23.07.2024, 23:10 ✶
Było coś w osobie Percivala co go drażniło, a może to sam fakt, że nie dostrzegał u niego aury, uderzył w jakąś niewłaściwą strunę, zwiększając tylko dysonans. Macmillan był tak cholernie spokojny, ale czy mógł mu się dziwić, skoro musiał przewodzić całemu kowenowi? Instynktownie też, kiedy nie dopatrzył się wokół Percivala kolorów, spojrzał w dół, na swoje dłonie, kiedy niby to przypadkiem poprawił mankiet koszuli. Czy to był sam Arcykapłan, czy może faktycznie to w pomieszczeniu znajdowało się coś, co zamykał o trzecie oko albo chociaż ukrywało przed nim niektóre detale?
- Rozumiem - powiedział spokojnie, przyglądając się mężczyźnie, kiedy ten zaczął pisać na wcześniej wyciągniętym pergaminie. Rozbił to wręcz pedantycznie. - Nie obawia się pan, że ktoś może tam podsłuchiwać jej rozmowy? Nie ukrywam, że pojawiłem się tutaj również przez wzgląd na dyskrecję, bo wydaje mi się to o wiele bardziej bezpieczne miejsce niż Lecznica Dusz. Nie chciałbym, by cokolwiek powie mi Arcykapłanka, jakkolwiek ją obciążyło - wyjaśnił, wyraźnie chociaż odrobinę martwiąc się o to, co mogło paść w pokoju wariatkowa. W końcu nie chciał by za tę współpracę Macmillan, i jego żona, wdepnęli w jeszcze większe gówno niż skandal jaki wywołało zamkniecie jej. No i morderstwo, które próbowała popełnić.
Uniósł zapieczętowaną kopertę, którą McMillan przesunął w jego stronę. Kusiło go, cholernie go kusiło, żeby jakimś sposobem dostać się do środka. Ale szybko doszedł do wniosku, że o wiele bardziej opłaca mu się rozegrać to na zasadach Percivala, niestety. Wcisnął list w wewnętrzną kieszeń marynarki, kiwając głową.
- Tak zrobię. Dziękuję jeszcze raz za poświęcony mi czas. Z całego serca - bo równie dobrze Macmillan mógł naopowiadać mu głupot i wystawić za drzwi. Mógł mu tez nie dawać listu, ale najwyraźniej gadanie o tym jak magia jest tylko magią, nie jest zła czy dobra sama w sobie, okazało się właściwym posunięciem.
Atreus podniósł się ze swojego miejsca, wygładzając ubranie, a następnie podał Percivalowi dłoń, żegnając się z nim a potem opuszczając budynek kowenu.
Miał jeszcze wiele pytań, owszem. W sumie wszystkie, z jakimi tutaj przyszedł, ale Arcykapłan jasno dał mu do zrozumienia, że pomóc może mu tylko Isobell. Cóż, najwyżej jeszcze tutaj wróci.
- Rozumiem - powiedział spokojnie, przyglądając się mężczyźnie, kiedy ten zaczął pisać na wcześniej wyciągniętym pergaminie. Rozbił to wręcz pedantycznie. - Nie obawia się pan, że ktoś może tam podsłuchiwać jej rozmowy? Nie ukrywam, że pojawiłem się tutaj również przez wzgląd na dyskrecję, bo wydaje mi się to o wiele bardziej bezpieczne miejsce niż Lecznica Dusz. Nie chciałbym, by cokolwiek powie mi Arcykapłanka, jakkolwiek ją obciążyło - wyjaśnił, wyraźnie chociaż odrobinę martwiąc się o to, co mogło paść w pokoju wariatkowa. W końcu nie chciał by za tę współpracę Macmillan, i jego żona, wdepnęli w jeszcze większe gówno niż skandal jaki wywołało zamkniecie jej. No i morderstwo, które próbowała popełnić.
Uniósł zapieczętowaną kopertę, którą McMillan przesunął w jego stronę. Kusiło go, cholernie go kusiło, żeby jakimś sposobem dostać się do środka. Ale szybko doszedł do wniosku, że o wiele bardziej opłaca mu się rozegrać to na zasadach Percivala, niestety. Wcisnął list w wewnętrzną kieszeń marynarki, kiwając głową.
- Tak zrobię. Dziękuję jeszcze raz za poświęcony mi czas. Z całego serca - bo równie dobrze Macmillan mógł naopowiadać mu głupot i wystawić za drzwi. Mógł mu tez nie dawać listu, ale najwyraźniej gadanie o tym jak magia jest tylko magią, nie jest zła czy dobra sama w sobie, okazało się właściwym posunięciem.
Atreus podniósł się ze swojego miejsca, wygładzając ubranie, a następnie podał Percivalowi dłoń, żegnając się z nim a potem opuszczając budynek kowenu.
Miał jeszcze wiele pytań, owszem. W sumie wszystkie, z jakimi tutaj przyszedł, ale Arcykapłan jasno dał mu do zrozumienia, że pomóc może mu tylko Isobell. Cóż, najwyżej jeszcze tutaj wróci.
Koniec sesji