20.07.2024, 19:29 ✶
- Ja również nigdy nie rozumiałam Ambrosii - przyznała kuzynce, słysząc o Kole fortuny. - Obawiam się, że musisz dać mi nieco więcej kontekstu. - Eden przyznawała się zawsze bez bicia, że nic nie wie o tarocie i zwykle nie chce wiedzieć. Nie miała pojęcia, co gwiazdy zapisały dla niej w spadku, ale nie mogło to być nic dobrego.
Kiedy Longbottom wspomniał o oficjalnych kontrolach i nieobecności brata, uniosła brwi i nieco przechyliła głowę. Nie wyglądała na zmartwioną, ale zdecydowanie widać było po Eden zdziwienie. Może nawet ciekawość, bo chciała wiedzieć więcej - sama nie utrzymywała kontaktu z Elliottem ponad nic, co było absolutnie konieczne. Stwierdziła jednak, że nie zapyta; nie tutaj, nie teraz. Nie wyciąga się odchyleń członków rodziny na forum publiczne, kiedy nie wie się, jakie skutki może to przynieść. Co najwyżej zapyta Erika później, w cztery oczy.
- Całe szczęście. - Jedyny komentarz, na jaki mogła się zdobyć, aby pozostać cyniczną sobą i nie ciągnąć dalej tematu. Przelotnie spojrzała po pozostałych graczach, subtelnie chcąc wybadać reakcję - o ile jakakolwiek była. Potem skupiła się już na kartach, które otrzymała.
Po otrzymaniu pierwszej ręki prawie się uśmiechnęła. Czując mimowolnie unoszące się kąciki opanowała się, siłą zmuszając usta do zaciśnięcia się w wąską kreskę. Wydawać by się mogło, że skoro cieszyła się z rozdania, musiała trafić na niezłe ułożenie.
A jednak wymieniła karty. Najpierw trzy, a potem jeszcze jedną.
Nie mogła zrobić już więcej wymian, więc patrzyła przez chwilę pustym wzrokiem w karty, wodząc spojrzeniem po każdej z kolei. Wyglądała na strapioną, ale jednocześnie nieskupioną na samej grze. Ożywiła się dopiero wtedy, gdy krupier dał znać, że to czas na jej deklarację.
- Podbijam - oznajmiła, przesuwając kolejne żetony przed siebie. - Trzydzieści pięć. - Kwotę wypowiedziała na wypuszczonym oddechu, po czym wróciła do wlewania w siebie drinka.
Kiedy Longbottom wspomniał o oficjalnych kontrolach i nieobecności brata, uniosła brwi i nieco przechyliła głowę. Nie wyglądała na zmartwioną, ale zdecydowanie widać było po Eden zdziwienie. Może nawet ciekawość, bo chciała wiedzieć więcej - sama nie utrzymywała kontaktu z Elliottem ponad nic, co było absolutnie konieczne. Stwierdziła jednak, że nie zapyta; nie tutaj, nie teraz. Nie wyciąga się odchyleń członków rodziny na forum publiczne, kiedy nie wie się, jakie skutki może to przynieść. Co najwyżej zapyta Erika później, w cztery oczy.
- Całe szczęście. - Jedyny komentarz, na jaki mogła się zdobyć, aby pozostać cyniczną sobą i nie ciągnąć dalej tematu. Przelotnie spojrzała po pozostałych graczach, subtelnie chcąc wybadać reakcję - o ile jakakolwiek była. Potem skupiła się już na kartach, które otrzymała.
Po otrzymaniu pierwszej ręki prawie się uśmiechnęła. Czując mimowolnie unoszące się kąciki opanowała się, siłą zmuszając usta do zaciśnięcia się w wąską kreskę. Wydawać by się mogło, że skoro cieszyła się z rozdania, musiała trafić na niezłe ułożenie.
A jednak wymieniła karty. Najpierw trzy, a potem jeszcze jedną.
Nie mogła zrobić już więcej wymian, więc patrzyła przez chwilę pustym wzrokiem w karty, wodząc spojrzeniem po każdej z kolei. Wyglądała na strapioną, ale jednocześnie nieskupioną na samej grze. Ożywiła się dopiero wtedy, gdy krupier dał znać, że to czas na jej deklarację.
- Podbijam - oznajmiła, przesuwając kolejne żetony przed siebie. - Trzydzieści pięć. - Kwotę wypowiedziała na wypuszczonym oddechu, po czym wróciła do wlewania w siebie drinka.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~