17.07.2024, 21:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 21:44 przez Lorien Mulciber.)
Château des dragons
Nawet jeśli opowieść skierowana była w oczywisty i naturalny sposób do Lyssy, która pierwsza zainteresowała się figurą, to Lorien też słuchała. Może z lekkim rozczuleniem, może bardziej współczuciem - doskonale wiedziała, że podłapanie przez Shafiq'a tematu smoków kończyło się zazwyczaj wielogodzinnymi opowieściami i historiami z nimi związanymi. Gratka dla fascynatów, ale co do reszty społeczeństwa… No cóż. Tymczasem wykład skończył się szybciej niż się tego spodziewała, a temat zszedł na rzecz równie ważną - Rosierowie.
- Hm…- Obrzuciła przyjaciela uważnym i wybitnie wręcz oceniającym spojrzeniem. Niewiele brakowała, a kazałaby się mu okręcić, ale ostatecznie po prostu wskazała na swoją własną sukienkę w wyjątkowo zbliżonym odcieniu beżu co garnitur Anthony’ego. Już nawet zapomniała o irytującej plamce krwi na wysokości swojego obojczyka. Najwyraźniej ich rodzimy dom mody wyjątkowo wziął sobie do serca fakt, że w tym roku powinny królować pięćdziesiąt różnych odcieni piasku i pasteli. A skoro ona zdecydowała się nosić beż, to nie mógł być złym wyborem.
- Potterowie się rozłożyli ze swoim stoiskiem? Och, będziemy musiały tam zajrzeć później Lysso.- Zwróciła się do swojej towarzyszki. Zaraz jednak Anthony na nowo odciągnął jej uwagę kolejnym pytaniem. Kieliszek Tajemnicy? Zastanowiła się przez moment. Rzeczywiście już dawno nie mieli okazji się spotkać i na spokojnie porozmawiać. Zawahała się przez moment, jednak zagrał wyjątkowo dobrą kartą, gdy płynnie przeszedł na włoski.- Tremo al pensiero di cosa mi farebbero i Rosier se ti ordinassi di inginocchiarti in questa sporcizia e polvere.- Odpowiedziała spokojnie. Przez grzeczność natychmiast wróciła do angielskiego.- Co prawda mam jutro tylko jedną rozprawę, a to jedna z tych które lubią się przesadnie komplikować. Spotkajmy się o piątej. Powinnam do tego czasu skończ…
Zamilkła w połowie słowa dostrzegając zbliżającą się do nich postać.
Szanowny pan Jonathan Selwyn.
Kto by się spodziewał, że tani jarmark przyciągnie tak wiele znajomych twarzy. Dotychczas Lorien starała się powstrzymać ciekawość i nie zdać tego magicznego pytania “Antonio, kto cię ubrał w... to coś.” I nie, nie chodziłoby jej o garnitur, oczywiście! Szarfa kuła w oczy lekką tandetą typową dla festynów rodzinnych. Posłała Jonathanowi uśmiech - jeden z tych będący równocześnie przywitaniem i krótkim “jak dobrze cię widzieć”.
- Nasz Antonio?- Udała zaskoczoną, przykładając dłoń do serca.- Zwycięzcą konkursu łuczniczego? Jak wiele sekretnych talentów jeszcze przed nami ukrywasz, mio caro amico? Widzisz Jonathanie, on nic już mi nie mówi. - Pokręciła głową, a towarzyszyło temu wyjątkowo dramatyczne westchnięcie.
Nie skomentowała całej reszty zdania, uznając, że lepiej będzie jednak nie ciągnąć tematu owego całego magnetyzmu czy innego przyciągania. Uniosła do ust kieliszek, upiła trochę. Klasyczny rocznik. Dobry, znajomy smak wina. Jeden z tych, który wypada ofiarować komuś w ramach prezentu, a przy tym trochę szkoda go wyciągać dla nielubianych gości na niezobowiązującym obiedzie.
