23.07.2024, 19:19 ✶
Charlie uśmiechnął się pod nosem, ale nie był to przyjemny uśmiech.
- Nie mam przy sobie różdżki, a mimo to dalej jestem czarodziejem. - Dla udowodnienia swoich słów ledwie poruszył palcami, a część napoju w szklance uniosła się w opasłej kropli, lewitując parę cali nad pozostałą w szklance cieczą. Tylko przez chwilę, bo zaraz opadła, na powrót łącząc się w całość. - Różdżka to tylko narzędzie. Każdy czarodziej może nauczyć się władać magią bez różdżki. Żaden mugol nie będzie w stanie czarować, nawet z różdżką. A ci, którzy potrafią, są tylko pośmiewiskiem. - Dodał, by uwzględnić w swoich poglądach mugolaków. - Nie mam pojęcia, dlaczego ciągle są przyjmowani do społeczeństwa. I nie wiem, dlaczego to my ukrywamy się przed nimi, nie odwrotnie.
Wychowanie w czystokrwistej rodzinie sprawiło, że poglądy Charlesa były dość radykalne. Daleki był od stosowania przemocy, choć gdyby miał ku temu okazję i odpowiednią zachętę, niewykluczone, że skierowałby swoją magię przeciwko tym mniej uzdolnionym. Póki mógł, wyrażał głośno swoja niechęć.
Na Mimkę spojrzał tylko przelotnie. Skrzaty go nie interesowały, lecz w jednej chwili w jego głowie pojawiła się myśl - czy skrzaty nie były lepsze od mugoli? Były żałosne, słabe i obrzydliwe, ale przynajmniej władały magią.
W końcu musieli jednak wrócić do tematu wywiadu. Po to tu był, nie po to, by przekonywać Isaaca do jedynych słusznych poglądów. Upił niewielki łyk ze szklanki i zmarszczył lekko brwi. Ciemne, lecz zimne i słodkie. To nie była kawa.
- Chciałbym napisać, że to tylko moja działalność. - Wyjaśnił w końcu, skupiając się na świeczkach. - Nie wuja, nie ojca. Żadnego innego Mulcibera. Sądzę, że rodzina to doceni, o ile w ogóle kiedyś przeczyta. Nie czytają takich czasopism. - Uniósł się dumą. No tak, to, co leżało przed nim, było z pewnością nieprzeznaczone dla czystokrwistych. - N-nie chcę tego czytać. Po prostu przeprowadźmy artykuł i tyle, dobrze?
Odsunął od siebie gazetkę.
- Nie mam przy sobie różdżki, a mimo to dalej jestem czarodziejem. - Dla udowodnienia swoich słów ledwie poruszył palcami, a część napoju w szklance uniosła się w opasłej kropli, lewitując parę cali nad pozostałą w szklance cieczą. Tylko przez chwilę, bo zaraz opadła, na powrót łącząc się w całość. - Różdżka to tylko narzędzie. Każdy czarodziej może nauczyć się władać magią bez różdżki. Żaden mugol nie będzie w stanie czarować, nawet z różdżką. A ci, którzy potrafią, są tylko pośmiewiskiem. - Dodał, by uwzględnić w swoich poglądach mugolaków. - Nie mam pojęcia, dlaczego ciągle są przyjmowani do społeczeństwa. I nie wiem, dlaczego to my ukrywamy się przed nimi, nie odwrotnie.
Wychowanie w czystokrwistej rodzinie sprawiło, że poglądy Charlesa były dość radykalne. Daleki był od stosowania przemocy, choć gdyby miał ku temu okazję i odpowiednią zachętę, niewykluczone, że skierowałby swoją magię przeciwko tym mniej uzdolnionym. Póki mógł, wyrażał głośno swoja niechęć.
Na Mimkę spojrzał tylko przelotnie. Skrzaty go nie interesowały, lecz w jednej chwili w jego głowie pojawiła się myśl - czy skrzaty nie były lepsze od mugoli? Były żałosne, słabe i obrzydliwe, ale przynajmniej władały magią.
W końcu musieli jednak wrócić do tematu wywiadu. Po to tu był, nie po to, by przekonywać Isaaca do jedynych słusznych poglądów. Upił niewielki łyk ze szklanki i zmarszczył lekko brwi. Ciemne, lecz zimne i słodkie. To nie była kawa.
- Chciałbym napisać, że to tylko moja działalność. - Wyjaśnił w końcu, skupiając się na świeczkach. - Nie wuja, nie ojca. Żadnego innego Mulcibera. Sądzę, że rodzina to doceni, o ile w ogóle kiedyś przeczyta. Nie czytają takich czasopism. - Uniósł się dumą. No tak, to, co leżało przed nim, było z pewnością nieprzeznaczone dla czystokrwistych. - N-nie chcę tego czytać. Po prostu przeprowadźmy artykuł i tyle, dobrze?
Odsunął od siebie gazetkę.