16.07.2024, 16:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 16:48 przez Jonathan Selwyn.)
Stoisko Potterów –> Stoisko Shafiqa
Jonathan uśmiechnął się szeroko.
– Wiem. Ciężkie jest brzemię tak wielu talentów, ale staram się znosić je z godnością – odpowiedział, rozglądając się po produktach, czy przypadkiem nie chciał czegoś jeszcze, aż w końcu uznał, że wystarczy już zakupów przy tym stoisku. – Świetnie Brenno. Dziękuję bardzo. Mam szczerą nadzieję, że twoja droga matka jednak dzisiaj nie padnie, ani nie doprowadzi do czyjegoś morderstwa. No dobrze, to chyba wszystko co chciałem. – A jakby uznał inaczej, to zawszs mógł przecież wrócić. Wyciągnął pieniądze i zapłacił odpowiednią sumę, a potem zerknął na stojącego przy swoim stoisku Anthony'ego i uśmiechnął się nieznacznie.
– Tak. Chyba najwyższa pora, abym dołączył do mojego szefa. Nie wypada mi przecież zostawiać go na tak długo samego, prawda? – powiedział, a potem pożegnał się z Brenną życząc jej dalszych sukcesów w sprzedaży i udał się w kierunku Anthony'ego wyraźnie zaaferowanego na swój nieheteroseksualny sposób dwiema czarownicami, z którymi właśnie prowadził rozmowę.
– Oh, czyżby to Anthony Shafiq? Ten słynny zwycięstwa konkursu łuczniczego? Czy mógłbym prosić o autograf na butelce wina? – spytał z udawanych zachwytem w głosie, podchodząc do stoiska, a potem nieco spoważniał i spojrzał na pozostałe rozmówczynie. – Przepraszam, że wcinam się w tę rozmowę. Po prostu naturalnie ciągnie mnie do... – Tu zerknął ma szarfę Shafiqa – Tak znamienitych zwycięzców.
Jonathan uśmiechnął się szeroko.
– Wiem. Ciężkie jest brzemię tak wielu talentów, ale staram się znosić je z godnością – odpowiedział, rozglądając się po produktach, czy przypadkiem nie chciał czegoś jeszcze, aż w końcu uznał, że wystarczy już zakupów przy tym stoisku. – Świetnie Brenno. Dziękuję bardzo. Mam szczerą nadzieję, że twoja droga matka jednak dzisiaj nie padnie, ani nie doprowadzi do czyjegoś morderstwa. No dobrze, to chyba wszystko co chciałem. – A jakby uznał inaczej, to zawszs mógł przecież wrócić. Wyciągnął pieniądze i zapłacił odpowiednią sumę, a potem zerknął na stojącego przy swoim stoisku Anthony'ego i uśmiechnął się nieznacznie.
– Tak. Chyba najwyższa pora, abym dołączył do mojego szefa. Nie wypada mi przecież zostawiać go na tak długo samego, prawda? – powiedział, a potem pożegnał się z Brenną życząc jej dalszych sukcesów w sprzedaży i udał się w kierunku Anthony'ego wyraźnie zaaferowanego na swój nieheteroseksualny sposób dwiema czarownicami, z którymi właśnie prowadził rozmowę.
– Oh, czyżby to Anthony Shafiq? Ten słynny zwycięstwa konkursu łuczniczego? Czy mógłbym prosić o autograf na butelce wina? – spytał z udawanych zachwytem w głosie, podchodząc do stoiska, a potem nieco spoważniał i spojrzał na pozostałe rozmówczynie. – Przepraszam, że wcinam się w tę rozmowę. Po prostu naturalnie ciągnie mnie do... – Tu zerknął ma szarfę Shafiqa – Tak znamienitych zwycięzców.