16.07.2024, 20:42 ✶
Nie ucieszyła się na wieść o wygranej. Skoro miała słuchać wróżb, szczęście w kartach oznaczało niefart w miłości.
Gdyby nie miała wokół siebie towarzystwa, przetarłaby dłońmi zmęczoną twarz. Niestety wszystkie oczy skierowane były teraz na nią, więc jedynie zgrabnym gestem zgarnęła wszystkie zdobyte żetony. Ilość wygranych pieniędzy miała jeszcze mniejsze znaczenie niż sama wygrana - one też przecież nie dawały szczęścia.
Uśmiechnęła się przelotnie w odpowiedzi na skinięcie głowy Geraldine. Chwilę potem jej uwagę przyciągnął Longbottom, sugerując, iż miał jakikolwiek wkład w tym wszystkim. Zaśmiała się krótko, choć prawdę mówiąc, nikt tutaj nie mógł przypisać sobie żadnej zasługi. Oni tylko rzucali żetonami na stół, a o rozdanych rękach i tak decydował ślepy los. Nie mieli żadnego wpływu na grę, chyba że ktoś zechciałby przekupić krupiera.
- Nie sądzę - odparła przekornie, wyraźnie nie podzielając wizji Erika. - Nie zrozum mnie źle, twoje imię prześlicznie wyglądałoby na moich drzwiach, ale jeśli ma przyciągać chętnych, to nie chcę ryzykować potknięciem się o mojego brata. - Uśmiechnęła się przesłodko, pijąc do licytacji z balu charytatywnego. Z zaciśniętych wąsko oczu Eden biła jawna niechęć do bliźniaka, więc ten uśmiech nie mógł być szczery. No ale cóż mogła zrobić, jeśli nie odbić piłeczki?
Dyskretnie zagadnęła przechodzącą nieopodal stolniku kelnerkę i przygarnęła jednego drinka. Metodycznie zaczęła układać żetony w równiutkie kolumny, bez pośpiechu, raz po raz sącząc trunek. Nie chciało jej się już, ale źle by to wyglądało, gdyby spoczęła na laurach i wyszła z gry po jednej udanej ręce.
- Do dwudziestu pięciu. - Niech stracę, dopowiedziała sobie w myśli, ale brzmiało to bardziej jak nadzieja niż zrezygnowanie. Przesunęła zadeklarowaną sumę żetonów do przodu, naruszając jedną z równiutkich budowli. Następnie nachyliła się nad uchem Lorraine, szepcząc do kuzynki subtelnie:
- Jak się bawisz? - zapytała cicho, po czym odsunęła się, by zbadać jej reakcję.
Gdyby nie miała wokół siebie towarzystwa, przetarłaby dłońmi zmęczoną twarz. Niestety wszystkie oczy skierowane były teraz na nią, więc jedynie zgrabnym gestem zgarnęła wszystkie zdobyte żetony. Ilość wygranych pieniędzy miała jeszcze mniejsze znaczenie niż sama wygrana - one też przecież nie dawały szczęścia.
Uśmiechnęła się przelotnie w odpowiedzi na skinięcie głowy Geraldine. Chwilę potem jej uwagę przyciągnął Longbottom, sugerując, iż miał jakikolwiek wkład w tym wszystkim. Zaśmiała się krótko, choć prawdę mówiąc, nikt tutaj nie mógł przypisać sobie żadnej zasługi. Oni tylko rzucali żetonami na stół, a o rozdanych rękach i tak decydował ślepy los. Nie mieli żadnego wpływu na grę, chyba że ktoś zechciałby przekupić krupiera.
- Nie sądzę - odparła przekornie, wyraźnie nie podzielając wizji Erika. - Nie zrozum mnie źle, twoje imię prześlicznie wyglądałoby na moich drzwiach, ale jeśli ma przyciągać chętnych, to nie chcę ryzykować potknięciem się o mojego brata. - Uśmiechnęła się przesłodko, pijąc do licytacji z balu charytatywnego. Z zaciśniętych wąsko oczu Eden biła jawna niechęć do bliźniaka, więc ten uśmiech nie mógł być szczery. No ale cóż mogła zrobić, jeśli nie odbić piłeczki?
Dyskretnie zagadnęła przechodzącą nieopodal stolniku kelnerkę i przygarnęła jednego drinka. Metodycznie zaczęła układać żetony w równiutkie kolumny, bez pośpiechu, raz po raz sącząc trunek. Nie chciało jej się już, ale źle by to wyglądało, gdyby spoczęła na laurach i wyszła z gry po jednej udanej ręce.
- Do dwudziestu pięciu. - Niech stracę, dopowiedziała sobie w myśli, ale brzmiało to bardziej jak nadzieja niż zrezygnowanie. Przesunęła zadeklarowaną sumę żetonów do przodu, naruszając jedną z równiutkich budowli. Następnie nachyliła się nad uchem Lorraine, szepcząc do kuzynki subtelnie:
- Jak się bawisz? - zapytała cicho, po czym odsunęła się, by zbadać jej reakcję.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~