W uczuciu strachu interesujące, ale również niepokojące było to, że nigdy nie było się pewnym reakcji osoby, która ten strach odczuwała. Póki nie zobaczy się owej reakcji na własne oczy po raz pierwszy, ciężko było stwierdzić, czy w strachu ta osoba zdziera swoje gardło w krzyku, czy ucieka, a może jej mięśnie reagują szybciej, niż umysł, i pięści zaczynają bić na oślep, byleby uchronić się przed agresorem. Czy strach ją sparaliżuje? Czy zacznie płakać? A może zemdleje?
I nie wiesz, czy po tym wszystkim, kiedy emocje już opadną, usiądziecie na miękkiej kanapie z kubkami parującego kakao (albo lampką wina) i będziecie się śmiać, czy może twoja sowa przyniesie ci rachunek za psychiatrę, leczącego twojego towarzysza z traumy.
Jessie nie wiedział, czego powinien spodziewać się po nieprzyjemnej, pozbawionej kolorów nawet w świetle zaklęcia Lumos, piwnicy. Nie wiedział, czy wyskoczy na niego gnom, może zaatakują ich chochliki kornwalijskie. A może pod ciemnymi płachtami materiału skryte były manekiny? Albo zniszczone czasem i brakiem szacunku człowieka lalki, które Anthony zaczarował?
Serce zabiło mu szybciej w piersi, gdy światło, wydobywające się z końca jego cyprysowej różdżki, w jednej chwili przygasło, ograniczając jego i tak już małe pole widzenia. Gdzieś tam na granicy widzenia majaczył mu kształt Anthony'ego, serce znowu zadudniło.
Plask
Światełko z końcówki różdżki przemieściło się wraz ze skrętem ciała. Wargi rozchyliły się, by krtań mogła wypuścić głos, ale dźwięk nie wydobywał się z jego gardła, nie rozproszył ciszy, przerywanej coraz to nowszymi dźwiękami.
Plask
Odór gnijącego ciała i zmętniałej wody uderzył w niego i wykrzywił mu twarz. Żołądek ścisnął się nieprzyjemnie, grożąc wyrzuceniem jego zawartości na brudną podłogę.
Mokrą podłogę.
Kałuża rozlewała się coraz bardziej i sięgnęła jego butów, wywołując na jego twarzy kolejny grymas. A gdy podniósł wreszcie głowę, zjawa była tuż przed nim.
Obrzydliwa i wysoka. W podartych, ociekających wodą ubraniach. Z zabielonymi oczami, zgniłymi zębami i wodą, wylewającą się z jego ust. Z przetrąconym karkiem, pomarszczonymi policzkami i plątaniną włosów.
Zabrakło mu tchu. Jak wtedy, gdy był jeszcze dzieckiem, i nie potrafił sam wydostać się spod tafli wody. Jak wtedy, gdy topielec zbliżał się do niego, gdy był najbardziej bezbronny. Bez różdżki... Bez kontroli nad magią... Bez powietrza...
Plask
Sztywne ramię uniosło się, strzykając niemiłosiernie, i sięgnęło do jego ramienia.
Sięgnęło do jego policzka.