24.07.2024, 19:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2024, 19:39 przez Jonathan Selwyn.)
Po rozmowie z Morpheusem, Anthony był następny w kolejce. Głównie dlatego, że dalej nie do końca wiedział, czy powinien przejmować się pocałunkiem pomiędzy nim, a Lottie, czy też spróbować o nim zapomnieć. Prawdę mówiąc liczył, że Anthony da mu nieco więcej czasu i nie będą musieli spotykać się tak szybko. Mylił się. Może jednak tak było lepiej? Cios za ciosem, prawda? Po co czekać, by przyznać się przyjacielowi do głupstw, które się zrobiło, gdy można było stracić jego szacunek od razu? Tylko, od których rzeczy w ogóle zacząć?
Najwyraźniej od wina i przyjemnych rozmów o wszystkim i o niczym, bo to właśnie robili, zanurzeni w pachnącej truskawkami pianie, a Jonathan… Jonathan jak gdyby nigdy nic podjął tę grę, udając że wszystko było w porządku, a on wcale nie martwił się tym, co miał zamiar dzisiaj mu powiedzieć. Paradoksalnie nie martwił się nawet na samą reakcję Anthony'ego na wampirzego kochanka. To była sprawa drugorzędna. Nie wiedział jednak, jak spojrzy Shafiqowi w oczy jeśli ten zapyta się czemu nie powiedział im o tym wszystkim wcześniej. Kochał każdego z tej trójki, równie mocno i szalenie zależało mu na tej przyjaźni, ale była jednak pewna różnica pomiędzy zirytowaniem swoimi słowami Lottie, zaskoczeniem nimi Morpheusa, a zasmuceniem Anthony’ego, co obecnie jawiło mu się jako najgorszy z możliwych scenariuszy. Wkurzony Shafiq? Poradzi sobie. Smutny Shafiq? Tutaj wszystko byłoby znacznie cięższe.
Na jego słowa zaskoczony uniósł wzrok znad wody i przyjrzał się wpatrującemu się w niego Anthony'emu, nieco podejrzliwie. Zakładał, że będzie aż tak źle? A może zdołał się już o wszystkim dowiedzieć?
Pomyślałem, czy nie miałbyś przeciwko.
Powiedział, jakby to Jonathan miał czuć dyskomfort wobec odczytywania jego aury. Tak, Shafiq zdecydowanie starał się mu ułatwić tę całą sytuację, co chyba było jeszcze gorsze.
– Anthony – westchnął cicho, wpatrując się na chwilę w jedną z oświetlających pomieszczenie świec. Niby było, jak w Hogwarcie, ale niestety nie do końca. Nie tęsknił za czasami szkolnymi, a jednak… Wtedy wydawało mu się, jakby dopiero rozpoczynał swoją partię szachów z życiem. Plansza była czysta, a lśniące, dopiero co wypolerowane figury, stały gotowe do gry. Teraz, chociaż wciąż trwał w tej pierwszej połowie rozgrywki, miał wrażenie, że ktoś pozamieniał ze sobą wszystkie pola, wrzucił na planszę elementy, które nigdy nie miało na niej być, pionki się rozmnożyły, a zasady zostały już dawno zostały zmienione na takie, których nie rozumiał nikt. – To twoja decyzja i twój komfort przyjacielu. Nie moja, ale… – Zawahał się i wymusił na sobie nieco przebiegły uśmiech. – Na pewno pomogłoby mi gdybyś ty też podzielić się pewnymi sekretami mój drogi.
Zgrywał się. To znaczy, oczywiście, że szalenie chciał wiedzieć kim był nowy wybranek Anthony'ego, kto skradł mu serce, czy na niego zasługiwał, ale swoją propozycją i to wypowiedzianą w taki sposób próbował głównie podkreślić, że nic aż takiego się nie działo. Narzucić na siebie maskę przyjacielskiej złośliwości, by Shafiq nie zajrzał pod nią.
Najwyraźniej od wina i przyjemnych rozmów o wszystkim i o niczym, bo to właśnie robili, zanurzeni w pachnącej truskawkami pianie, a Jonathan… Jonathan jak gdyby nigdy nic podjął tę grę, udając że wszystko było w porządku, a on wcale nie martwił się tym, co miał zamiar dzisiaj mu powiedzieć. Paradoksalnie nie martwił się nawet na samą reakcję Anthony'ego na wampirzego kochanka. To była sprawa drugorzędna. Nie wiedział jednak, jak spojrzy Shafiqowi w oczy jeśli ten zapyta się czemu nie powiedział im o tym wszystkim wcześniej. Kochał każdego z tej trójki, równie mocno i szalenie zależało mu na tej przyjaźni, ale była jednak pewna różnica pomiędzy zirytowaniem swoimi słowami Lottie, zaskoczeniem nimi Morpheusa, a zasmuceniem Anthony’ego, co obecnie jawiło mu się jako najgorszy z możliwych scenariuszy. Wkurzony Shafiq? Poradzi sobie. Smutny Shafiq? Tutaj wszystko byłoby znacznie cięższe.
Na jego słowa zaskoczony uniósł wzrok znad wody i przyjrzał się wpatrującemu się w niego Anthony'emu, nieco podejrzliwie. Zakładał, że będzie aż tak źle? A może zdołał się już o wszystkim dowiedzieć?
Pomyślałem, czy nie miałbyś przeciwko.
Powiedział, jakby to Jonathan miał czuć dyskomfort wobec odczytywania jego aury. Tak, Shafiq zdecydowanie starał się mu ułatwić tę całą sytuację, co chyba było jeszcze gorsze.
– Anthony – westchnął cicho, wpatrując się na chwilę w jedną z oświetlających pomieszczenie świec. Niby było, jak w Hogwarcie, ale niestety nie do końca. Nie tęsknił za czasami szkolnymi, a jednak… Wtedy wydawało mu się, jakby dopiero rozpoczynał swoją partię szachów z życiem. Plansza była czysta, a lśniące, dopiero co wypolerowane figury, stały gotowe do gry. Teraz, chociaż wciąż trwał w tej pierwszej połowie rozgrywki, miał wrażenie, że ktoś pozamieniał ze sobą wszystkie pola, wrzucił na planszę elementy, które nigdy nie miało na niej być, pionki się rozmnożyły, a zasady zostały już dawno zostały zmienione na takie, których nie rozumiał nikt. – To twoja decyzja i twój komfort przyjacielu. Nie moja, ale… – Zawahał się i wymusił na sobie nieco przebiegły uśmiech. – Na pewno pomogłoby mi gdybyś ty też podzielić się pewnymi sekretami mój drogi.
Zgrywał się. To znaczy, oczywiście, że szalenie chciał wiedzieć kim był nowy wybranek Anthony'ego, kto skradł mu serce, czy na niego zasługiwał, ale swoją propozycją i to wypowiedzianą w taki sposób próbował głównie podkreślić, że nic aż takiego się nie działo. Narzucić na siebie maskę przyjacielskiej złośliwości, by Shafiq nie zajrzał pod nią.