25.07.2024, 20:16 ✶
Jeśli Stanley uważał, że był chodzącym problemem, to na pewno byli z Sophie rodzeństwem. Odkąd Mulciberówna skończyła Hogwart, swoimi pomysłami sprawiała same problemy. Były to problemy nieco innego sortu niż te, które produkował Borgin, ale nadal były to problemy. Dziewczyna była bowiem chodzącym pechowcem. Jeśli w promieniu mili istniała kałuża pełna wody oraz psiego gówna, to od razu było wiadomo, że Sophie obierze taką drogę, żeby przypadek w nią wdepnąć. Nieszczęście trzymało jej się bardzo kurczowo i czasami miała wrażenie, że nieważne jaką decyzję podejmie, to i tak będzie miała pecha.
-Już lepiej iść do Azkabanu, niż oddać się w ręce mojego taty oraz wuja, kiedy są niezadowoleni.- Zażartowała i uśmiechnęła się lekko. Z minuty na minutę czuła się coraz mniej spięta i nieszczęśliwa. Pan Borgin był wesoły i miły, więc i jej udzielał się podobny nastrój. Kiedyś Lorien powiedziała, że nie powinna w ten sposób żartować o Azkabanie, ale ona lubiła to porównanie. Kochała ich obu, ale stresowała się, kiedy patrzyli na nią "tym" spojrzeniem.
Kiedy dostała swój sok dyniowy, napiła się i odstawiła szklankę na stolik. Spojrzała na papierosa, ale nic nie powiedziała. Nie paliła. Bała się, że ojciec by ją za to skrytykował.
Kiedy Stanley zaczął mówić, że nie będzie mogła u niego nocować, mina Sophie diametralnie się zmieniła. Patrzyła na mężczyznę z nieukrywanym zawodem.
-Nie, panie Borgin. Proszę... on musi ochłonąć, na pewno nie będzie mnie szukał.- Kręciła głową i przygryzła dolną wargę.-Przecież pana zna, wie że nic mi się nie stanie! Panie Borgin, proszę...wuj też na pewno nie będzie mnie szukał, naprawdę! Oni się mnie teraz wstydzą i ja nie wrócę do domu! Nie wrócę! Nie chcę iść z żadnym Francisem! T-to już wolę spać tutaj!- Z oczu Sophie ponownie pociekły łzy. Stanley nie rozumiał, że potrzebowała czasu. Nie mogła wrócić do domu kiedy emocje po widowisku były w niej tak silne!
-T-to ja już wole umrzeć niż tam teraz wrócić!- Mówiła szlochając. Stanięcie twarzą w twarz z ojcem będzie dla niej prawdziwą karą. Wiedziała, że rodzic jej nie uderzy ani jej nie okrzyczy. Wystarczyło, że pokręci głową i na nią spojrzy.
Sophie zaczęła płakać i zarzekać się, że nie chce wrócić do domu. Patrzyła na Stanleya żałośnie, a kiedy opowiedział swoją historię, pokiwała głową. A innych okolicznościach uznałaby, że to całkiem zabawne. Pan Borgin musiał mieć śmiesznych przyjaciół.
-Czy to ten Francis tam pana zapisał?- Zapytała pociągając nosem.-Czyli chciał się pan podzielić z wybranką pieniędzmi i iść w swoją stronę? A ja wszystko zepsułam, bo poprosiłam żebyśmy stamtąd uciekli? I teraz n-nie dadzą nam pieniędzy?- Ramiona Sophie zadrżały i dziewczyna znów zaczęła płakać. Położyła rękę na stoliku, schyliła się i schowała twarz w ramieniu. Zdławiony szloch wydobył się z jej piersi.-A-ale ja jestem głupia! Teraz nie dadzą nam p-pieniędzy! Wszystko na nic!- Dukała zrozpaczona. Pytania o Hogwart utonęły w salwie płaczu młodej Mulciberówny.
Kilku oprychów zerknęło w stronę Stanley'a oraz Sophie. Jeden z nich pokręciła głową, jakby było mu szkoda dziewczyny.
Pewnie ją zmusza do prostytucji, szkoda jej... opryszek był gnojem, ale sam miał córkę. Co prawda był ścigany przez prawo, ponieważ nie płacił na nią alimentów, ale jakoś tak zrobiło mu się smutno. Biedny opryszek!
Właścicielka lokalu również pomyślała, że coś było nie tak. Może i wpuszczała tu menty różnego pokroju, ale nie mogła pozwolić na to, żeby ktoś dosłownie znęcał się psychicznie nad płacząca dziewczyną, która pasowała tutaj niczym pięść do nosa. To mogło narobić jej sporo problemów, bo Mulciberówna nie wyglądała na mieszkankę Nokturnu.
