Nie musiała mu odpowiadać. Choć to pytanie opuściło jego usta, Robert nie oczekiwał, że Lorien na nie odpowie. Nawet nie dał Lorien wystarczająco dużo czasu, żeby mogła to zrobić. Zaraz bowiem wypowiedział kolejne słowa. Słowa, przy pomocy których chciał uciąć ten temat. Zamknąć go. Bo wolność nie była czymś, w co wierzył. To zresztą zdawały się potwierdzać kolejne słowa kobiety. Istniała cena. A skoro tak było, to oferowana w zamian za nią wolność, byłaby ledwie iluzją.
Pomyśl, że to sen.
Czasami naprawdę chciał, żeby to wszystko było tylko snem. Bo każdy sen kiedyś się kończył. Z każdego snu człowiek musiał się kiedyś wybudzić. Wrócić do rzeczywistości. Tyle tylko, że dla niego nie istniała inna rzeczywistość. A już na pewno - nie taka, w której chciałby się nagle obudzić.
Nie odtrącił jej. Pozwolił na to by dokończyła. By wszystko przekazała. By cofnęła się dokładnie w tym momencie, który sama uzna za odpowiedni. Sam nie odezwał się przy tym nawet jednym słowem. Nie zareagował na to, co z jej strony padło. Nie zrobił tego w sposób jednoznaczny. Taki, który nie pozostawiłby wątpliwości.
Głos zabrał tych kilka chwil później. Kiedy zasugerowała znalezienie jakiegoś miejsca, w którym serwowano śniadania. Skinął głową.
- Będę gotowy do pół godziny. - zadeklarował. Nie wydawało mu się, żeby miał potrzebować na przygotowanie się do wyjścia większej ilości czasu. Musiał jedynie się odświeżyć. Zmienić ubranie, które w chwili obecnej nie prezentowało się najlepiej. Wyraźnie było wczorajsze. Pozbyć zarostu. Niby niewielkiego, ale za to jak irytującego!
Upał rzeczywiście nie stał się jeszcze kompletnie nieznośny. Dawało się jednak odczuć, że było to jedynie kwestią czasu. Zapowiadało się, że dzień będzie naprawdę ładny. Na niebie nie gościło zbyt wiele chmur. Dla anglików, którzy do tego stanu rzeczy niekoniecznie byli przyzwyczajeni, mogło okazać się to odrobinę męczące. Mimo tego jednak, Robert nie zrezygnował z kolejnego golfa. Tym razem szarego. Nie zająknął się choćby jednym słowem na temat tego, jak bardzo męczące było noszenie go w takich właśnie warunkach.
- Mamy dwie możliwości. - zauważył, kiedy z bocznej uliczki przedostali się do kolejnej. I faktycznie, kiedy to nieco uprościć, były one zaledwie dwie. Musieli wybrać jakiś kierunek. Podjąć decyzje. Zawierzyć ślepemu losowi, skoro samego miasteczka nie znali.
A już na pewno nie znał go Robert.
Oczywiście mógł podjąć decyzje, po prostu wybrać kierunek, oczekując że Lorien się do tego dostosuje. Nic nie stało temu na przeszkodzie. Mimo tego zdecydował się jednak pozostawić jej wybór. Przede wszystkim dlatego, że mu nie zależało. Nie zależało mu na tyle, aby cokolwiek tutaj narzucać.
Jeśli kobieta również miała z tym problem. Albo potrzebowała jakiejś wskazówki, czarny kot prześlizgnął się właśnie w zasięgu jej wzroku. Po prawej stronie. Przeszedł z jednej strony uliczki na drugą, po chwili znikając gdzieś pomiędzy budynkami. Najwyraźniej zamierzając tam zająć się swoimi kocimi sprawami. Jakiekolwiek by one nie były.