17.07.2024, 22:43 ✶
Wyczuła zmianę w sposobie mówienia Agnes. Mimowolnie spięła się, a jej wzrok podążył za jej wzrokiem. Nie idź tą drogą zdawał się mówić, gdy napotkał wzrok Richarda. Agnes być może nie wydawała się groźnym przeciwnikiem, ale tylko druga kobieta mogła wiedzieć, jak wielkim błędem byłoby zrobienie sobie z baby wroga. Kobiety, szczególnie te z jej rodziny, potrafiły być zajadłe i cholernie uparte. A najwyraźniej Mulciber uraził czymś gospodynię i Camille domyślała się, czym. Zmilczała to więc, nie decydując się nawet na ratowanie sytuacji.
- Ciężko o niej zapomnieć - powiedziała tylko, zerkając na Agnes. Biedna dziewczyna... Mimowolnie się skrzywiła. Dobrze, że ona sama poszła inną ścieżką ale tylko i wyłącznie dlatego, że miała jeszcze rodzeństwo. Gdyby go nie miała lub było tylko młodsze... Sama skończyłaby tak samo. Zrobiło jej się na tę myśl gorąco. - Nie są zbyt szybkie, prawda? Kelnerki.
Szepnęła tylko, decydując się na oparcie pleców o oparcie krzesła. Najpierw Agnes wywleka Marcellę, a teraz zachwalała Matthiasa. I chociaż nikt nie wiedział, co działo się w głowie Camille, to grymas na jej twarzy szybko zmienił się w przesłodzony uśmiech.
- Très cher, Agnes, a to podobno ja zbliżam się do pana Shafiqa z komplementami. Uważaj jednak, bo słyszałam, że niektórzy kochają zakopywać swoje skarby głęboko pod ziemią... Tak, by nikt inny nie mógł cieszyć nimi swych oczu - dodała niewinnie, tylko na chwilę patrząc na Matthiasa. Jej sztuczny uśmiech był aż nazbyt widoczny.
Gdy padła reszta zakładów, Camille odetchnęła. Uwaga na chwilę została przekierowana na ruletkę. Tym razem jej się nie poszczęściło - zgarnęła więc pozostałe żetony, lecz kolejne słowa Agnes sprawiły, że nie wstała. A miała wielką ochotę przejść do drugiego pomieszczenia. W tym momencie żałowała, że nie poprosiła Lestrange'a o towarzyszenie jej, lecz chciała uniknąć wścibskich pytań. Może to był błąd.
- 5 żetonów na pole 21 - powiedziała, przesuwając je z powrotem. Zostało jej okrągłe 0, ale dokupi je w razie czego i najwyżej przejdzie do stolika do pokera.
- Ciężko o niej zapomnieć - powiedziała tylko, zerkając na Agnes. Biedna dziewczyna... Mimowolnie się skrzywiła. Dobrze, że ona sama poszła inną ścieżką ale tylko i wyłącznie dlatego, że miała jeszcze rodzeństwo. Gdyby go nie miała lub było tylko młodsze... Sama skończyłaby tak samo. Zrobiło jej się na tę myśl gorąco. - Nie są zbyt szybkie, prawda? Kelnerki.
Szepnęła tylko, decydując się na oparcie pleców o oparcie krzesła. Najpierw Agnes wywleka Marcellę, a teraz zachwalała Matthiasa. I chociaż nikt nie wiedział, co działo się w głowie Camille, to grymas na jej twarzy szybko zmienił się w przesłodzony uśmiech.
- Très cher, Agnes, a to podobno ja zbliżam się do pana Shafiqa z komplementami. Uważaj jednak, bo słyszałam, że niektórzy kochają zakopywać swoje skarby głęboko pod ziemią... Tak, by nikt inny nie mógł cieszyć nimi swych oczu - dodała niewinnie, tylko na chwilę patrząc na Matthiasa. Jej sztuczny uśmiech był aż nazbyt widoczny.
Gdy padła reszta zakładów, Camille odetchnęła. Uwaga na chwilę została przekierowana na ruletkę. Tym razem jej się nie poszczęściło - zgarnęła więc pozostałe żetony, lecz kolejne słowa Agnes sprawiły, że nie wstała. A miała wielką ochotę przejść do drugiego pomieszczenia. W tym momencie żałowała, że nie poprosiła Lestrange'a o towarzyszenie jej, lecz chciała uniknąć wścibskich pytań. Może to był błąd.
- 5 żetonów na pole 21 - powiedziała, przesuwając je z powrotem. Zostało jej okrągłe 0, ale dokupi je w razie czego i najwyżej przejdzie do stolika do pokera.