Nawet jeśli opowieść skierowana była w oczywisty i naturalny sposób do Lyssy, która pierwsza zainteresowała się figurą, to Lorien też słuchała. Może z lekkim rozczuleniem, może bardziej współczuciem - doskonale wiedziała, że podłapanie przez Shafiq'a tematu smoków kończyło się zazwyczaj wielogodzinnymi opowieściami i historiami z nimi związanymi. Gratka dla fascynatów, ale co do reszty społeczeństwa… No cóż. Tymczasem wykład skończył się szybciej niż się tego spodziewała, a temat zszedł na rzecz równie ważną - Rosierowie.
- Hm…- Obrzuciła przyjaciela uważnym i wybitnie wręcz oceniającym spojrzeniem. Niewiele brakowała, a kazałaby się mu okręcić, ale ostatecznie po prostu wskazała na swoją własną sukienkę w wyjątkowo zbliżonym odcieniu beżu co garnitur Anthony’ego. Już nawet zapomniała o irytującej plamce krwi na wysokości swojego obojczyka. Najwyraźniej ich rodzimy dom mody wyjątkowo wziął sobie do serca fakt, że w tym roku powinny królować pięćdziesiąt różnych odcieni piasku i pasteli. A skoro ona zdecydowała się nosić beż, to nie mógł być złym wyborem.
- Potterowie się rozłożyli ze swoim stoiskiem? Och, będziemy musiały tam zajrzeć później Lysso.- Zwróciła się do swojej towarzyszki. Zaraz jednak Anthony na nowo odciągnął jej uwagę kolejnym pytaniem. Kieliszek Tajemnicy? Zastanowiła się przez moment. Rzeczywiście już dawno nie mieli okazji się spotkać i na spokojnie porozmawiać. Zawahała się przez moment, jednak zagrał wyjątkowo dobrą kartą, gdy płynnie przeszedł na włoski.- Tremo al pensiero di cosa mi farebbero i Rosier se ti ordinassi di inginocchiarti in questa sporcizia e polvere.- Odpowiedziała spokojnie. Przez grzeczność natychmiast wróciła do angielskiego.- Co prawda mam jutro tylko jedną rozprawę, a to jedna z tych które lubią się przesadnie komplikować. Spotkajmy się o piątej. Powinnam do tego czasu skończ…
Zamilkła w połowie słowa dostrzegając zbliżającą się do nich postać.
Szanowny pan Jonathan Selwyn.
Kto by się spodziewał, że tani jarmark przyciągnie tak wiele znajomych twarzy. Dotychczas Lorien starała się powstrzymać ciekawość i nie zdać tego magicznego pytania “Antonio, kto cię ubrał w... to coś.” I nie, nie chodziłoby jej o garnitur, oczywiście! Szarfa kuła w oczy lekką tandetą typową dla festynów rodzinnych. Posłała Jonathanowi uśmiech - jeden z tych będący równocześnie przywitaniem i krótkim “jak dobrze cię widzieć”.
- Nasz Antonio?- Udała zaskoczoną, przykładając dłoń do serca.- Zwycięzcą konkursu łuczniczego? Jak wiele sekretnych talentów jeszcze przed nami ukrywasz, mio caro amico? Widzisz Jonathanie, on nic już mi nie mówi. - Pokręciła głową, a towarzyszyło temu wyjątkowo dramatyczne westchnięcie.
Nie skomentowała całej reszty zdania, uznając, że lepiej będzie jednak nie ciągnąć tematu owego całego magnetyzmu czy innego przyciągania. Uniosła do ust kieliszek, upiła trochę. Klasyczny rocznik. Dobry, znajomy smak wina. Jeden z tych, który wypada ofiarować komuś w ramach prezentu, a przy tym trochę szkoda go wyciągać dla nielubianych gości na niezobowiązującym obiedzie.