Otyła i niezbyt ładnie pachnąca "szefowa", podeszła do stolika przy którym siedziało rodzeństwo i rzuciła na ich stolik brudną szmatę do wycierania szklanek. Sophie drgnęła i wyprostowała się. Spojrzała na kobietę z przestrachem.
-No? Co się tutaj dzieje? Nie chcę mieć problemów na karku...- Burknęła do Stanley'a. Na nosie miała duża brodawkę z której sterczały włosy.
-Już lepiej iść do Azkabanu, niż oddać się w ręce mojego taty oraz wuja, kiedy są niezadowoleni.- Zażartowała i uśmiechnęła się lekko. Z minuty na minutę czuła się coraz mniej spięta i nieszczęśliwa. Pan Borgin był wesoły i miły, więc i jej udzielał się podobny nastrój. Kiedyś Lorien powiedziała, że nie powinna w ten sposób żartować o Azkabanie, ale ona lubiła to porównanie. Kochała ich obu, ale stresowała się, kiedy patrzyli na nią "tym" spojrzeniem.
Kiedy dostała swój sok dyniowy, napiła się i odstawiła szklankę na stolik. Spojrzała na papierosa, ale nic nie powiedziała. Nie paliła. Bała się, że ojciec by ją za to skrytykował.
Kiedy Stanley zaczął mówić, że nie będzie mogła u niego nocować, mina Sophie diametralnie się zmieniła. Patrzyła na mężczyznę z nieukrywanym zawodem.
-Nie, panie Borgin. Proszę... on musi ochłonąć, na pewno nie będzie mnie szukał.- Kręciła głową i przygryzła dolną wargę.-Przecież pana zna, wie że nic mi się nie stanie! Panie Borgin, proszę...wuj też na pewno nie będzie mnie szukał, naprawdę! Oni się mnie teraz wstydzą i ja nie wrócę do domu! Nie wrócę! Nie chcę iść z żadnym Francisem! T-to już wolę spać tutaj!- Z oczu Sophie ponownie pociekły łzy. Stanley nie rozumiał, że potrzebowała czasu. Nie mogła wrócić do domu kiedy emocje po widowisku były w niej tak silne!
-T-to ja już wole umrzeć niż tam teraz wrócić!- Mówiła szlochając. Stanięcie twarzą w twarz z ojcem będzie dla niej prawdziwą karą. Wiedziała, że rodzic jej nie uderzy ani jej nie okrzyczy. Wystarczyło, że pokręci głową i na nią spojrzy.
Sophie zaczęła płakać i zarzekać się, że nie chce wrócić do domu. Patrzyła na Stanleya żałośnie, a kiedy opowiedział swoją historię, pokiwała głową. A innych okolicznościach uznałaby, że to całkiem zabawne. Pan Borgin musiał mieć śmiesznych przyjaciół.
-Czy to ten Francis tam pana zapisał?- Zapytała pociągając nosem.-Czyli chciał się pan podzielić z wybranką pieniędzmi i iść w swoją stronę? A ja wszystko zepsułam, bo poprosiłam żebyśmy stamtąd uciekli? I teraz n-nie dadzą nam pieniędzy?- Ramiona Sophie zadrżały i dziewczyna znów zaczęła płakać. Położyła rękę na stoliku, schyliła się i schowała twarz w ramieniu. Zdławiony szloch wydobył się z jej piersi.-A-ale ja jestem głupia! Teraz nie dadzą nam p-pieniędzy! Wszystko na nic!- Dukała zrozpaczona. Pytania o Hogwart utonęły w salwie płaczu młodej Mulciberówny.
Kilku oprychów zerknęło w stronę Stanley'a oraz Sophie. Jeden z nich pokręciła głową, jakby było mu szkoda dziewczyny.
Pewnie ją zmusza do prostytucji, szkoda jej... opryszek był gnojem, ale sam miał córkę. Co prawda był ścigany przez prawo, ponieważ nie płacił na nią alimentów, ale jakoś tak zrobiło mu się smutno. Biedny opryszek!
Właścicielka lokalu również pomyślała, że coś było nie tak. Może i wpuszczała tu menty różnego pokroju, ale nie mogła pozwolić na to, żeby ktoś dosłownie znęcał się psychicznie nad płacząca dziewczyną, która pasowała tutaj niczym pięść do nosa. To mogło narobić jej sporo problemów, bo Mulciberówna nie wyglądała na mieszkankę Nokturnu.
Otyła i niezbyt ładnie pachnąca "szefowa", podeszła do stolika przy którym siedziało rodzeństwo i rzuciła na ich stolik brudną szmatę do wycierania szklanek. Sophie drgnęła i wyprostowała się. Spojrzała na kobietę z przestrachem.
-No? Co się tutaj dzieje? Nie chcę mieć problemów na karku...- Burknęła do Stanley'a. Na nosie miała duża brodawkę z której sterczały włosy.