w nie wpadnie, kolce rozdzierają ci skórę.
Spojrzał na przyjaciela i delikatnie chwycił go za drugie ramię, ostrożnie ciągnąć w stronę brzegu basenu, nie po to, aby z niego wyjść, a po to, by Anthony, jeśli następne rewelacje mocno go zszokują, nie reagował nerwowo na tak głębokiej, jak na swój lęk, wodzie.
– Przypuszczam, że nie obce jest ci nazwisko De la Rochefoucauld Montbel? – spytał, udając że patrzy mu się w oczy, kiedy tak naprawdę zerkał na aurę i nici, chcąc zobaczyć jeśli się nagle zmienią.