Zazwyczaj, gdy człowiek znalazł się drugi raz w tym samym miejscu, odczucia miał takie same, albo chociaż podobne, jak za pierwszym razem. Rzadziej odczucia te zmieniały się drastycznie, ale najczęściej było to spowodowane jakimiś przeżyciami, które miały za duży wpływ na życie, by nic nie uległo zmianie. Teraz gdy Jessie patrzył na zakupioną przez wuja Morpheusa posiadłość, zaczynał dostrzegać w niej potencjał, gdy tylko doprowadzi się ją do porządku.
Osobliwa i tajemnicza, podobnie jak wuj Morpheus.
Jasper nie nazwałby jej "cudowną", co "cudowności" brakowało jej jeszcze trochę, bo jednak czas nie był dla niej łaskawy, ale zdecydował się tę uwagę zachować dla siebie. Niech się wuj cieszy.
Wuj Morpheus był tym wujem, którego Jessie raczej nigdy nie zdoła w pełni zrozumieć. A przynajmniej nie wierzył, by udało mu się to w najbliższym czasie. Wuj był towarzyski i wiecznie radosny, nawet gdy często znikał. Może to właśnie przez te częste znikanie coraz starszy Jessie (a może jego rodzeństwo również?) odnosił coraz mocniejsze wrażenie, że nie była to jedyna twarzy Morpheusa? I, oczywiście, nie było w tym nic złego, bo z całą pewnością Anthony i Jonathan również nie otwierali się przed nimi ze wszystkimi swoimi tajemnicami i nie pokazali wszystkich swoich twarzy, ale w przypadku Morpheusa można było odnieść wrażenie, że ta twarz, której nie pokazywał, a może wcale nie chciał pokazywać, była zupełnie inna, niż inne skrywane twarze.
To mogła być twarz, której Jessie mógłby nie potrafić zrozumieć, nieważne, jak długo by się jej przyglądał i jak dogłębnie by ją studiował. Wuj Morpheus na zawsze pozostawał poza pewnym zasięgiem.
-Hm... "Obserwatorium" brzmi dość... Poważnie... Oczywiście, jeśli wuj zdecyduje na tę nazwę... - nie dokończył zdania i w obronnym geście uniósł ręce. W końcu to nie on będzie tu mieszkał.
Gdyby on miał na własność taki zamek, jak by go nazwał?
Może "Basteja", gdyby chciał iść tropem podobnym do Longbottomów, ale czy była to na tyle dobra nazwa, by proponować ją Morpheusowi dla jego własnego lokum?
-Jest niemała - powiedział. -Nie boi się wuj, że od tej ciszy oszaleje?
Nie, nie była to żadna aluzja ani ukryty przekaz. Proste pytanie, trochę żart, w Warowni Morpheus przecież sam nie mieszkał.
A może planował tam realizować jakieś swoje głośne hobby, którego nie mógł realizować, gdy ktoś cały czas siedział za ścianą?