03.08.2024, 18:03 ✶
Jessie szedł, piękny w swojej niewinności, w ciekawości badacza tajemnic, schodzącego krok po kroku w ciemną, przepastną piwnicę, krok za krokiem niczym do własnej nieświadomości skrywające najgłębsze sekrety, największe potwory i lęki. Anthony uśmiechnął się gdy chłopak wyminął go i spróbował rozświetlić przestrzeń swoim i tylko swoim lumosem. Przestrzeń była dlań podobnie czarnobiała jak dla Shafiqa, zadbał o to by nie było tam cienia błękitu, sugestii żółci. Tylko szarość i przydymiona czerwień, jakby to miejsce miało też straszyć i jego. Przypadkiem, straszyć i jego ciotecznego siostrzeńca.
Wyciągnął za nim swoją cisową różdżkę, czując przez palce przyjemny pomruk smoczego serca. Ono pragnęło destrukcji, czynów wielkich i godnych zapamiętania. Anthony już dawno spacyfikował swoją ambicję, woląc znaleźć sobie miejsce w panteonie, o które nie trzeba było walczyć pazurami i zębami. Bezgłośne zaklęcie rozproszenia stłumiło rozchodzące się światło dając młodzieńcowi tylko słabe światło. Anthony trzymał się z tyłu, tuż za granicą widzenia, kontrolując zaklęcie, by przemieszczało się wraz z jego gościem. Z jego testerem. Z młodym umysłem potrzebującym wciąż właściwego ukierunkowania. Credendo vides. Shafiq głęboko wierzył w profity płynące z empirycznego poznawania świata.
Plask
Plaśnięcie choć ciche, trafiło wprost do młodego umysłu. I drugie. Powolny krok istoty wilgotnej, ociekającej wodą, wyłaniającej się z zagraconej części, spomiędzy czarno białych kufrów i skrzyń. W nozdrza nagle z całą mocą uderzył zapach rozkładu i wilgoci, jeziornego mułu i wodnistej śmierci. Cichy terkot zbutwiałego języka, strzyknięcie stawów, gdy głowa topielca gwałtownie przekrzywiła się, a zalane białkiem oczy, osadzone w paskudnie napuchniętej twarzy, utkwione były bezsprzecznie w smakowitym posiłku. Kałuża na kamiennej posadzce rozlewała się coraz bardziej i lada moment mogła dotknąć buta chłopaka.
Plask
Potwór dawał sobie czas, rozkoszując się jego strachem.
Wyciągnął za nim swoją cisową różdżkę, czując przez palce przyjemny pomruk smoczego serca. Ono pragnęło destrukcji, czynów wielkich i godnych zapamiętania. Anthony już dawno spacyfikował swoją ambicję, woląc znaleźć sobie miejsce w panteonie, o które nie trzeba było walczyć pazurami i zębami. Bezgłośne zaklęcie rozproszenia stłumiło rozchodzące się światło dając młodzieńcowi tylko słabe światło. Anthony trzymał się z tyłu, tuż za granicą widzenia, kontrolując zaklęcie, by przemieszczało się wraz z jego gościem. Z jego testerem. Z młodym umysłem potrzebującym wciąż właściwego ukierunkowania. Credendo vides. Shafiq głęboko wierzył w profity płynące z empirycznego poznawania świata.
Plask
Plaśnięcie choć ciche, trafiło wprost do młodego umysłu. I drugie. Powolny krok istoty wilgotnej, ociekającej wodą, wyłaniającej się z zagraconej części, spomiędzy czarno białych kufrów i skrzyń. W nozdrza nagle z całą mocą uderzył zapach rozkładu i wilgoci, jeziornego mułu i wodnistej śmierci. Cichy terkot zbutwiałego języka, strzyknięcie stawów, gdy głowa topielca gwałtownie przekrzywiła się, a zalane białkiem oczy, osadzone w paskudnie napuchniętej twarzy, utkwione były bezsprzecznie w smakowitym posiłku. Kałuża na kamiennej posadzce rozlewała się coraz bardziej i lada moment mogła dotknąć buta chłopaka.
Plask
Potwór dawał sobie czas, rozkoszując się jego strachem.