17.07.2024, 20:03 ✶
Olivia zmarkotniała. Konflikt... Słyszała oczywiście o wojnie, słyszała o nazistach. Widziała ogromne podobieństwo w tym, co głosili do tego, co głosił teraz Lord Voldemort. Było to... uderzająco takie same. Czysta krew, rasa panów - to było okrutne i złe na tak wielu poziomach, że nie uwierzyłaby w to nikomu, gdyby ktoś do niej tak po prostu przyszedł i powiedział, że "hej, tak się działo". Ale była tutaj, tkwiła w środku tego konfliktu, więc chcąc nie chcąc wiedziała, jaka jest prawda.
- To ciężki temat, Isaac - powiedziała poważnie, kręcąc głową. Przeszła przez furtkę, a gdy zrobił to również Bagshot, machnęła różdżką by ją za sobą zamknąć. - Czasy są ciężkie i mroczne, osobiście mnie to dotknęło. Rok temu, może trochę dalej, miałam nieprzyjemność wziąć udział w nieudanym napadzie na hodowlę hipogryfów.
Powiedziała, chociaż gdy tylko zorientowała się, jak to brzmi, zamachała rękami.
- Nie to, że ja planowałam napad. Po prostu... Ktoś je zaatakował. Domyślasz się chyba kto. Razem z ojcem miałam pomóc w dostarczeniu eliksirów. To znaczy ja eliksiry, a ojciec jako pracownik Ministerstwa miał dowiedzieć się, co się dzieje. Gdyby nie mój przyjaciel, najpewniej by mnie tu nie było - dokończyła, odruchowo opuszczając dłoń w stronę prawych żeber. Nie bolało, w Mungu się nią zajęli. Ale pamiętała jak bardzo się bała, gdy zobaczyła wyciągniętą w swoją stronę różdżkę i ból, który przeszył całe jej ciało, gdy potężna siła odrzuciła ją na gruby pień drzewa. Kilka centymetrów w prawo i połamałoby jej kręgosłup. - Cierpią niewinni, ci którzy chcą po prostu żyć w spokoju.
Powiedziała, odwracając się w stronę czereśniowego drzewka. Gałęzie uginały się pod ciężarem owoców, więc nie musiała nawet używać magii, by po nie sięgnąć. Zerwała pierwszą z nich.
- Ale nie da się być chyba neutralnym, skoro chcą wiesz - dokończyła cicho. Nie była pewna jak Isaac by zareagował, gdyby się dowiedział że jej wybranek jest mugolakiem. Nie wstydziła się Tristana, to było pewne - ale związek z nim sprawił, że zaczęła kwestionować własne znajomości.
- To ciężki temat, Isaac - powiedziała poważnie, kręcąc głową. Przeszła przez furtkę, a gdy zrobił to również Bagshot, machnęła różdżką by ją za sobą zamknąć. - Czasy są ciężkie i mroczne, osobiście mnie to dotknęło. Rok temu, może trochę dalej, miałam nieprzyjemność wziąć udział w nieudanym napadzie na hodowlę hipogryfów.
Powiedziała, chociaż gdy tylko zorientowała się, jak to brzmi, zamachała rękami.
- Nie to, że ja planowałam napad. Po prostu... Ktoś je zaatakował. Domyślasz się chyba kto. Razem z ojcem miałam pomóc w dostarczeniu eliksirów. To znaczy ja eliksiry, a ojciec jako pracownik Ministerstwa miał dowiedzieć się, co się dzieje. Gdyby nie mój przyjaciel, najpewniej by mnie tu nie było - dokończyła, odruchowo opuszczając dłoń w stronę prawych żeber. Nie bolało, w Mungu się nią zajęli. Ale pamiętała jak bardzo się bała, gdy zobaczyła wyciągniętą w swoją stronę różdżkę i ból, który przeszył całe jej ciało, gdy potężna siła odrzuciła ją na gruby pień drzewa. Kilka centymetrów w prawo i połamałoby jej kręgosłup. - Cierpią niewinni, ci którzy chcą po prostu żyć w spokoju.
Powiedziała, odwracając się w stronę czereśniowego drzewka. Gałęzie uginały się pod ciężarem owoców, więc nie musiała nawet używać magii, by po nie sięgnąć. Zerwała pierwszą z nich.
- Ale nie da się być chyba neutralnym, skoro chcą wiesz - dokończyła cicho. Nie była pewna jak Isaac by zareagował, gdyby się dowiedział że jej wybranek jest mugolakiem. Nie wstydziła się Tristana, to było pewne - ale związek z nim sprawił, że zaczęła kwestionować własne znajomości.